Szukaj na tym blogu

Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 listopada 2012

dieta owocowo-warzywna dr Dąbrowskiej, dzień 2

      Oznak kryzysu: nie stwierdzono. Na twarzy jedynie 3 sztuki wyprysków - nic wielkiego, trochę gazów,  wielomocz - spowodowany chyba raczej ilością przyjętych pokarmów w formie płynnej... I kontuzja po wczorajszych ćwiczeniach nieco się nasiliła.
       Jadłam dziś dość dużo, raczej ciepłe i rozgrzewające rzeczy. Rano niemalże od świtu chodziłam boso. W tym roku tradycyjnie staram się  pochodzić rano boso po ziemi aż do pierwszych mrozów, a że szron i śnieg dają nieźle w kość - ograniczam czas. Pewna pani, której pies zostawił swoje odchody na trawniku z troską mnie ostrzegała, że "można w coś wdepnąć", o dziwo nie zmartwiła się, że chodzę boso późną jesienią po zamarzniętej jeszcze ziemi... Pogoda prześliczna, bo w końcu od kilku dni było słońce :-)

     
      Przeglądałam książkę Dąbrowskiej "Ciało i ducha ratować żywieniem" - dział z propozycjami potraw na 14 dni to w dużej mierze warzywa gotowane na parze, duszone czy janiginizowane. Gotowanego jeść za dużo nie mogę... odpowiadają mi tylko zupy z maksymalnie dwóch składników. Nie korzystam już z gotowych przepisów, kieruję się intuicją i potrzebami swojego ciała.....






     

      Sok z jabłek i selera. Selera naciowego uwielbiam, mogłabym pić sok z tylko z niego, a mieszanka seler + jabłko jest najlepsza, nawet kolor soku mnie nie przeraża :-)
Zupa dyniowa w maksymalnie prostej wersji, a to zielone na już gotowej zupce to jarmuż, tylko dla ozdoby.
 - dynia,
 - kilka ząbków czosnku,
 - mały kawałek kłącza imbiru,
 - łyżka jarzynki*. Całość ugotowana i zblendowana.




  Zupa cebulowa:
 - kilka cebul,
 - łyżka jarzynki,
 - mała marchewka,
 - kiełki.

        Koniecznie zblendować, a kiełki posiekać, lub przynajmniej porozdzielać.


       * Jarzynka to najlepsza wegańska baza do zup: marchew, seler, pietruszka starte natka pietruszki i jarmuż, wymieszane z solą, włożone do słoików i przechowywane w lodówce wytrzymają do kolejnego sezonu.



 Sok z białych grejpfrutów, obok pomidory, które powróciły do łask: z czosnkiem oczywiście i odrobiną soli morskiej. A poniżej kiszone ogórki. Na temat dobroczynnych walorów kiszonek pisałam już dawno temu tutaj.

środa, 19 września 2012

Dwa miesiące

       Od połowy lipca nie napisałam nic tak naprawdę... było wiele zmian, przeprowadzek głównie, technicznych problemów z brakiem dostępu do sieci, podróżowania, zmian w życiu prywatnym, eksperymentów z żywieniem, kolejnych kroków ku zamierzonemu kilka lat temu minimalizmowi. Proces oczyszczania ciała, duszy i umysłu w te wakacje wszedł na bardzo wysokie obroty, czasem było ciężko. Poznałam wiele osób, które stały się mi bardzo bliskie, cudownych osób.
      Gdzieś tam, czasami, pojawiała się możliwość zrobienia zdjęć, był fotograf, więc kilka rzeczy specjalnie dla Was Kochani:

Wykłady surowo-rozwojowe w Krakowie.

      Największe podziękowania należą się E. Gdyby nie pomoc tej dobrej duszy na pewno mnie by tam nie było. W końcu cześć blogowej rodzinki poznała się na żywo, wiele osób zobaczyłam po raz pierwszy, z wieloma rozmawiałam na bardzo ciekawe tematy. Miłym zaskoczeniem było, że wiele z Was zagląda na Cudowne diety. Dziękuję! B-F. ściskam ciepło i Ciebie, wspinaczka to niesamowita rzecz!
      Cieszę się też, że dosłownie 50 km od mojego miasta znalazła się witariańska osoba, jednak wschodnia Polska też obfituje w świadomych ludzi. Na wschód przyciągnęło też pana S. - Tobie też dziękuję, wiesz za co.


      Mój sposób odżywiania to ponownie powrót do 100% raw food, choć w tym roku pojawiło się wiele nowych doświadczeń. Jedzenie monotemtyczne, spożywanie maksymalnie 1-2 rzeczy na jeden posiłek nieco uregulowało trawienie i przyspieszyło oczyszczanie ciała z toksyn. Prostota i łatwość przygotowania posiłku: nabywanie-mycie-jedzenie w przypadku monotemtyki powala na kolana.
     Poprzez wspólne odżywianie zeszłam na dietę fruturiańską - miłe i przyjemne doświadczenie. Ilość spożywanych arbuzów, pomidorów, brzoskwiń, lodów bananowych (mrożone banany + karob), czosnku jest tego roku u mnie rekordowa, a przy okazji pomidory wychodzą mi już uszami i nie tknę ich do następnego sezonu :-)

       Awokado ląduje już nie tylko w żołądku. Dotychczas robiłam z tego owocu maseczki na twarz: nakładałam rozmiażdżony widelcem miąższ i po jakimś czasie zmywałam, tak samo z maseczką na włosy. Doświadczenie pokazało, że avocado można wetrzeć bez zmywania w całe ciało (jak balsam do ciała), idealnie się wchłania! Resztki, które zostają to znikoma ilość...Owoc na twarzy wyciąga też na wierzch wszelkie zanieczyszczenia.

      Od wielu lat gości u mnie gomasio, ale nie robię go już z sezamu czarnego. Siemię lniane idealnie się sprawdza. Udało mi się zarazić gomasiem kilka obdarowanych osób :-).

 

        Mieliśmy okazję testować ręczną wyciskarkę do soku..Cudo, choć ten model dla mnie nie
jest szczytem marzeń, to jednak zielone soki są cudowne.



Po dłuższym czasie niepicia - kilka łyków daje takiego kopniaka, że jak się nie uziemię lub nie zjem czegoś zapychającego pojawia się ból głowy.
Na zdjęciu sok z: ogórka, selera naciowego, natki pietruszki i jabłek.
      
            


       Jednym z przyjemniejszych biznesów tego roku była wymiana z K. Dostała niemalże nowy opiekacz do kanapek, a ja bardzo długo poszukiwaną i dobrej jakości szatkownicę. Na początku chciałam słynną maszynę spirali do robienia surowego spagetti, ale bardziej funkcjonalne jest cudo poniżej.





       Od dłuższego czasu podcinałam włosy. Proces oczyszczania to oczyszczanie Ciała, Umysłu i Duszy...CUD jest potem. Oczyszczanie to także pozbywanie się fryzury. We włosach kumuluje się dużo metali ciężkich, nieważne, że są one 10, czy 30 cm od skóry, ale wciąż "wiszą" przy naszym ciele, przy mózgu. Cięcia były znaczne. Pierwszy fryzjer nie widział o co chodzi, ale M. i tak ma pozdrowienia na blogu. Drugi fryzjer ścinał z uśmiechem na twarzy - wiedział po co i dlaczego ta zmiana - dziękuję i mam nadzieję, że to nie było ostatni raz.


  
      Wspominam wiele razy na Cudownych dietach o parówkach. To stary sposób na przeziębienie: do miski wlać wrzątek, dodać odpowiedni olejek eteryczny, lub zioła, głowę szczelnie nakryć ręcznikiem i oddychać. Oprócz oczyszczenia dróg oddechowych mamy również porządny detoks skóry twarzy: pory się otwierają, sebum pod wpływem ciepła mięknie i wypływa. Z K. dobrze się bawiłyśmy.



Stworzyliśmy saunę w tzw. warunkach studenckich. Wyszło całkiem przyzwoicie jak na nasze możliwości. Sól morska, olej z pestek winogron/oliwa z oliwek i szczotka do masowania na sucho, a na koniec zmycie wszystkiego czymś naturalnym jak mydło Alepp daje skórze więcej sił na wyrzucenie śmieci na zewnątrz.



       Założenia i zamiłowanie do modnego ostatnio minimalizmu realizuję dość uparcie i konsekwentnie, ale nigdy wbrew sobie. Prostota diety automatycznie wyzwala w każdym chęć uczynienia swojego życia także prostym. Tym razem z kilku powodów usunęłam ze swojego życia szare ubrania, zmiana już wyszła mi na dobre, a w szafie mam więcej miejsca :-).

     Cudowni z góry pozwolili również cieszyć się uziemianiem z innymi ludźmi. Chodzenie boso to nie tylko bieganie latem, jesienią do pierwszych mrozów po porannej rosie -  o czym wspominałam już na blogu. Dreptanie po betonie czy asfalcie też działa...






       "Viva levativa" - wybaczcie, ale nie mogłam się oprzeć :-)... Być może, że kiedyś na temat leczniczych lewatyw napiszę więcej na blogu, ale na to przyjdzie odpowiednia chwila. Poranna kawka robi ogrom dobrego, Gerson pisał o tym bardzo dużo. Z dedykacją dla tych, co wiedzą o pani K. - jak ją roz... od środka.




środa, 15 lutego 2012

Moje kremy do twarzy







    Zauważyłam coraz większą ciekawość jeśli chodzi o moją naturalną pielęgnację twarzy... Chcecie zajrzeć do mojej łazienki, kosmetyczki i lodówki ;-), a więc dzisiaj uchylę rąbka tajemnicy na temat moich ulubionych kremów do twarzy.
     Cała istota doboru kremu tkwi przede wszystkim w: prostocie, małej ilości składników, jako takiego przeznaczenia dla typu skóry (wygląda to o 180 stopni inaczej niż przy wyborze typowych, drogeryjnych kremów), cenie i uniwersalności. Te wszystkie cechy mają tłuszcze/oleje/masła, dlatego w pierwszej kolejności to je wybieram w pielęgnacji cery, potem kieruję się ku produktom aptecznym, a na końcu odwiedzam drogerię. 
     Nie mam osobnego kremu na noc i na dzień, na zimę i na lato. Nie mam kremu z filtrami przeciwsłonecznymi (w rozumieniu sztucznych filtrów), nie mam kremu przeznaczonego dla typu mojej cery i jej wieku.... i jestem po wielu kosmetycznych szkoleniach ;-).
     Ulubione kremy to: 
   
Maść ochronna  z witaminą A




   O ile maści tej używam od hm.. dziesięciu lat o tyle kremem do twarzy stała się ona dopiero jakies 5 lat temu. Wśród wszystkich dostępnych maści ochronnych ta od Hasco-Leku ma najlepszy skład pod względem jakościowym i ilościowym.Ogromnym minusem jest niestety wazelina - ale ma ją każda maść z witaminą A, nawet ta typowo lecznicza. 
    Maść ma biały, lekko kremowy kolor, jest dość tłusta, ale w miarę dobrze się wchłania. Zapach lekko cytrynowy, cytrusowy. Maście innych producentów mają inne właściwości: są nieco bardziej twarde w nakładaniu, mają lekką konsystencję, i różnią się zapachem. Czasem można też spotkać w aptekach "krem ochronny z witaminą A" - jest to podobny produkt, ale jego skład mnie przeraża ;-).
     Maść ochronna Hasco-Leku kosztuje do 4 zł za 25 gram i jest dostępna w każdej aptece.

Skład:
  • Retinoli Palmitas - witamina A w postaci proretinolu, poprzez kontakt ze skórą ulega przekształceniom z wydzieleniem retinolu - podstawowej formy witaminy A. Działanie: ddmładza skórę, ujędrnia, rozjaśnia, regeneruje naskórek. Jeśli stosuje się ją systematycznie i nieco dłużej ujędrni skórę właściwą, wzmocni włókna kolagenowe i skóra stanie się bardziej sprężysta i jędrna.
  • wazelina biała - produkt otrzymywany w wyniku destylacji ropy naftowej. W skład wazeliny wchodzą oczyszczone i wybielone syntetyczne węglowodory parafinowe. Dzięki tej wysokiej czystości wazelina jest własnie wykorzystywana w różnego rodzaju lekach w postaci kremów i maści.  Przy okazji INCI wazeliny:  Vaselinum album,  Paraffinum molle album,  Petrolatum album,  Vaselinum molle album.
  • Palsgaard 0291-  skrót PGRD, emulgator o obniżonej zawartości tłuszczu (10-15%), w kosmetykach ułatwia ich rozprowadzenie, zmieszanie składników.
  • aromat cytrynowy, 
  • woda oczyszczona. 

  Krem brzoskwiniowy Alterra

 Getönte Tagescreme Pfirsich




   Alterra to marka głównie wegańska, mogąca się pochwalić bardzo dobrymi składami swoich kosmetyków oraz robiąca ogromny krok w stronę natury, jeśli chodzi o zawartość tubek, butelek itp. Trzeba jednak czytać opakowania, bo nie wszystkie produkty są wegańskie - tak też było z tym kremem.
zdjęcie można powiększyć ;-)
     Zachwyciłam sie słowami "brązujący krem na dzień z wartościowym olejem z pestek brzoskwini oraz odświeżającym ekstraktem z arbuza nadaje cerze lekkiego kolorytu posiadając dodatkowo właściwości matujące"... krem nie jest "brązujący", a "tonujący". Czepiam się, ale niekoniecznie polskie tłumaczenie na opakowaniu jest odzwierciedleniem właściwości tego kremu...
     Krem nadaje skórze lekki brzoskwiniowy odcień, który znika w momencie umycia twarzy. Nie "opala" skóry jak czynią to tradycyjne brązujące kremy....Krem matuje nawet bardzo tłustą skórę, ma przyjemny naturalnie brzoskwiniowy zapach, jest idealny do każdego kolorytu twarz - kolor można stopniować poprzez ilość kosmetyku. Rozsmarowuje się dobrze, ale jednak w pewnym momencie staje się nieco tępy - poprzez właściwości matowienia...po prostu trzeba się nauczyć go nakładać.
     Dostępny jedynie w sieci drogreii Rossmann, za 8,99 zł za 50 ml, warto czekać również na ciekawe promocje ;-).

"Gwarantowane cechy produktu:

- nie zawiera syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących,
- bez silikonów, parafiny i innych związków olejów mineralnych,
- tam, gdzie to tylko możliwe, zastosowane składniki roślinne pochodzą z kontrolowanych biologicznie upraw i dziko rosnących zbiorów,
- dobra tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie".



Skład:


Aqua - woda, rozpuszczalnik
Alcohol - alkohol, odkaża i dezyfekuje skórę
Glycerin - gliceryna roślinna, jej zadaniem jest nawilżanie i łagodzenie
Talc - talk, substancja matująca
Elaeis Guineensis Oil* - olej palmowy, przyśpiesza regenerację, natłuszcza, uelastycznia, nawilża, wygładza, działa przeciwobrzękowo, odżywia, nawliża skórę, odżywia skórę suchą, popękaną. 
CI 77891 - dwutlenek tytanu, barwnik, filtr przeciwsłoneczny
Sesamum Indicum Seed Oil* - olej sezamowy, nawilża, zmiękcza, antyoksydant, ma właściwości rezgrzewające, działa przeciwstarzeniowo, poprawia krązenie i działa regulująco
Cetearyl Alcohol - alkohol cetearylowy, jest regulatorem lepkości, natłuszcza skórę
Gossypium Herbaceum Seed Oil - olej z nasion bawełny, działa przeciwzapalanie, nawilża i regeneruje, 
Magnesium Aluminium Silicate - krzemian magnezowo-aluminiowy,  substancja zagęszczająca
Prunus Persica Kernel Oil - olej z pestek brzoskwini, nawilża, poprawia koloryt skóry zmęczonej, wygładza skórę
Lysolecithin - lizolecytyna, emulgator
Olea Europaea Fruit Oil* - oliwa z oliwek, nawilża, regeneruje i wygładza
Tapioca Starch - skrobia tapiokowa, poprawia konsystencję kremu i ułatwia jego rozprowadzanie
Parfum** - kompozycja zapachowa na bazie naturalnych olejków
CI 77492 - barwnik
Simmondsia Chinensis Seed Oil* - olej jojoba, posiada właściwości regenerujące, zmniejsza skłonność do przetłuszczania, nawilża, zmiękscza, działa przeciwzapalnie i odżywczo
Xanthan Gum - guma ksantanowa, nadaje konsystnecję kosmetkowi i stabilizuje go
Sodium Citrate - regulator pH
Citric Acid - kwas cytrynowy, zmiękcza, konserwuje, reguluje pH
Limonene** - składnik zapachowy na bazie naturalnych olejków
Cera Alba - wosk pszczeli, wygładza, nawilża, sprawia, że krem dobrze się rozprowadza
CI 77491 - barwnik 
CI 77499 - barwnik
Tocopherol - witamina E, przeciwutleniacz, wzmacnia skórę, zapobiega starzeniu, przedłuża trwałość kosmetyku 
Linalool* - składnik zapachowy na bazie naturalnych olejków 
Helianthus Annus Seed Oil - olej słonecznikowy, bardzo odżywczy, nawilża, regeneruje, wygładza, działa przeciwzapalnie, przeciwrodnikowo i normalizująco
Geraniol** - składnik zapachowy z naturalnych olejków 
Citrullus Lanatus Fruit Extract - ekstrakt z arbuza,, zmniejsza pory, regeneruje, przyspiesza gojenie, zawiera kwasy: omega-6, omega-3, omega-9, uelastycznia skórę.

* z kontrolowanej biologicznie uprawy.
** z naturalnych olejków

Masła roślinne

    
     Zdecydowanie najbardziej preferowane przeze mnie kremy do twarzy to po prostu masła roślinne. Najaczęściej spotykane jako półprodukty kosmetyczne. Chociaż w kosmetykach drogeryjnych też można spotkać ich śladowe ilości, to jednak wolę wresję "czystą".
     Masełka są to po prostu oleje pochodzenia roślinnego. Swoją nazwę zawdzięczają formie jaką mają w temperaturze pokojowej: typowe masło, forma stała, miękka.

     Na zdjeciu pokazałam tylko dwa masła, w tym przypadku tylko organiczne: kakowe i shea. Sadzę, że nawet na początek przygody z naturalną pielęgnacją są one idealne pod wieloma względami.
Moja kolekcja maseł to: wspomniane już masło shea, masło kakaowe, masło mango, olej/tłuszcz palmowy i olej/tłuszcz kokosowy. Mam je w różnych ilościach, organiczne lub rafinowane.
     Muszę zaznaczyć, że kocham oleje roślinne ponieważ są mega uniwersalne: stosuję je prosto z opakowania na twarz jako krem, a czasami robię masełkowe kremy. Oprócz zastosowania jako krem masła dodaję do szejków, surowych potraw, potraw wegetariańskich.


     Masło kakaowe jest masłem dość twardym nawet w temperaturze pokojowej. 
Jest jednak na to sposób: należy roztopić masło w kąpieli wodnej i dodać do niego nieco oleju np. migdałowego, lub masło o lżejszej strukturze np. tłuszcz kokosowy, warto równiez zakonserwować nasz krem 2-3 kroplami witaminy E (naturalny konserwant), dodac kilka kropli olejku eterycznego, jeśli nasze masło jest rafinowane,przelać do pojemnika i odstawić do zastygnięcia.





     Masło kakaowe ma bardzo miły zapach, coś na rodzaj mlecznej czekolady - ale tylko w przypadku masła organicznego. 
     Po przetopieniu go i dodaniu odrobiny karobu otrzymujemy....najzdrowszą czekoladę na świcie ;-). Masło kakaowe dostarcza  skórze cennych substancji odżywczych. Jest przyjazne skórze, nie powoduje alergii, idealne dla niemowląt i dzieci. łagodzi podrażnienia, niektórzy twierdzą, że lekko poprawia koloryt skóry, regeneruje,  wygładza, nawilża, zapobiega nadmiernej utracie wody. 





     Masło Shea (karite) otrzymuje się z nasion masłosza, chroni, wzmacnia, zmiękcza i natłuszcza skórę, działa ochronnie, zawiera alantoinę, działa przeciwzmarszczkowo, przyspiesza procesy gojenia - stosowane przy bliznach i rozstępach. Masło Shea jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym. 





Oleje roślinne





    Tutaj sprawa przedstawia się nieco podobnie jak w masłach... używam wszystkich olejów jakie posiadam do pielęgnacji twarzy. Te wybrane na zdjęciu są jednymi z droższych, kupowanych przeze mnie w mniejszych ilościach i nieco "szlachetniejszych", olej z pestek malin? Widzieliście jak wyglądają pestki malin? ;-)... Nie będę w tym poście opisywać wszystkich olejów jakie posiadam oraz ich właściwości, ponieważ planuję na przestrzeni tego roku co jakiś czas opisywać wybrane oleje.







niedziela, 23 października 2011

kuracja dożdżami

     Kurację rozpoczęłam 4 października, założenie jest takie by pić drożdże minimum 1 miesiąc. Po zakończeniu zapewne napiszę o efektach.


Skąd pomysł na kurację?


      Przede wszystkim niedobory witamin z grupy B objawiający się głównie zajadami. Jesienią pojawia się  u mnie również łupież, osłabienie i wypadanie włosów - nadmierne, oraz ogólne zmęczenie.
      Przyjmuję B12, B6 i pozostałe w tabletkach praktycznie co roku na początku jesieni, a potem w okresie zimowo-wiosennym. Teraz chcę spróbować czegoś innego. 


      Dodatkowo biorę się ostro do pielęgnacji włosów: oleje (na dzień dzisiejszy jest to olej z oliwek, olej słonecznikowy, olej rycynowy), henna, dodatkowo masaże zalecane przez Tombaka na porost włosów. Jakiś czas temu zrezygnowałam całkowicie z tzw. gumek do włosów, które strasznie osłabiały moje włosy.  No i w założeniu chcę jeszcze w 100% zrezygnować z szamponów z silikonami, parabenami, gliceryną, SL, SLS-ami, myć włosy jedynie odżywką. Po takich kilku miesiącach terapii mam nadzieję, że moje włosy powrócą też do postaci pięknych i zdrowych loczków.




      W sieci wyszperałam kilka informacji od osób, które taką kurację drożdżami prowadziły - ich celem było przyspieszenie i wzmocnienie struktury włosów. Dla mnie cel główny to uzupełnienie niedoborów oraz mniejsza ilość wypadających włosów, a piękne lśniące włosy będą jednym z kroków do polepszenia ich wyglądu.



Na czym polega kuracja drożdżowa?


     Każdego dnia piję około 1/4 kostki drożdży (tej 100 gramowej, pokazanej wyżej firmy - nie żeby reklama). Zalewam je gorącą wodą, by nie fermentowały w żołądku. Czekam aż ostygną i wypijam.  

      Niektórzy dodają drożdże do szejka, mieszają z kakao, sokiem, miodem, bananem, czy herbatą. Jeśli chesz dodać coś do napoju, warto to zrobić, gdy drożdże ostygną, tym bardziej jeśli jest to coś słodkiego, co po prostu dodane do wrzątku sprawia, że drożdże "rosną". Mi odpowiada ich smak bez dodatków. Drożdże kupuje w ilości kilku sztuk i mrożę zapas - doświadczenie pokazuje, ze świetnie się do tego nadają, nie zepsują się, zawsze są pod ręką, i ani trochę nie tracą swoich właściwości. 

     Tutaj muszę zaznaczyć, że nie znalazłam żadnych informacji na temat tego, czy drożdże należy pić ciepłe czy zimne. Ze względu na niezbyt sympatyczny smak napoju  - czekam do całkowitego ostygnięcia ;-). Dlatego też proponuję nie zniechęcać się przy wąchaniu mieszanki czy piciu jej gorącej czy ciepłej.




34_large
źródło: http://ofriarazi.blogspot.com/




Co się dzieje gdy pijemy drożdże?

Oprócz uzupełnienia braków witamin z grupy B - co jest dobre nie tylko dla wegetarian i wegan -  w prezencie dostajemy kilka miłych rzeczy:
  • oczyszczanie twarzy - czyli tradycyjnie, aby zobaczyć wspaniałe efekty na naszej skórze, najpierw musi się ona oczyścić poprzez łuszczenie, wydobycie na zewnątrz różnego rodzaju toksyn (pojawiają się wypryski - jest to całkiem normalny stan, może potrwać około 2 tygodni), po pewnym czasie skóra jest już gładsza, w tym przypadku wspomagam skórę robiąc peeling,
  • zajady - jeden z głównych objawów niedoborów witamin z grupy B całkowicie znikają,
  • włosy - rosną jak na drożdżach (najlepiej widać to u osób farbujących, ale część blogerek najnormalniej w świecie zmierzyła długość włosów przed i po kuracji - przyrost od 1 cm do 3,5 cm), włosy są bardziej lśniące, nie wypadają już w alarmujących ilościach (mniej więcej po uczesaniu nie powinno nam zostać na grzebyku/szczotce więcej niż 100 włosów), czasami pojawia się zmasowany wzrost nowych włosów, tzw. baby hair- wygląda to mniej więcej tak, że wśród naszej czupryny zauważamy nagle bardzo dużo odrastających, małych włosów, co ciekawe u siebie zauważyłam też zmasowany atak wypadania w pierwszym tygodniu - ale takie rzeczy są całkiem normalne ponieważ podczas różnego rodzaju kuracji osłabione włosy wypadają na skutek "wypychania" ich przez nowe, rosnące,
  • włosy przetłuszczające się- w przypadku włosów przetłuszczających się zmniejsza się ilość wydzielanego sebum, łupież zostaje wyleczony,
  • paznokcie- ogólne wzmocnienie, brak rozdwajania się, łamania, białe plamki znikają,
  • rzęsy - jedna z blogerek wspominała, że jej rzęsy są nieco mocniejsze - ale z tego co pamiętam kurację prowadziła kilka dobrych mięsięcy.



sobota, 26 lutego 2011

moje kosmetyki i krótka historia...



Żródło: http://drogeria.biz/konkurs/
      


      Kilka dobrych lat temu przy sprawdzaniu składu rzekomo "naturalnego" składu pewnego balsamu do ciała natknęłam się na artykuły na temat szkodliwych substancji w kosmetykach, obejrzałam kilka filmów, poczytałam na blogach innych osób i w efekcie w ciągu około 4 dni wyrzuciłam, hm...40 sztuk?, może więcej czasem dość drogich kosmetyków tzw. pielęgnacyjnych i dość dużą ilość kosmetyków kolorowych.    


     Moje współlokatorki z tamtych czasów robiły wielkie oczy ze zdziwienia - ja - pracująca w firmie kosmetycznej, po szkoleniach, zaangażowana w różnego rodzaju działania i imprezy związane z kosmetykami nagle pozbywam się praktycznie wszystkiego ze swojej łazienki i kosmetyczki... Do dziś uważam, że był to jeden z lepszych dni mojego życia ;-).
      Internet też tu zdziałał cud, no bo niby gdzie miałam znaleźć informacje na temat np. parabenów? Popularne, kobiece i młodzieżowe magazyny, ale i uwaga męskie również pisały parę razy na temat szkodliwości, ale słońca i promieni UV i konieczności smarowania się kremami....z parabenami oczywiście...
      Obecnie powoli staram się przestawić na kosmetyki nietestowane na zwierzętach (kosmetyki kolorowe zazwyczaj kupuję tzw. tradycyjne, ponieważ cena wegańskich powala na kolana), uczę się, że etykietka "nietestowane na zwierzętach" może oznaczać, że np. tusz znanej firmy nie był sprawdzany na rzęsach królików, ale składniki do zrobienia tego ulubionego kosemtyku nie zawsze były wegańskie, o czym z opakowania tuszu się nie dowiemy, a co jest zgodne z prawem. Paranoja? ;-) Nie sądzę. Obejrzyjcie film, który proponowała Basia, i zdjęcia z bloga Belli i powiedzcie mi, że szaleństwem jest przestawienie się na kosmetyki wege!

      O. się naoglądała i naczytała na temat kosmetyków na moim blogu i rzuciła wyzwanie, czy może bardziej pytanie: "(...) wciąż ta chemia i chemia, może Aniu tak powiesz co sama używasz? bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że spędzasz pół godziny na kupowaniu balsamu do ciała ze spisem trucizn, i wciąż używasz tylko kosmetyków z naturalnych składników, albo robisz je sama(...)". Dzięki O. za ciągłe motywowanie mnie do napisania tego posta ;-). Zapewne o czymś zapomnę, albo ktoś z Was będzie miał jakieś pytanie - piszcie. A na temat szkodliwości pewnych substancji w kosmetykach oczywiście mozeci poczytać na blogu w zakładce: kosmetyki (zewnętrzna higiena ciała).


    Jak już wspominałam, albo i nie: obecnie nie mam już 5 balsamów do ciała, 10 żeli, 7 szamponów, kremu na dzień, kremu na noc, na zimę, na lato itd. ;-), ograniczałam się przez te kilka lat jak się da, ale niestety wciąż szukam odpowiedników tych "niezdrowych" ulubionych kosmetyków, czy staram się ograniczyć to co mam do najbardziej nięzbędnych - aby pokazać również, że kobieta może mieć małą półkę w łazience, 2 szampony, 1 balsam, żyć bez mydła i nadal ładnie pachnieć i dobrze wyglądać. Poniżej podaję moją własną listę kupowanych, gotowych kosmetyków do pielęgnacji ciała - specyfiki zdrowe, sprawdzone i ulubione. Na temat kosmetyków naturalnych, robionych samodzielnie potrzebuję osobnego posta i trochę czasu, ponieważ zebranie tego w całość, wymaga dużo pracy, biegania z notatnikiem - bo wciąż mi sie coś przypomina, i sprawdzenia jeszcze kilku nowych przepisów.
Zaczynamy:


Oleje i olejki:



      Dziś nie wyobrażam sobie życia bez tych cudów, małych i dużych, czasem pachnących, a czasem śmierdzących ;-). Ceny, składy są dość zróżnicowane, ale jednak mam swoich faworytów:
  • oliwa z oliwek i winogron- do wszystkiego  kuchni, do płukania jamy ustnej, do mikstury Słoneckiego, do ciała jako balsam, jako krem do rąk, czasem do demakijażu, do pielęgnacji włosów,
  • olej zimnotłoczony z awokado - ze względu na kosmiczną cenę ma jeden cel: demakijaż (odrobinę  wmasować w całą twarz, a makijaż oczu z pomocą wacików zmyć), stosuję raz na ok. 2 tygodnie, pomysł od Belli - dziękuję !,
  • olej zimnotłoczony z wiesiołka - jako suplement diety, bardzo rzadko jako maseczka do twarzy,
  • olej z wątroby dorsza - popularny tran - suplement diety, czasem jako kuracja na paznokcie, czy na dłonie,
  • olejek herbaciany - inhalacje w ramach oczyszczania ogranizmu z metali ciężkich po chemitrail, punktowo na tzw. wypryski,
  • tłuszcz kokosowy - głównie jako: balsam do ciała, krem do rak, balsam - odżywka na włosy, balsam do ust, ale i w kuchni używam go jako składnika potraw;-),
  • olejek Diaderma z beta karotenem - wiadomo: opalenizna,
  • olejek rycynowy - na złamane paznokcie, zrogowacenia skóry, czy jako odżywka do rzęs, brwi i włosów,
  • olejek Nuxe - balsam do ciała, odżywka do włosów, tu uwaga polecam wersję "czystą" bez dodatku drobinek.

Pozostałe kosmetyki (tabelę dosłownie: mordowałam kilka dni, niestey tylko w tej formie mogłam ją tu zamieśćić, linki z tabeli są wypisane poniżej;-). Kilkając w tabelkę można ją obejrzeć w czytelniejszej formie.





Linki z tabeli:



źródło: http://nynebunnies.tumblr.com/


Kosmetyki, których już stoją chyba tyko dla ozdoby i używam ich od "wielkiego dzwonu":

  • żel do twarzy firmy G. - jego skład pozostawia wiele do życzenia, pomimo, że firma się reklamuje jako: czerpiąca składniki z natury,
  • krem Nivea - wolę maść z wit. A na suche łokcie i kolana, więc po co go mam?....,
  • jedwab do włosów - tutaj nadal poszukuję odpowiednika w wersji zdrowszej, mam grube, i długie włosy i uczesanie ich po umyciu, w ogóle codzienna pielęgnacja wymaga dość dużo cierpliwości,
  • odżywka do włosów -  w sumie tutaj odpowiedniki zdrowsze mam, ale pomimo, że skład nie jest tak do końca zdrowy (1paraben na koncie) nie wyrzucę jej
  • sól do kąpieli - kupuję taką najbardziej zdrową, bez dodatków, dlaczego nie korzystam z soli morskiej? - jest zbyt droga by używać jej do kąpieli,
  • oliwka dla dzieci firmy G. - balsam, ale w wersji do podróżowania, po akcjach z olejkami wolę przewozić bezpieczniejszy (niekoniecznie zdrowy) odpowiednik,
  • płyn do higieny intymnej - stoi nieużywany.

wtorek, 14 września 2010

owocowo - warzywna dieta E. Dąbrowskiej, dzień 2

Dziś więcej o rzeczach pośrednio związanych z moim oczyszczaniem...a to dlaczego? A to dlatego, że:

Sampooczucie: nic się nie dzieje, nic w sensie objawów oczyszczania, albo ja ich nie dostrzegam, tzn. w porównaniu z ubiegłym rokiem i pierwszym oczyszczaniem wg diety owocowo-warzywnej wszystko przebiega tak niezauważalnie, że podjerzenia mam następujące: albo bardzo duża zmiana stylu życia  i żywienia w ciągu ostatnego roku, albo inne cudowne diety jakie były po drodze w ostatnim roku, miesiącu (m. in. tydzień 100% witarianizmu, od którego rozpoczęłam ten blog), albo nastawienie i świadomość jak to może przebiegać i brak stresu z tym związanego...nie wiem. Może Wy mi coś podpowiecie? Pytanie pewnie się pojawiłoby: czego ja oczekuję w dopiero drugim dniu? otóż 1 i 2 grudnia 2009 był średni, 3-4 okropny, a od 5 już czułam się oczyszcona z tych najcieższych rzeczy, po 9 dniach chciałam dietę wcześniej zakończyć, ale dzięki innym osobom i świadomości tych dziestu-kilku lat zanieczyszczania organizmu zmobilizowałam się do 14 dni... kłamię bo było 13, 14 dzień był już przechodzeniem na zdrowy styl życia i przede wszystkim z tego co pamiętam zjedzeniem dużych ilości słonecznika, wtedy jeszcze nie moczonego;-), no ale 1-2 dzień obfitował w mdłosci, bóle i zawroty głowy (typowo migrenowe*), "łamanie" w kościach, bóle stawów, ropę w oczach, katar, wypryski na twarzy, ramionach i plecach, przetłuszczajacą się skórę twarzy, nieświeży oddech i ogóle śmierdzące ciało...a teraz nie dzieje się nic poza gazami, i wczorajszym bólem stawów kolanowych. Nic. Nie wiem czy się cieszyć, poczekam jeszcze kilka dni i zobaczę. Sądzę, że mogłam po prostu witarianizmem się oczyścić, dniami głodówkowymi (związanymi z przeprowadzką). Jeśli około 5 dnia diety okaże się, że nadal nic drastycznego się nie dzieje być może skrócę oczyszczanie z 14 dni do powiedzmy 7, a resztę spędzę albo na szejkach albo na surowym jedzeniu ( bo orzechy i banany mnie nawiedzają na każym kroku, więc pewnie potasu i magnezu mi brak, a z tym wołaniem ciała o witaminy już wiem, że nie można przesadzać). To zależy tylko od mojego samopoczucia fizycznego i tego pragnienia orzechowo-bananowego. Nic nie przekreślam z góry, bo czuje się dobrze, i wiem, że raczej dam radę 14 dni, tylko ten potas i magnez... Niech nie wygląda to na jakieś tłumaczenie się ..hi hi..(dla tych co chceli by tu widzieć 14 dni), ale podkreślam nasze organizmy same mówią kiedy styl żywienia należy zmienić, a ja ostatnio dość dużo miałam możliwosci do oczyszczenia się, więc być może, że rzeczywiście obecnie przebiega to szybciej, łagodniej. A dalsze założeniowe 7 dni obfitowałoby jedynie w słodkie warzywa i owoce, orzechy i może trochę oliwy, albo same szejki (inspiracja z tygodnia szejkowego)...też zdrowo;-). Zobaczymy..

PYTANIE DO WAS: tym razem czysto "gówniania" sprawa, że ja w bawełnę nie owijam, a o kupie to i książeczkę z dziećmi czytam, i zwracam uwagę na skalę i rozmawiam z osobami po np. chemioterapii, i widziałam np. to i to,  i że każdy z nas wydala strawione/niestrawione jedzenie nie od dziś to wiadomo, a i po kupie nas poznacie!! Bo cóż innego lekarz z prawdziwego zdarzenia bada jeśli mamy zaburzony proces trawienia? A no to co wydalamy... ale nurtuje mnie lewatywa, generalnie myślę, że dojrzałam już do niej, informacji zebrałam i może zrobię tydzień szejkowy to najwyższa pora się wyposażyć w "sprzęt". I teraz pytanie: co ja mam kupić? i na co zwracać uwagę?....bo niestety nieznalazłam w I. informacji w miarę wiarygodnych, prócz tysiąca drwin i śmiechów. Stąd pomocy.

Dieta oczyszcajaco -warzywna. Aparat pożyczany (!!) mi padł, więc po naprawie może wstawię zdjecia, a jest co, szczególnie gołąbki. A to propozycje p. Ewy na dzień drugi:

"Śniadanie: pomidor z cebulą; surówka z białej rzodkwi, jabłka i ogórka kiszonego; surówka ze świeżej kapusty, marchwi i pora; sok z marchwi i jabłek, herbata;
Obiad: zupa jarzynowa (marchew, seler, por, pietruszka, kapusta biała, cebula, czosnek, bazylia, cząber, sól; surówka z selera z jabłkiem, z dodatkiem wody, soku z cytryny i soli; surówka z kiszonej kapusty z marchwią, jabłkiem i porem.
Kolacja: sałatka z gotowanych buraków z jabłkiem i cebulą; jabłko pieczone; sok pomidorowy, herbata miętowa".
I mój dzień ( i przy okazji, posiłki staram się jeść w nieco mniejszych porcjach, ale cześciej, więc tu tylko w "standardowe" posiłki trzy to ujmuję):
Śniadanie: gorąca woda z cytryną, klafior, gołąbki z leczo warzywnym, surowa marchewka i jabłka.
Obiad: surówka z czerwonej kapusty




surówka z czerwonej kapusty

 czerwona kapusta, marchewk, papryki; kapusta poszatkowana posolona i odstawiona na godz. by zmiękła







brokuły i kalafior podgotowane na parze z wczorajszym leczo warzywnym, duża ilosć soku (podejrzewam, że okoł 1,5 litra;-): marchew, ogórek, seler naciowy, jabłka.
Kolacja: woda z kiszonych ogórków, kiszone ogórki, koreczki do podjadania, jabłka.



KORECZKI DO PODJADANIA

pasta: resztki lecza warzywnego, kalafiora, brokuła, rukola, papryka, pomidor, czosnek, cebula, przyprawy - wszystko zblendować. Przekładać cukinią, bakłażanem, paprką, ogórkiem itp.



Problem jest z gotowanym jedzeniem, było już tak wczoraj, ale jakoś to mi uciekło. Ja po prostu nie lubię już gotowanych warzyw i owoców!! Po witarianiźmie są one zamordowane, a i ja się źle czuję je trawiąc. Żołądek boli. Także niestety muszę zmienić ilości surowych i gotowanych posiłków, będzie to duże odstępstwo od propozycji pani Dąbrowskiej, ale postaram sie zachować powiedzmy 2 ciepłe dania.

* bóle migrenowe - wciąż ja powtarzam, że dieta pojawiła sie u mnie w sumie po to by wyleczyć migrenę. A cóż to takiego? a okropny ból głowy, tępy, w jednym miejscu czaszki, rozsadzajacy i o jednym, stałym, silnym natężeniu. Zapachy - przyprawiaja o mdłości, jeśli nie wymioty (standardowe przy każdej silniejszej migrenie), światło i intensywne kolory drażnią oczy do łez, smak - nic nie smakuje, wszytsko zbiera na wymioty, jedynie woda przechodzi przez gardło. Do tego "ścinanie z nóg"... człowiek potrafi tylko leżeć, a każdy ruch wywołuje jeszcze silniejszy ból głowy. Najlepszy lek  faramceytyczny z napisen "przeciw migrenie" nie pomaga, testowałam nawet podwójną dawkę, i również niewiele pomogło. Specjalne mikstury w formie syropu robione w aptece na receptę- hm..pomaga przez pewien czas, a potem dawkę znów trzeba zwiększać. Generalnie byłam wtedy wyłączona z życia (czasem brałam urlop w pracy), cały dzień przespany (jeśli sie uda zasnąć). Zdarzało się najcześciej podczas 1-2 dnia okresu, przez pewien czas raz na 2-3 cykle, a potem już co "miesiąc", jeden raz miałam migrene dwudniową;-(. Jeśli ktoś nie ma pojecia o tym bólu proponuję przypomnieć sobie upojenie alkoholowe i połączyć to z najgorszym kacem jaki w życiu mieliście ;-), zmiksować i "strzelić" sobie 1-2 razy w miesiacu, przy czym żadna woda czy rosołek ulgi nie przynosi.



Pozdrawiam Was serdecznie, mam nadzieję, że na Waszym szejkowaniu jakieś "efekty" są ;-). Trzymajcie kciuki bym nie sięgnęła po banany i orzechy. Pozdrawiam, buziaki

piątek, 13 sierpnia 2010

Zanim powstał blog, czyli krótka historia mojego zdrowia



źródło: nieznane
      Mam reumatyzm i migreny, bóle głowy, bardzo bolesne menstruacje, czasem zaparcia i biegunki - ostatnie rzeczy już leczone żywieniem, ale powracają co jakiś czas, powód: niezdrowe jedzenie. Wiecznie się nie wysypiam, jestem bardzo szczupła, pomimo spożywania dużej ilości pokarmów. Nigdy nie byłam za bardzo aktywna fizycznie, nie robiłam żadnych diet odchudzających (od zawsze jestem szczupła), żadnych diet ani specyfików np. białkowych nie przyjmowałam mających na celu zwiększenie masy ciała. Psychicznie: nerwus, choleryk w każdym calu, często brak mi spokoju i takiego złotego środka, gdzie można by się nie przejmować tym wszystkim co nas otacza.

     Do zdrowia potrzeba: zdrowego ciała i umysłu, równowagi. Zaczęłam od pracy nad umysłem, i sadzę, że na dzień dzisiejszy jest ogromna zmiana, wszystko zawdzięczam głównie Madzi, najlepszej Przyjaciółce (wybacz, ale ciężko nie wspomnieć jak odmieniłaś moje życie;-). Potem przyszła pora na ciało.

     Obserwując znajomych , osoby z rodziny i siebie, nasze choroby i problemy ze zdrowiem, szukając informacji zaczęłam zauważać, że nasze choroby nie biorą się z samego ciała, ale z tego co do niego wkładamy, wlewamy, gdzie go umieszczamy i czym smarujemy. A ciało się buntuje, oj bardzo, i od czasu do czasu daje znać: bólem głowy, biegunką, zaparciem, zmęczeniem, krwotokami z nosa, ale na to są leki
;-), powstrzymujące objaw, nie chorobę. Pomagając tylko na chwilę dostarczają nam w promocji dodatkowych toksyn (nikt nie powie mi przecież, że w np. witaminie C jest czysty sok z cytryny wyhodowanej organicznie, w tabletce nie ma aspartamu, rtęci i "substancji pomocniczych" – czyli czystej chemii), zapychają i zatykają jelita, powodują efekty uboczne, i się za jakiś czas dziwimy, że trzeba dawkę podwoić, że choroba się nasila..

Tumblr_lnmgnhvowi1qg27lfo1_500_large
źródło: insatiablycurious.tumblr.com

     Przez około 2 lata w swojej diecie, żywienie, jedzeniu, spożywaniu czy życiu (jak to sobie nazwiecie) dążyłam do wyeliminowania jak największej ilości niezdrowych produktów, poszerzając jednocześnie swoja wiedzę na temat diet zdrowotnych, oczyszczających. Czytałam o leczeniu raka TYLKO jedzeniem i wyleczeniu tej choroby, o zaawansowanej cukrzycy gdzie poprzez spożywanie pokarmów można tą chorobę całkowicie wyeliminować, o uczuleniach i alergiach, o depresji, nadwadze i innych chorobach XXI w. gdzie ludzie spożywając same warzywa i owoce całkowicie tę chorobę wyeliminowali. O TYM, ŻE KAŻDĄ CHOROBĘ MOŻNA WYLECZYĆ POPRZEZ ODPOWIEDNIE SPOŻYWANIE POKARMÓW I ŻE MOŻNA BYĆ WIECZNIE MŁODYM, ZDROWYM, SZCZĘŚLIWYM Z POZYTYWNĄ ENERGIĄ I CHĘCIĄ DO ŻYCIA TYLKO DZIĘKI POKARMOM I STYLOWI ŻYCIA JAKI PROWADZIMY.

     I oto te 2 lata zaowocowały rezygnacją całościową lub całkowitą przede wszystkim z produktów głęboko przetworzonych, rafinowanych, sztucznych, kolorowych nienaturalnie, odsunięciem produktów z glutaminianem sodu i aspartamem , rezygnacją z produktów głębokiego mrożenia, rezygnacją z napoi i wody gazowanej oraz przechowywanych w kartonach (ze względu na aluminium)zmniejszeniem ilości spożywanych słodyczy, a zwiększeniem ilości warzyw i owoców i przygotowywaniem dań nieco zdrowszych niż jedzone dotychczas. Plusem był fakt, iż nigdy nie jadłam nadmiernie (tzn. zdarzało się może tylko 4-5 razy w roku) fast food’ów i nie piłam towarzyszącego im znanego ciemnobrązowego gazowanego napoju. Który nawiasem mówiąc rewelacyjnie sprawdza się do czyszczenia osadu z kamienia.


Tumblr_lkjknyn7xd1qzm6sxo1_500_large
źródło: taking-guns.tumblr.com

     Nauczyłam się czytać etykiety (nie chodzi mi tu o znajomość wszystkich słynnych E na produktach, ale tych najgorszych, rozumienia pojęcia „śladowe ilości”, czy „w zakładzie są wykorzystywane także”), piłam więcej wody, odstawiałam wszelkiego rodzaju leki (przeciwbólowe, suplementy, witaminy, lub cuda produkowane przez korporacje w celu bycia zdrowsza i piękniejszą) – na dzień dzisiejszy w tabletkach przyjmuję jedynie tran z wątroby dorsza, piję srebro koloidalne i sok aloesowy. Witaminę B17 jem w postaci jąder pestkowych (dodatkowo w planach mam spirulinę i pewnie jeszcze jakąś ZDROWĄ suplementację – tu proszę o pomoc, i napisanie co Wy polecacie i przyjmujecie. Zmieniłam styl życia na zdrowszy również poprzez stopniową zmianę czy redukcję kosmetyków, niektórych „pomocników” czy „niezbędników” w kuchni. Oczywiście pragnę podkreślić, że potknięcia zdarzają się każdemu, a i sam organizm z ciekawości domaga się czasem czegoś niezdrowego, więc nie płaczę, gdy zechcę zjeść zupę ugotowaną na bazie kostki rosołowej (baaardzo niezdrowej;-).

     I oto 1 grudnia 2010 roku, po tym dwuletnim prawie przygotowaniu, plus kilkudniowe przygotowanie do diety wystartowałam z dietą p. Ewy Dąbrowskiej: warzywa, owoce (tylko: grejpfrut, cytryna, jabłko), kiszonki, sól, bez roślin strączkowych, bez orzechów i nasion, zero przypraw (poza solą), cukru i innych rzeczy - wyleczyć można tą dietą głównie cukrzycę i przewlekłe choroby...była MASAKRA, ponieważ proces detoksykacji był ciężki fizycznie i psychicznie, ale się udało zrobić zalecane 2 tygodnie. Co dla mnie było bardzo ważne: przede wszystkim schudłam tylko niecały kilogram (podejrzewam ze tylko ze złogów, kamieni kałowych, przy moim wyglądzie niestety bałam się, że zacznę przypominać osobę chorą na anoreksję....

Tumblr_le5hjqtfbq1qf6py6o1_500_large
źródło: irresistiblyandsubconsciously.tumblr.com

     Potem przeszłam na zdrowe żywienie, makrobiotykę. Od czasu do czasu podskubując to i owo, próbując na nowo smaki i zapachy i ciesząc się zdrowiem i szczęściem. Podskubywanie się wiadomo jak kończy, więc po ponad pół roku ponownie przygotowuję się do tej diety. Jednym z kroków jest właśnie tydzień surowego jedzenia (blog zaczyna się w 4 dniu tego wyzwania).

      Ponieważ sama pamiętam jak ten rok, czy dwa lata temu ciężko było znaleźć ludzi w Polsce którzy są na np. raw food, czy w ogóle się zdrowo odżywiając mając świadomość co znaczą te słowa. Laktowegetarianizm był wtedy dla mnie czymś wspaniały w czym stawiałam pierwsze kroki, ale kontakty z ludźmi z np. wegetarianami pokazały, że czasem ludzie mówiąc o sobie: jem zdrowo, zagryzają właśnie kanapkę (z razowego chleba, na bogów: barwionego karmelem lub sztucznymi barwinkami), popijają słynnym brązowym napojem z bąbelkami i na koniec wkładają sobie do ust gumę bez cukru…z aspartamem. Lub wegetarian tak chorobliwie zapatrzonych w swoją ideę życia, ze nie zjedzą sałaty kupionej w markecie za 2zł, tylko ledwo finansowo wiążąc koniec z końcem, jadą na drugi koniec do Eko sklepu w celu kupienia główki sałaty za bagatela 9,50zł bo „tak robią wegetarianie”!!
     Stąd pomysł by się dzielić tym wszystkim. Uświadomić, że Twój organizm jest najlepszym lekarzem dla Ciebie, sam Ci powiem kiedy jest źle, co masz jeść, ile i jak. A to, że inni tak robią, że tak wypada, że się przyjęło – zazwyczaj tylko na pokaz... nie nie, jesteś wyjątkowym i wspaniałym człowiekiem, który pracując nad swoim ciałem i psychiką może być zdrowy. Ba, samodzielnie badając i obserwując siebie może znaleźć dietę cud, złoty środek.

    Moim celem życiowym jest zdrowe odżywianie: czyli coś co jest dobre dla mnie: dieta witariańska (latem nawet 100%, w pozostałe pory roku zmniejszona do 50-70% surowego - w zależności od samopoczucia), wegetaianizm z dużą tendencją do weganizmu. Do tego dużo ćwiczeń, ruchu i koniecznie praca nad wnętrzem.

      Na koniec chcę podkreślić, że cały proces dążenia do optymalnego zdrowia będzie trwał całe życie, gdyż świat jest tak obecnie chemiczny, zanieczyszczony iż ciężko polegając jedynie na dbaniu o zdrowie, dobre samopoczucie psychiczne być osobą zdrową i szczęśliwą

4_large
źródło: 500px.com/photo/



środa, 11 sierpnia 2010

dzień 4 surówki

Wreszcie się odważyłam....wewnętrzna potrzeba i namowy kilku wspaniałych osób w moim życiu zmotywowały. Brak aparatu fotograficznego bedzie doskwierał? Czy można w ogóle porwadzić blog nie mając aparatu?..Na razie pierwsze kroki (ostrzegam, że jestem zielona jeśli chodzi o prowadzenie bloga, tudzież sprawy komputerowe;-).

Do rzeczy...
Jestem na 4 dniu surowego jedzenia!! :-)Jem surowe warzywa i owoce, orzechy, nasiona, kiełki czyli witarianizm w pięknym wydaniu. Dlaczego? Bo chcę spróbowac takiego stylu życia, bo jest lato (dziwne w tym roku), bo przygotowuję się do diety oczyszczajacej trwajacej 2 tygodnie. Surówki niestety TYLKO 1 tydzień, czyli pozostały 3 dni, a już tęsknię za surowymi warzywami o owocami, rozwodu nie będzie bo soki i szejki, ba same surowe warzywa i owoce jem codziennie.
Dwa słowa jeszcze o samopoczuciu bo o tym chcę też pisać:
psychicznie: cudownie, rewelacja, w skali 1-10, to na 11;-)
fizycznie: wyspałam się (co u nie jest rzadko spotykane), po wieczór lekki ból głowy, jelita pracuja cały dzień dobrze, także brzucho szcześliwy, język: biały nalot wciąz jest,  ramiona i dekolt: tu toksyny wyłażą chyba mi najbardziej, bo pełno krosteczek, wyprysków.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...