Szukaj na tym blogu

Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki (zewnętrzna higiena ciała). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki (zewnętrzna higiena ciała). Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 stycznia 2015

Mini vademecum mydełek wegańskich na bazie oliwy z oliwek

    
    Stworzyłam mini vademecum najważniejszych odpowiedzi na te właśnie pytania. Jeśli coś pominęłam - proszę daj znać w komentarzu. Mini vademecum jest w 100% moim opracowaniem, więc jeśli ktoś pokusi się o skopiowanie to tylko z podaniem źródła do mojego bloga.
     Nie nowością jest, że robię mydełka od dłuższego czasu. Sama z nich korzystam, rozdaję bliskim, a czasem nawet za symboliczna kwotę puszczę w świat. Od momentu gdy zainteresowałam się naturalnie wytwarzanymi mydłami metodą na ciepło i na zimno pojawiło się wiele pytań. 
     Te same pytania słyszę od wielu osób, które używają swojej pierwszej kostki mydła kastylijskiego, Alepp czy robionego ręcznie na bazie roślinnych składników. Te same pytania mają klienci sklepików z naturalnymi kosmetykami i te same pytania macie też Wy - czytelnicy.


MINI VADEMECUM MYDEŁEK WEGAŃSKICH

1.      Mydełka są w 100% wegańskie. Wszystkie składniki są pochodzenia naturalnego, roślinnego. Barwniki  są również naturalne i używane w większości wegańskich posiłków J
2.      W składzie mydełek są naturalne olejki eteryczne. Wykorzystuję zimnotłoczone, nierafinowane oleje, a jeśli cena jest zbyt wysoka i niekorzystna w końcowym produkcie - oleje zastępuję rafinowanymi, ale dobrej jakości. 
3.      Nie dodaję żadnych spieniaczy pochodzenia sztucznego (np. SLS). Naturalnymi olejami mającym pianotwórcze właściwości są: olej kokosowy, olej palmowy i olej rycynowy . Nie dodaję gliceryny nawet tej roślinnej, ponieważ sprawia, że mydło jest miękkie i poza tym powstaje sama w wyniku reakcji zmydlania.
4.       Maceraty, wywary, hydrolaty sporządzam własnoręcznie na bazie olejów, wody destylowanej z własnoręcznie zbieranych ziół, owoców. 
5.       A co robi tu wodorotlenek sodu? W mydła twardych - nie płynnych - dodatek NaOH to rzecz podstawowa, bez tego mydło nie zaistnieje, olej roślinny nie stężeje. Mydło to końcowy produkt reakcji chemicznej, tzw. zmydlania. Biorą tu udział: sól kwasu i zasada (wodorotlenek sodu). Gdy mydło dojrzeje nie ma już w składzie wodorotlenku sodu, ale gotową sól - np. sodium olive, czyli mydło. Niektórzy zatem w składzie mydeł piszą po prostu wodorotlenek sodu, lub sodium np. olive…
6.      Mydełka leżakują (dojrzewają) przez minimum 6 tygodni. Niektóre mydła Alep leżakują nawet 5-6 miesięcy. Naturalne mydła są jak wino – im starsze tym lepsze, są delikatniejsze i łagodniejsze. Naturalne olejki eteryczne przedłużają trwałość każdej kostki. Data ważności jest tak naprawdę tylko wymogiem kierowanym przez odpowiednie ustawy.
7.      Biały nalot na kostce to nie pleśń, a pozostałości po reakcjach chemicznych dojrzewania mydła, jest to tzw. popiół, inna forma mydła. Jest to nieszkodliwe dla skóry, ale jeśli chcesz zetrzyj nalot paznokciem lub nożem i śmiało używaj.
8.      Mydełkiem można się umyć od stóp do głów: zastępuje żel pod prysznic, pastę do zębów (szczególnie to z węglem aktywnym), szampon, kosmetyk do mycia twarzy płyn do higieny intymnej. Możesz je użyć do prania, czyszczenia i sprzątania całego mieszkania.
9.      Pamiętaj, że jeśli nigdy dotąd nie używałaś/eś naturalnych kosmetyków to Twoja skóra musi się przyzwyczaić. Możliwe, że będziesz mieć też uczucie, że mydełko „nie myje”.
10.  Jeśli myjesz włosy mydełkiem, pamiętaj by płukać je na koniec w wodzie z dodatkiem octu lub soku z cytryny (kwas) - by zrównoważyć pH skalpu. Mydło to zasada.
11.   Po każdym użyciu mydełko kładź na ażurową (z dziurkami) mydelniczkę, dzięki temu, nie zrobi się miękkie i posłuży Ci długo.



niedziela, 4 stycznia 2015

Zioła szwedzkie, cz.1



    

     Z ziołami szwedzkimi to zawsze miałam tak, że nie zwracałam na nie uwagi. Ot jest jakaś mieszanka, która jest dobra z różnych względów, dużo naszych rodzimych ziół, alkohol. Wiele razy też pytaliście się czy stosowałam ta mieszankę, gdzie kupić tanie zioła, jak zrobić i czy działa...
     Dodam jeszcze, że post nie jest sponsorowany i wszystkie produkty kupiłam za własne pieniądze :-)
       O ile książka Marii Treben Apteka Pana Boga jest podręcznikiem raczej nie dla mnie to od ostatniego spotkania zielarskiego patrzę na to wszystko nieco inaczej :-) Czytam, wącham, ważę i nadal poszukuję dodatkowych informacji. O wszystkim napiszę, ale na początek po prostu nastawiłam nalewkę z gotowej mieszanki.

    Mieszankę ziół szwedzkich kupiłam na targu, miejscu, gdzie wszelkich rzeczy jest ogrom, ale i cudne stoisko z przyprawami i ziołami również. Można również zioła kupić na stronie producenta [klik] w wersji 100 gram lub 1 kg. Cena za 100 gram to tylko 12 zł zarówno stacjonarnie, jak przez Internet. Jest to ta sama mieszanka ziół, którą często można kupić za 27-30zł. 
  

      W tej "oryginalnej" mieszance, za ok. 30zł  jest 92 g ziół: 

  • 10 g piołunu, 
  • 5 g mirry, 
  • 0,2 g szafranu,
  • 10 g liści sensu,
  • 10 g kamfory,
  • 10 g korzenia rabarbaru,
  • 10 g korzenia kurkumy,
  • 10 g manny,
  • 10 g teriaku,
  • 5 g dziewięćsiłu,
  • 10 g korzenia arcydzięgla.


     W mojej mieszance za 12 zł mam 100 g ziół: piołun, mirrę, szafran, liście sensu, kamforę naturalną, korzeń rabarbaru, korzeń kurkumy, mannę, teriak, korzeń dziewięciu-sił i korzeń arcydzięgla. Nie znamy niestety proporcji danego ziela w całych szwedzkich ziołach.

    Cena mojej mieszanki jest bardzo niska i wychodzi ekonomicznie. Przygotowanie mieszanki samodzielnie polegające na skompletowaniu składników samodzielnie to koszt w okolicach 100 zł, jeśli nie więcej. Biorąc pod uwagę cenę szafranu, dobrej jakości kurkumę, kamforę, mirrę - nie byle jaką, do kadzideł, ale do spożycia - wychodzi niekoniecznie ciekawie finansowo.



      Do zalania ziół zaleca się różny alkohol: od wódki zbożowej, owocowej, aż do czerwonego wina. Słyszałam nawet, że można użyć spirytusu, ale jak już wiele razy pisałam: szkoda, by taka zawartość alkoholu wypaliła wszystkie olejki z delikatnych części rośliny jak np. liść.
     Kupiłam wódkę żytnią - 0, 5 litra. Przeliczyłam proporcję i na posiadana ilość alkoholu wzięłam ok. 30,5 grama ziół. Wszystko umieściłam w dużym, szerokim słoiku. Zaleca się by nalewka stała na słońcu w ciepłym miejscu.....  z racji braku jednego i drugiego postawiłam nalewkę przy kaloryferze :-) Mieszam codziennie i czekam aż upłynie 14 dni, by przecedzić płyn i zlać do butelki.






piątek, 15 sierpnia 2014

Nagietek lekarski i przepis na maść nagietkową


   
      Ciemnopomarańczowy kwiat ma tyle cudownych właściwości, że powinien go hodować każdy w ogródku lub na balkonie. Z nagietka można wykonać leczniczą maść, którą dawniej robiono na bazie smalcu zwierzęcego, nalewkę pomagającą na wiele narządów w jamie brzusznej, czy na problemy kobiece.
     Nagietek można wykorzystywać do płukania gardła, okładów dla zwierząt, jako zwykły napar zamiast herbaty lub do farbowania tkanin i włosów. Nagietkiem barwi się również ciasta, masło i sery. Młode listki tej rośliny można dodawać do sałatek.

Nagietek jest wyjątkową rośliną, ponieważ przepowiada pogodę....

     Kwiat, a właściwie ułożenie płatków to naturalny barometr. Rano około 8-9 godziny płatki ułożone równolegle do ziemi (jak na zdjęciach) zapowiadają słoneczną i bezdeszczową pogodę.


Pomarańczowe czy żółte?

      Zanim w ogóle przejdziemy do zbierania koszyczków nagietka warto przyjrzeć się odmianom i kolorom płatków. Najważniejsza uwaga: do celów leczniczych zbieramy tylko te kwiaty, które mają pomarańczowe płatki, a nie żółte. Żółte nie mają tak silnych właściwości leczniczych jak te pomarańczowe i ciemnopomarańczowe.
     Jeśli chcesz zasuszyć płatki nagietka nie rób tego na słońcu, ponieważ wyblakną i stracą swój piękny kolor.

Właściwości lecznicze nagietka

   Ze wszystkich możliwych zajęć, szkoleń, spotkań zielarskich itp. nagietek zawsze okazywał się najbardziej cudownym lekarstwem. Tanim, dostępnym, łatwym do wyhodowania i łatwym w obróbce (zrywaniu, suszeniu).
    Płatki nagietka zawierają: flawonoidy, karotenoidy, alkohole trójterpenowe  olejki eteryczne,  kwasy organiczne (oleanowy, jabłkowy, salicylowy), żywice, śluzy, gorycze, fitocydy, saponiny, witaminy: A, C, P, sole mineralne (dużo magnezu  manganu), garbniki i hormony.


Zastosowanie lecznicze nagietka

     Nagietka można używać wewnętrznie, w formie naparów (więcej informacji na temat przyrządzania ziół jest tutaj): na pobudzenie miesiączkowania, czy na pobudzenie trawienia. Napar działa bakteriobójczo. Kwiaty nagietka pomagają wydalić toksyczne związki z organizmu.
     Pomarańczowy kolor płatków to informacja dla nas, że to ziele pomaga na wszelkie problemy ze zbyt małą ilością żółci w organizmie, a także reguluje ogólnie pracę całych dróg żółciowych. Napar pomaga także przy nieżytach i stanach pooperacyjnych żołądka.
     Naparu z nagietka można żyć do płukania gardła, przemywania twarzy (świetnie oczyszcza z wągrów i koi po opalaniu). Sprawdziliśmy też, że działa podobnie jak rumianek i świetlik w okładach na oczy, a nawet zmniejsza tzw. jęczmień na powiekach.



Kiedy używać maści nagietkowej?
  • przy zranieniach, zadrapaniach, skaleczeniach, 
  • przy niewielkich rankach,
  • na stłuczenia, siniaki 
  • na blizny pooperacyjne,
  • na żylaki i owrzodzenia żylakowe,
  • na popękaną, twardą i zrogowaciałą skórę,
  • na ugryzienia owadów,
  • na oczyszczenia skóry z wągrów,
  • na oparzenia (nawet promieniami: nadfioletowym i Rentgena),
  • przy rożnego rodzaju zapaleniach skóry,
  • na odmrożenia (źródła podają, że maść nagietkową na odmrożenia należy wymieszać z naftą,w proporcji 5: 1 - 1 porcja nafty na 5 porcji maści).
      U mnie w praktyce wygląda to tak: wklepuję i wsmarowuję maść w całe ciało po kąpieli. Jeśli pojawiają się jakieś otarcia, siniaki, spękania itd. zmienione miejsca traktuję maścią kilka razy dziennie. Siniaki schodzą bardzo szybko, zadrapania łatwiej się goją, a blizny są mniejsze.


Przygotowanie maści z nagietka to żaden problem. Moje ulubione "kremy" to te najprostsze, gdzie nie potrzebna jest mi waga i kroplomierz do przygotowania kosmetyku. Tutaj pokazywałam krem o postaci masełka. bardzo prosty w wykonaniu. 
     Maść nagietkowa bardzo różni się kolorem od tej sprzedawanej w aptekach i produkowanej na bazie ropopochodnej wazeliny. Na zdjęciu poniżej są dwa słoiczki: w pierwszym od lewej, jest jeszcze płynna maść bez dodatków. To po prawej ciemno pomarańczowa jest już kilkoma kroplami oleju z rokitnika.



Czym podkręcić maść?
  • dodałam: oleju z rokitnika i eterycznego olejku pomarańczowego jako konserwantu,
  • można dodać równie: jeżówkę purpurową, korzeń żywokostu, płatki arniki dla wzmocnienia gojących właściwości maści,
  • można dodać jakikolwiek naturalny półprodukt kosmetyczny wg klucza; podobne właściwości lecznicze, zapachowe i kolorystyczne.

PRZYGOTOWANIE MAŚCI NAGIETKOWEJ

Składniki:
  • macerat z płatków nagietka (olej zimnotłoczony i płatki nagietka),
  • olej z rokitnika,
  • olejek eteryczny pomarańczowy,
  • masło shea, 
  • masło kakaowe,
  • wosk candelila (do wersji wegańskiej) lub wosk pszczeli (niewidoczne na fotografii).

MACERAT: świeże płatki nagietka zalać olejem. Najlepiej nich będzie delikatny, np, winogronowy, z orzechów włoskich. Podgrzewać na małym ogniu. W wielu książkach zielarskich i na kursach podawano przepis by podgrzewać płatki 2-3 godziny, ja zrobiłam to przez niecałą godzinę. Całość przecedziłam.




MAŚĆ: wszystkie składniki oprócz olejku eterycznego rozpuścić w kąpieli wodnej. Gdy przestygnie dodać olejek eteryczny i przelać do pojemników. Odstawić do zastygnięcia.
     W zależności od pory roku i miejsca przechowywania maść może mieć różną konsystencję, jeśli jest za rzadka, rozpuścić ją ponownie w kąpieli wodnej i dodać większą ilość wosku.

                                                            .........................................


     Dawniej nasze babcie i prababcie taką maść robiły na bazie smalcu. Dziś mam dostępne różnego rodzaju masła i oleje niezwierzęcego pochodzenia i bardzo to cenię. Nie będę rozwijać tu dyskusji pt. co jest zdrowsze: masło kakaowe, masło shea sprowadzane z zagranicy i czasem niewiadomego do końca pochodzenia (problem sprawiedliwego handlu poruszony był tutaj) czy smalec np. wieprzowy pozyskiwany przy uboju zwierzęcia, gdzieś u sąsiada. Dla mnie istotny jest fakt weganizmu czy wegetarianizmu...




.........................................
Źródła:

1. D. Tyszyńska - Kownacka, T. Starek " Zioła w polskim domu."
2. I. Gumowska "Ziółka i my."
3. Z. Przybylak " Sławne kuracje uzdrawiające."
4. własne notatki z różnych źródeł

piątek, 20 czerwca 2014

"Twoja twarz nie pasuje do twojej osobowości..."




      Tu pisałam o powodach mojej niesystematycznej aktywności na Cudownych dietach. W tym kraju tak naprawdę tylko lato nadaje się na 100% pracy jaką wykonuję, więc korzystam z dobrej pogody ile się da. Piszę, że CUDowne diety to styl życia prowadzący do CUDownego Ciała, Umysłu i Duszy, i o ile wpisy na temat ciała się pojawiają, tak przez długi czas nie miałam ochoty ujawniać w jaki sposób pracuję nad duszą i umysłem. Czasami są rzeczy o których nie lubię i nie chcę pisać...

      Dużo by tłumaczyć, ale bycie joginem i w pewnym sensie upublicznianie siebie (nawet tylko poprzez aktywność blogową) to bardzo duże ryzyko złapania energetycznych brudów od Czytelników... i tu proszę się na mnie nie gniewać ;-), bo na zdjęciach poniżej sami widzicie jaka ja bywam brudna...

      Kłopoty z pięknym wyglądem biorą się oczywiście również z zatrucia: energetycznego, chemicznego i emocjonalnego.

      I sama widzę każdego dnia jak wiele rzeczy nadal we mnie siedzi.  Dużo jeszcze mam rtęci w ciele z plomby amalgamatowej, dużo tabletek przeciwbólowych i rozkurczowych, które brałam jako nastolatka by zlikwidować potworne migreny i rozkładające na łopatki bóle podbrzusza podczas okresu. Dużo mięsa, pomimo, że jestem weganką. Dużo trucizn...i one wychodzą falami. Pierwsze doświadczenie po dwóch latach niejedzenia mięsa to zwijanie się na podłodze z bólu, cierpienia kurczaków, które kiedyś bardzo mi smakowały i jadłam ich naprawdę dużo. Pamiętam, że ryczałam wtedy na całego i nie do końca rozumiałam, że weganką nie staję się od razu po odstawieniu mięsa.

      I to nie jest z takimi rzeczami tak cudownie jak ze zmianą odżywiania czy dietami oczyszczającymi, że raz - dwa razy zrobię, przez kilka lat będę się odżywiała w taki, a nie inny sposób i ciało się zmieni...z energetycznym i emocjonalnym syfem jest tak, że on CAŁY czas wychodzi, nawet przez kilkadziesiąt lat.
      Sama zmiana sposobu odżywiania nic nie daje i nigdy nie pisałam i nikomu nie mówiłam, że tylko i wyłącznie jedna rzecz może uleczyć i uzdrowić. Cały proces oczyszczania energetycznego zaczyna się dla mnie tak naprawdę dopiero po odstawieniu mięsa, po przejściu na weganizm. A potem wcale nie jest z górki ;-) Weganizm jest jedynie bodźcem, otwarciem umysłu, przejściem na lżejsze wibracje i otwarciem oczu, że jednak czegoś nadal brakuje, że nadal jest trochę brudu.

     Wygląda to mniej więcej tak: pracuję jogicznie nagle pojawia się fala syfów na twarzy, zmiana wyglądu, rysów, ohydny smak w ustach, który powoduje wymioty. Teraz myślę, że wyrzucenie wszystkim kosmetyków do kosza na śmieci, przejście na naturalną pielęgnację dały czystą twarz do tego, by energia również mogła wychodzić na zewnątrz. Po takich sesjach twarz jest czysta nie tylko fizycznie, energetycznie, ale świeci. Skóra ma inne wibracje, jest naładowana pozytywnymi emocjami i czysta.
I tej pracy jest tak wiele i czasem tak ciężko, że mam dość i jestem zmęczona, że nie mam siły na przyziemne rzeczy jak zakupy, sprzątanie, czytanie czy nawet pisanie bloga.

     Z energią jest tak, że nie dość, że musimy się oczyszczać na bieżąco, to jeszcze trzeba dokopywać się do swojej przeszłości, by móc naprawić głównie relacje między sobą samym i każdym, dosłownie każdym człowiekiem jakim się znało w ciągu życia. Nikt mi tego robić nie każe, ale ja sama staję się przyjemniejsza i milsza dla innych, a i świat daje mi miłe osoby i wiem, że warto :-) Jest tak, że albo poświęcamy się temu całkowicie, albo na pół gwizdka i wtedy życie klasycznie daje po dupie. Pewna pani ze znanego surowo-owocowego bloga, która zmieniła dietę, pracowała jogicznie i nagle odpuściła cały trud i teraz wygląda dziesięć razy gorzej niż przed zmianą diety. I z tego co mi wiadomo również pracowała z tym samym Nauczycielem.

     Jak było ze mną, to czytając bloga można się domyślić. Na początku wiele zmian sposobów odżywiania, eksperymentowania. Każda inna "dieta" wyrzuca z mojego ciała inne rzeczy, każdy inny owoc działa oczyszczająco na różne sfery, czy czakry. Każde ubranie w danym kolorze zmieniało mnie (tu widać ile szarych ubrań się pozbyłam). Każde zioło, rodzaj pieczywa, miejsce, w którym przebywam zmienia. Każdy spacer boso, każde ognisko, sauna itp. pozwalają na krok dalej.

     Ale jak to w pewnej mądrej księdze napisano:  Czasami do oczyszczania potrzebna jest druga osoba. Tak ja w końcu trafiłam na Jogina, który poprowadził mnie krok po kroku przez oczyszczanie energetyczne.


    Moje ciało bardzo się zmieniło, relacje rodzinne i koleżeńskie oczyściły, a rzeczy z poprzednich żyć zaczęły klarować. Nie wyznaję żadnej religii, a jeśli chcecie mieć mniej więcej pojęcie o co chodzi w relacjach karmicznych polecam tenfilm.

     Ten Nauczyciel ma ogromną wiedzę popartą swoim doświadczeniem, a on sam wciąż się oczyszcza, 20 lat non stop odreagowuje i wywala z siebie śmieci...i pisze, że:

    Ale inaczej się nie dało. 3 lata temu musiałem pościć 7 dni bez picia aby w końcu usunąć tą toksynę którą mi wstrzyknęli wiele lat wcześniej i dopiero wtedy mogłem zacząć zwyczajnie  żyć.

    I mam ochotę bezczelnie powiedzieć, że Pranarianin to jest rzeźnik, każda chwila dla niego jest oczyszczaniem. Ale co najważniejsze nie jest jak typowy guru, bo ma na tyle pokory w sobie, że pracuje nieustannie, nie udaje i jest prawdziwy w tym co robi.  Podkreśla, że

    Im wyżej jesteś, tym bardziej normalny i zwyczajny masz być. Sławni profesorowie traktowali mnie jako równego sobie, byli zwyczajni i nigdy się nie wywyższali. Mistrz zawsze zobaczy w tobie mistrza. A gówno zawsze wdziało we mnie gówno.

     Widzę, że wielu ludzi go nie lubi, a wręcz nie znosi, nie toleruje, nie akceptuje, wyśmiewa, drwi i szydzi, a sami nie są w stanie dokonać nawet 10% procent tej ciężkiej pracy jaką wykonuję nade mną i paroma innymi ludźmi. Lekarz wyśmiewa metody pracy, niektórzy pacjenci wracają do starego trybu życia, a bliskie osoby  nie uznają wartości tej pracy, którą w końcu widać gołym okiem. Wiem, że do tej pory nikt nie był wstanie pomóc wyładnieć pewnej zagubionej pani ogniem, zupełnie nie zmieniając diety, a Pranarianinowi się to udało. Niby nic, ale kobieta była mięsożercą!

    Widzę podczas naszej wspólnej pracy, że i jego twarz się zmienia codziennie, jest inny codziennie. Wielkim sukcesem życiowym jest to, że poradził sobie z takimi obciążeniami genetycznymi, że zwykły Kowalski pewnie by wywinął w kalendarz kilka razy. Poświęcił całe swoje życie na oczyszczanie.
    Ten Jogin ma swoje ciężkie i lekkie dni. I sam też wygląda czasem o 10 lat starzej i nie może tego znieść więc pędzi pracować z ogniem, by wstać po kilku godzinach młodszy z wyglądu o te 10 lat.
    Czasem musi pluć cały dzień ohydną flegmą, bo wychodzą mu różne lekarstwa z dzieciństwa, ale kiedy już skończy, wygląda jak młody bóg.. (i wcale mnie tu proszę nie posądzać o nepotyzm czy kumoterstwo).
     Ma wiele cudownych metod pracy, czasem ciężkich i czasem kompletnie nielogicznych dla wspomnianego już Kowalskiego, ale one naprawdę działają i widać w tym Boskie prowadzenie... I choć czasem jest wulgarny i tłumaczy pewne rzeczy na prosty i chłopski rozum mówi wprost nad czym konkretnie dany pacjent musi pracować...

czwartek, 12 czerwca 2014

Pasta do zębów bez fluoru Sarakan

     Sarakan to całkiem nowe odkrycie. Tak samo jak pasta Vicco czy pasty Babuszki Agafii, ta ma również swoje wady i zalety, ale najważniejsze, że jest dostępna również u nas w kraju i jest bez fluoru.

      Jeśli pamiętacie ten artykuł na temat miswaka - naturalnej szczoteczki do zębów, to tak wiecie, że pastą z dodatkiem tego cudownego korzenia też się zachwyciłam zanim miałam okazję ją użyć :-)
     Główna zaleta Sarakan to naturalny ekstrakt z drzewa arakowego, tego samego, z którego robi się słynne w Indiach patyczki do czyszczenia zębów. Pasta jest dlatego świetna alternatywą, dla każdego, kto nie ma chęci czy ochoty na czyszczenie zębów kawałkiem rozgryzionego drewienka, lub dla tych, którym nieco korzenny i podobny do naszego polskiego chrzanu smak miswaka nie odpowiada. W paście smak tego korzenia jest bardzo delikatny, miesza się z delikatnym smakiem goździków i mięty. Najbardziej odczuwalny i przewodni smak to mięta pieprzowa, jednak również na tyle łagodna, że nie "pali" jamy ustnej.

      Sarakan ma nawet swoja historię.... 30 lat temu lekarz pracujący w Indiach zaobserwował, że pomimo złej diety Hindusi mają bardzo dobry stan zębów i jamy ustnej. Okazało się, że stosują miswak - korzeń, o którym już pisałam. Drzewo arakowe ma silne właściwości bakteriobójcze i odświeżające i te fakty znalazły się w różnych pracach badawczych. Po powrocie do kraju, ów lekarz opracował skład pasty do zębów z wyciągiem cudownego korzenia i... tak powstał Sarakan :-)
     Pokazuje nam to, że obserwacja rodzimej tradycji nawet w kwestii higieny jest bardzo ważna. To, co ludzie stosują od setek tysięcy lat nie równa się czasami z wymysłami współczesnego świata. Dla mnie mądre posunięcie tego lekarza na wykorzystanie drzewa arakowego zasługuje na przysłowiowy medal.

      Pasta jest produkowana w Wielkiej Brytanii, opakowanie całe w napisach po angielsku, ale dystrybutor dba o polską naklejkę z podstawowymi informacjami. Ogólnie całe opakowanie pasty jak i tekturowy kartonik jest zielonych, przyjemnych kolorach. Wszystkie informacje i oznaczenia są na tyle czytelne, że wiemy, że na pewno kupujemy pastę bez fluoru i innych sztucznych dodatków i nie jest to kolejny chwyt marketingowy.




Glycerin (non-animal) - gliceryna pochodzenia roślinnego.
Calcium Carbonate - związek występujący naturalnie w przyrodzie, ma właściwości utwardzające
Aqua - woda
Magnesium Carbonate - związek tradycyjnie wykorzystywany jako proszek do czyszczenia zębów
Salvadora persica natural extract - ekstrakt z drzewa arakowego (miswak)
Mentha piperita oil - olejek z mięty pieprzowej
Mentha arvensis oil - olejek z mięty polnej 
Eugenia caryophyllata oil - olejek goździkowy
Pelargonium reseum oil - olejek z pelargonii
Hydroxyethylcellulose - pochodna celulozy służąca do uzyskania żelu
Sodium Phosphate - związek wspomagający łączenie się pozostałych składników z wodą
Limonene - naturalny rozpuszczalnik o zapachu cytryny.
Citronellol, Geraniol, Eugenol - ekstrakty zapachowo-smakowe z mięty, goździka i geranium.


Zalety:

  • produkt dla wegan (nietestowana na zwierzętach i składniki pochodzenia naturalnego),
  • pasta jest wolna od wszelkich "cudów" typu: fluor, laurylosiarczanu sodu (SLS),
  • nie jest słodzona ani sztucznymi substancjami (jak aspartam), ani naturalnymi,
  • nie ma parabenów, barwników, konserwantów,
  • ma dodatek drzewa arakowego, z którego robi się patyczki miswak,
  • bardzo poręczna nakrętko-zatyczka,
  • ilość olejku goździkowego jest niewielka.

Wady:

  • rzadka konsystencja,
  • cena ok. 15 -20 zł za 50 ml,
  • dostępna tylko w sklepach i aptekach internetowych,
  • jeśli lubisz tylko pasty z pianą, lub nie lubisz naturalnych, ziołowych mieszanek... to Sarakan może Cię rozczarować, ponieważ nie pieni się.


Pastę Sarakan można kupić w tym samym sklepie co miswak  - sklep.


niedziela, 1 czerwca 2014

Masaż dziąseł wg ajurwedy - przepis

 

   Widzę po ilości e-maili, że wiele osób się niepokoi czy oby na pewno nie pożegnałam się z blogiem. Nie zamierzam robić tego przez przynajmniej kilka kolejnych lat, ale okres, gdy jest ciepło jest dla mnie czasem intensywnej pracy jogicznej i dosłownie każdą chwilę poświęcam na oczyszczanie się i to jest dla mnie priorytetem, więc proszę o wyrozumiałość.
       Pomysłów na wpisy mam jeszczez wiele, a że nie robię nic na tzw. pół gwizdka stąd chwilowy brak aktywności...

     Eksperymenty z własnoręcznie robioną pastą do zębów raczej dobiegły końca, ale wciąż pojawiają się ciekawe gotowe produkty. Cieszy mnie to, że ze względu na zapotrzebowanie (brzydko mówiąc) konsumentów w końcu odpowiada coraz więcej firm i wśród środków do higieny jamy ustnej pojawiają się produkty całkowicie wolne od fluoru, ziołowe i o całkiem przyjemnym składzie. Kupuję, testuję i zachwycam się... dlatego będzie kilka recenzji i analiz składu cudownych past i czyścików do zębów.

      O ile kosmetyki zachodnie czy europejskie są nieco przekombinowane pod względem składu, lub kompletnie nie do wykonania samodzielnie, tak wschodnie mieszanki to najczęściej po prostu zmielone, skruszone zioła. Znane od setek lat, sprawdzone przez tysiące osób powoli wkraczają w nasze skromne progi, trochę dzięki modzie na naturalną pielegnację, a trochę ze względu na świadomość ludzi. Choć nie mówię, że babcine sposoby na czyszczenie zębów są złe lub niedoskonałe, mnie osobiście zachwyca bardzo cała ajurweda. 

     W książce Ajurweda i uroda. Jak być pięknym. jest fantastyczny przepis na proszek do masażu dziąseł. Ciekawe jest to, że dentyści bardzo zabiegają o to, by pacjent używał nie tylko szczoteczki do zębów, ale i nici dentystycznej, a zapominają całkowicie o dziąsłach, żuciu ziół, płukaniu ust olejem [klik] i oczyszczaniu języka [klik]. A jak się okazuje właściwa i naturalna pielęgnacja, plus właściwe odżywianie daje nam zdrowe zęby bez ingerencji lekarzy...

Ajurwedyjska mieszanka ziołowa do masażu dziąseł wg przepisu z książki to:

5 części sproszkowanego ałunu 
2 części soli kamiennej 
3 części czarnego pieprzu 
1 część kurkumy 
dodatki: olej sezamowy, olejek goździkowy, masło ghee [klik].

      Ałun wg autora książki ma wzmocnić dziąsła, sól łagodzi, pieprz dezynfekuje i tonizuje, a cudowna kurkuma ma wiele cudownych właściwości: od dezynfekcji, poprawy ukrwienia, wzmocnienia dziąseł, po odświeżenie. 

      Oczywiście ja musiałam wywalić z przepisu ałun i dodać jeszcze kilka specyfików, zmieniłam tez proporcje by proszek był delikatniejszy, a smak pieprzu nie był tak wyrazisty. Oto moja wizja mieszanki, która wyszła cudownie:



Ajurwedyjska mieszanka 
do masażu dziąseł


1 czubata łyżka glinki różowej
1 łyżka sody oczyszczonej
3 łyżki soli himalajskiej
1 łyżka czarnego pieprzu 
1 łyżka kurkumy 
0,5 łyżeczki goździków

Wszystko ubijam w moździerzu na gładki proszek, przechowuję w szczelnym opakowaniu. 

      Ten proszek z powodzeniem używam nie tylko do masowania dziąseł, ale i do czyszczenia zębów. Jeśli masuję dziąsła, maczam mokry palec w proszku i masuję dziąsła. Autor zaleca by masować małymi, okrężnymi ruchami w przeciwną stronę do ruchu wskazówek zegara. 
    Zęby myję albo miswakiem [klik], albo szczoteczką bambusową [klik] używając proszku tradycyjnie, jak ziołowej pasty. Czasem mieszam z olejem koksowym kilka porcji i wykorzystuję je w ciągu 1-2 dni.

     Jako ciekawostkę dodam, że dla tych co nie kochają smaków indyjskich Sanch zaleca by masować dziąsła rozgniecioną truskawką. O wybielających bananach już pisałam [klik], może i czas na truskawki :-)




......................................................................
Źródło przepisu:
 Ajurweda a uroda. Jak być pięknym -  M. Sachs


środa, 12 lutego 2014

Glinka czerwona, różowa i rhassoul - VADEMECUM, cz. 3




Glinka czerwona

Najczęściej używana jako pigment w kosmetykach i głównie z tego jest znana. 

MINERAŁY:  żelazo, krzem, glin, miedź, żelazo, wapń, magnez, sód, potas, tytan, glin,  mangan i inne.

WŁAŚCIWOŚCI: delikatnie ociepla koloryt cery, a stosowana regularnie działa jak naturalny samoopalacz, uszczelnia naczynia krwionośne, odmładza, neutralizuje wolne rodniki, nawilża i wzmacnia skórę, przeciwdziała kruchości naczyń krwionośnych, łagodzi trądzik różowaty, zmniejsza cellulit, ujędrnia.

DO JAKIEJ CERY: tłustej, mieszanej.

UWAGI: Podobnie jak glinka zielona – glinka czerwona jest dość silną glinką, dlatego zaleca się stosować ją jako maseczkę na twarz lub ciało raz na tydzień. Nie powinno się używać tej glinki do cer delikatnych, suchych i wrażliwych. Dobrym sposobem przy tych cerach jest stosowanie glinki miejscowo (punktowo).


Glinka różowa

      W sporcie zasłynęła jako różowy kort do gry w tenisa. Jest najczęściej połączeniem glinki czerwonej i białej, choć niektóre źródła podają, że występuje w różowym kolorze naturalnie w przyrodzie.
MINERAŁY żelazo, krzem, glin, żelazo, magnez, sód, fosfor, wapń i inne .

WŁAŚCIWOŚCI: delikatnie oczyszcza i złuszcza, odżywia, poprawia cyrkulację skóry, pomaga stymulować krążenie Różowa glinka  nie pochłania tłuszczów skóry, a zatem może być stosowane przy suchej skórze. 

DO JAKIEJ CERY: normalnej, suchej, wrażliwej lub skłonnej do podrażnień, alergicznej, dla skóry odwodnionej.

Glinka rhassoul 

      Nazwa tej glinki pochodzi  języka arabskiego od słowa ghassala/rassala – myć, prać, czyścić. Zastępowała mydło, proszek do prania już w starożytności. 
      Egipcjanie i Rzymianie uznawali ją za glinkę bardzo luksusową, więc stosowały ją tylko bogate osobistości.

INNE NAZWY:  glinka Rhassoul, glinka Ghassoul, glinka marokańska.

POCHODZENIE/WYSTĘPOWANIE: z żyznych gór Atlas w Maroku.

MINERAŁY:  krzem, magnez, żelazo, wapń, potas, magnez,  sód i inne.

WŁAŚCIWOŚCI: absorbuje zanieczyszczenia, odżywia włosy, oczyszcza, regeneruje, wspomaga leczenie trądziku, tonizuje, nadaje skórze sprężystość, zmniejsza łuszczeni się.

DO JAKIEJ CERY: tłustej, trądzikowej, zanieczyszczonej.

UWAGI:  Glinka rhassoul jest silniejszą z glinek, dlatego zaleca się stosować ją jako maseczkę na twarz lub ciało raz na tydzień. Nie powinno się używać tej glinki do cer delikatnych, suchych i wrażliwych. Dobrym sposobem przy tych cerach jest stosowanie glinki miejscowo (punktowo).





czwartek, 16 stycznia 2014

Glinki kosmetyczne - FAQ


       Najprościej rzecz biorąc glinka to skała/ ziemia, więc te naturalne kosmetyki  to cudowne mazidła prosto z ziemi. Historia  pokazuje, że  nakładanie mieszaniny glinki z wodą na twarz czy ciało nie jest jakimś wymysłem współczesnej kosmetyki, ale świadomym zabiegiem leczniczym. Pierwsze zapisane informacje na temat glinek są umieszczone na glinianych tabliczkach pochodzących z Mezopotamii, zapiski są z około 2500 p.n.e.!
      O ile głównie glinka zielona i biała nadaje się do stosowanie wewnętrznego i tzw. agrilloterapii to myślę, że ujmując właściwości glinek można zmieścić się w ramach słynnego arjuwedyjskiego przykazania zdrowotnego: nie nakładaj na swoje ciało niczego, czego nie możesz włożyć do ust i zjeść.
      Glinki są skałami osadowymi (organicznymi bądź nieorganicznymi) i jak pisałam: ziemiami powstałymi w procesie wietrzenia minerałów. W kosmetyce i pielęgnacji ciała glinki są jednym z najbardziej powszechnie stosowanych i znanych środków leczniczych i upiększających.

źródło: wholeliving

Glinki od strony historycznej

      Lecznicze właściwości glinek były znane już dawno, dawno temu. Badacze uważają, że nasi przodkowie używali glinek zmieszanych z ochrą (też pewnego rodzaju skałą) do leczenia ran lub wykonywania malowideł w jaskiniach.
      Starożytni odkryli, że glina z niektórych miejsc posiada wyjątkowe właściwości lecznicze. W Mezopotamii leczniczą glinę używano do kąpieli błotnych i wewnętrznie.

     W źródłach antropologicznych i historycznych są wzmianki o tym, że ochrę, glinkę białą i zieloną Egipcjanie wykorzystywali również na rany, problemy jelitowe i dolegliwości oczu. Starożytny Egipt to okres, gdy glinki były stosowane przez kapłanów/lekarzy jako środki przeciwzapalne i antyseptyczne. Kleopatra oprócz słynnych kąpieli w mleku zażywała również kąpiele glinkowe, ale i wykorzystywała je w innych formach. Zwłoki balsamowano w mumie mieszankami ziół, popiołów i glinek.
      W II w p.n.e. słynny lekarz i filozof grecki Galen stosował leczenie gliną urazów, ropiejących ran i stanów zapalnych. Jako pierwszy opisał fakt używania glinek nawet przez zwierzęta.  Dziś wiadomo, że w Amazonii (tereny Peru) papugi niektórych gatunków spotykają się na wybrzeżach i jedzą glinki. Połykają w dużych ilościach glinę, aby zneutralizować toksyny ze zjadanych owoców.  Wiele gatunków ssaków, ptaków, gadów, motyli spożywa glinkę i są to głównie roślinożerne zwierzęta.
      Pliniusz Starszy pisał, że wcieranie glinek na oczy złagodzi ich ból i oczyści kanaliki łzowe. Zalecał glinki jako specyfik do kąpieli – używane na kształt współczesnego mydła.  Na krwotok pomoże mieszanka glinki z octem. Glinki pomagały przy problemach ze śledzioną, nerkami, obfitymi miesiączkami. Były odtrutką przed truciznami i ranami spowodowanymi przez jadowite węże.
      Soranus z Efezu (znany bardziej przez położne, doule, ginekologów i pediatrów :-) często przepisywał glinki swoim pacjentkom. Glinka zmniejszała nudności w ciąży, uzupełniała organizm w składniki mineralne. Pomagała na wiele kobiecych dolegliwości i chorób.
     Awicenna (tereny średniowiecznej Persji) opisał glinki w swoich manuskryptach i rozprawach.
      Ibn al-Baitar – arabski botanik, farmaceuta i naukowiec- opisał w swojej pracy o farmakologii aż osiem rodzajów leczniczych glinek.
      Na terenach Polski glinkę wydobywano już w średniowieczu. Były to obszary dzisiejszego Śląską, a słynna glinka miała kolor żółty.
      Obie wojny światowe – glinki były wykorzystywane jako środki tamujące krwawienie, odkażające rany i uzdrawiające z ciężkich zatruć.


   Makro- i mikroelementy w glinkach

        Właściwości: absorpcja, elektroujemność, łatwa wymiana jonów z otoczeniem/skórą pochodzą z minerałów zawartych w glinkach: krzemu i glinu. Powiązania tych dwóch pierwiastków są bardzo specyficzne i wyjątkowe, a naukowcy nie potrafią jeszcze wyjaśnić tej zależności.
      Dodatkowo glinki zawierają: wapń, magnez, krzem, cynk, żelazo, aluminium, żelazo, potas, sód, cynk, tytan, mangan, selen, molibden, cynk, kobalt i wiele innych.
      Glinki mają ogólnie około 75 pierwiastków w różnych ilościach! Oczywiście zawartość minerałów zależy od koloru glinki i miejsca jej wydobywania. Przykładowo zwartość żelaza w glinkach może się wahać od 1% do aż 10%.


Na czym polega magia glinek i dlaczego nie można używać metalowych naczyń przy ich wykorzystaniu?

      Glinki mają magnetyczne właściwości. Gdy są wydobywane mają kontakt z metalami maszyn i narzędzi, następuje rozmagnetyzowanie glinek. Aby przywrócić im właściwości, są suszone na słońcu dzięki czemu znów posiadają ujemne właściwości magnetyczne.
      Analogicznie: do przygotowywania kosmetyków z glinkami nie powinno się używać metalowych przedmiotów.

     Magnetyczne właściwości mają również znaczenie w pielęgnacji ciała. Ujemne jony glinki przyciągają dodatnie jony zanieczyszczeń naszej skóry. Te cząsteczki glinki są tak małe, że maseczka glinkowa nałożona na ciało wniknie w pory, zmarszczki i inne trudno dostępne miejsca, więc oczyszczanie jest głębokie i dokładne. Glinka zmieszana z wodą odparowuje wyciągając zanieczyszczenia, martwe komórki, zbędny łój, bakterie.
Na tym właśnie polega proces oczyszczania i ogólnego działania glinek na naszą skórę. Logiczną jest zasada by używać jednej porcji glinki tylko jeden raz. Nałożenie toksyn na twarz mija się z celem.


Zasady używania glinek:
  1. Bez kontaktu z metalowymi przedmiotami – metal niszczy właściwości glinek.
  2. Sypki proszek miesza się z letnią lub chłodną wodą – ciepła lub gorąca obniża oczyszczające działanie.
  3. Woda z jaką można wymieszać glinkę to: destylowana, mineralna, hydrolat, ziołowe napary/wywary i odwary, woda przegotowana lub przefiltrowana – nigdy prosto z kranu.
  4. Nałożoną glinkę na ciało jako maseczkę trzeba co jakiś czas spryskiwać/nawilżać. W przypadku okładu można położyć na wierzch glinki mokry ręcznik. – zaschnięta glinka traci swoje właściwości (czasem zmieszanie z olejem spowalnia jej wysychanie). Zasuszoną glinkę bardzo ciężko zmyć, a skóra po takiej maseczce jest bardzo ściągnięta i przesuszona.
  5. Warto wybrać taką glinkę, która pasuje do indywidualnych potrzeb naszej skóry.


Jak można wykorzystać glinkę?

  • Maseczka na twarz.
  • Maska na ciało.
  • Kąpiel (błotna)Maseczka lub szampon do włosów.
  • Okład na ukąszenia owadów, ugryzienia, siniaki, stłuczenia, lekkie oparzenia, wysypki i inne zmiany skórne.
  • Okłady lecznicze na miejca przewlekle chore.
  • Jako filtr do oczyszczenia wody, ścieków.
  • Jako półprodukt kosmetyczny (i produkt pełnowartościowy) do produkcji; mydeł, past do zębów, balsamów, kremów itp. 
  • Wewnętrznie do uzdrowienia schorzeń, zatruć.
  • itp.

Właściwości glinek stosowanych zewnętrznie lub wewnętrznie:

1.  Złuszczają martwy naskórka.
2.  Ożywiają i regenerują skóry.
3.  Poprawiają krążenia krwi.
4.  Wchłaniają nadmiar sebum.
5.  Usuwają toksyny ze skóry.
6.  Oczyszczają pory.
7.  Pochłaniają metale ciężkie: arsen, kadm, cynk, ołów, rtęć,   a także inne substancje o działaniu toksycznym (np.   badania Oyanedel-Craver’a i Smith’a).
8.  Leczą autyzm i choroby serca.
9.  Łagodzą biegunkę.
10. Chronią przed jedną z najbardziej znanych rakotwórczych substancji: mikotoksynami  produkowanymi przez wiele gatunków grzybów.
11. Łagodzą reumatyzm.
12. Glinki zmniejszają obrzęki, guzy, ropnie – dzięki właściwościom absorpcji wody.
13. Pomagają w wyleczeniu zespołu nadwrażliwego jelita.
14. Zmiękczają twardy, zrogowaciały naskórek.
15.  Do zmniejszenia nudności podczas ciąży.
16. Do uzupełnienia makro- i mikroelementów w organizmie.
17. Leczą Candida albicans – badania z 2009 r.
18. Najnowsze badania dowiodły, że glinki niszczą  bakterie E.Coli
itd.
      To tylko kilka najczęściej spotykanych i opisywanych cudownych leczniczych właściwości glinek. Jest ich naprawdę bardzo dużo zarówno w postaci badań naukowych, indywidualnych doświadczeń zwykłych ludzi, lekarzy medycyny, zielarzy spisanych w różnych książkach, ulotkach i na blogach. Długotrwałe stosowanie glinek – czytałam o kilku przypadkach, gdzie glinkę stosowano przez ponad 30 lat życia, daje efekty nawet w uzdrowieniu tzw. chorób nieuleczalnych. Więcej informacji na ten temat trzeba szukać w języku angielskim, a wiele materiałów jest dostępnych nawet w Internecie.


Skutki uboczne
     Są badania, które mówią, że glinki stosowane wewnętrznie powinny być traktowane nie jako lek, ale substancja pomocnicza.  Ale te badania trzeba nieco traktować z przymrużeniem oka, ponieważ oficjalnie witamina C i zioła to też nie są lekarstwa.
      Jak każda naturalna substancja (np. zioła, sok z trawy pszenicznej) glinki powinny być używane rozsądnie i z umiarem. Jeśli chcesz stosować glinki wewnętrznie – proszę dokładnie poczytaj o tym jak zrobić roztwór, jakie powinny być proporcje. Każda substancja może być trucizną i ta sama substancja może być lekarstwem.
      Glinki mogą spowolnić i osłabić wchłanianie antybiotyków, hormonów i lekarstw aptecznych. Dzieje się to znów dzięki ich wyjątkowym właściwościom: wchłaniają trucizny. Sztuczna witamina, lek przeciwbólowy, antybiotyk – nie są naturalnymi substancjami, występującymi w naturze, które nasz organizm uważa za przyjazne.
      W przypadku stosowania terapii ziołami trzeba uważać na nalewki i maście na bazie alkoholu.


W kolejnych wpisach będzie nieco więcej o poszczególnych glinkach i agrilloterapii.

...................................
Żródła:

  1. własne notatki
  2. „The clay cure.” Ran Knishinsy
  3. http://en.wikipedia.org/wiki/Kaolin
  4. http://en.wikipedia.org/wiki/Medicinal_clay
  5. "Evolutionary biology: Dirty eating for healthy living".
  6. http://bluestoneclay.webs.com/vally.htm
  7.  http://elementomineral.wordpress.com/clays/
  8. “Enzyme immobilization: Part 1. Modified bentonite as a new and efficient support for immobilization of Candida rugosa lipase." Ghiaci, Aghaei, Soleimanian, Sedaghat 
  9. http://www.mountainroseherbs.com/clay/clay.php
  10. http://www.fromnaturewithlove.com/soap/Clays.asp
  11. http://zielonyklub.pl/glinki.html?p=2
  12. http://biocosmetics-polska.pl/glinki-glinka-zielona/p,34331
  13. http://www.naturalne-piekno.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=14:jak-uywa-glinek-&catid=32&Itemid=50
  14. zdjęcie: http://www.wholeliving.com/134493/diy-skin-firming-mask
  15. http://www.naturalbeautyworkshop.com/my_weblog/2012/08/using-cosmetic-clays.html
  16. http://web.archive.org/web/20080403060558/http://research.calacademy.org/calwild/2005winter/stories/mud.html


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...