Oglądałam jakiś czas temu wykłady, na których kobieta powiedziała, że nie ma w domu stołu kuchennego, w jadalni nie ma dużego, gościnnego stołu... bo i po co? Więzi rodzinne i koleżeńskie nie muszą być łączone z pożywianiem się...
To tyle w odpowiedzi na e-maila z zarzutami, że "jem za mało, że śniadania nie takie, że gdzie obiad, w konkluzji: pewnie dlatego tak wyglądam", a wyglądam jak wyglądam niezmiennie od dziecka, bez względu na to, czy żarłam mięso, byłam na żywieniu makrobiotycznym, wegetarniaźmie czy raw food. Mogłabym jeszcze więcej napisać o tym, że normy, standardy dotyczą ogółu, ale po co? :-) wyflaczyłam się i tak za dużo w tym poście :-)
Nie mniej jednak dalej propozycje dr Dąbrowskiej:
ŚNIADANIE: surówka: jabłko z chrzanem; sok wielowarzywny: marchew, seler, rzepa, burak, cytryna; kalafior gotowany; pomidor z ogórkiem kiszonym; herbata z dzikiej róży.
OBIAD: gołąbki jarskie; buraczki na gorąco; surówka: pory z jabłkiem; kompot z jabłek.
KOLACJA: surówka: ogórek kiszony, gotowany burak, cebula cebula, surówka: świeża kapusta, (i uwaga!!): melon, jabłko; sok jabłkowy; herbata z hibiskusa.
A moje jedzenie "niemieszczące się w normach" :-) z dzsiejszego dnia, to:
- herbata z hibiskusa (kwiatu czarnej malwy)
- pomidory z odrobiną czosnku
- zupa z dyni i "jarzynki"
- wczorajszy bigos/chili/leczo
- jabłka - głównie w postaci soku
