Szukaj na tym blogu

Translate

niedziela, 27 lutego 2011

Czy można mieć alergię na kawę i herbatę?

O kawie i herbacie kilka słów pisałam tutaj. Dziś o tych ciepłych i wspaniałych napojach po raz kolejny, ale nieco w innym świetle.

Skąd się bierze uczulenie po kawie i herbacie?

Jest na to kilka przyczyn. Jednak wyjść należy od słabego systemu immunologicznego. Osłabione jelita, złogi, zła dieta czy po prostu ogólniej rzecz biorąc niedopowiedni styl życia mogą powodować odczuwanie różnego rodzaju dolegliwości. Są to jedne z podstawowych przyczyn naszych problemów po wypiciu herbaty czy kawy.

Po ich wykluczeniu należy zadać sobie pytanie: Czy piję herbatę w tzw. torebkach?

Autorka oryginalnego artykułu mówi o jedynej zalecie woreczków z napojami: są po prostu wygodne. Wrzucamy, zalewamy, wyrzucamy. Nic nam na zębach nie zostaje, nie pływa w kubku, nie trzeba wygrzebywać fusów...Ładnie, szybko i chciałoby się wręcz powiedziec: estetycznie.

Torebka jest nasączona impregnantami, zamknięta niklowym zszywaczem (nikiel powoduje alergię). W przypadku sklejenia można troszkę pogłówkować nad klejem... w składzie herbatki na pewno nie ma składu torebki, a np. rzeczony klej może powodować podrażnienie błon śluzowych żołądka. Przy okazji nikt nie da nam gwarancji, że składniki kleju zostaną wydalone z naszego organizmu w 100%.


Wokół kawy

Warto się zastanowić i odpowiedzieć sobie na pytania: dlaczego na rynku są dostępne maszyny obsługujące wyłacznie kapsułki jednej lub podobnych firm? W gotowych kubeczkach z esencją kawową mamy to co producent chce sprzedać. Gdy robimy sami kawę można dodać odpowiednie przyprawy, zmielic ziarna i cieszyc sie ich zapachem a potem aromaten zaparzanej kawy...Ale znów stawiamy na oszczędność czasu! ;-)

W czym przechowujemy, przygotowujemy kawę? Aluminiowy czajnik? Albo niklowany ekspres? Aluminium jakby nie patrzył szkodzi zdrowiu, nikiel również, a wypijania codziennie kawa to codzienna porcja niklu lub aluminium, odkładana stopniowo przez X lat może nieciekawie wyglądać. Dalej patrzymy na emalię, ceramikę, lub miedź - znów się odkłada i może uczulać.


Smak i aromat

Pisałam już kiedyś, żeby się przekonać jaki kolor może mieć herbata wystarczy ją samemu przygotować od A do Z. Jeśli będą to różnego rodzaju owoce kolory bedą się wahać od ciemnożółtych, przez pomarańcze, czerwienie do fioletów. Herbatka z ziół niezbyt przyjemna w odbiorze bo jest "nijaka", bo "siki Weroniki" kolorek byle jaki i jak to podać gościom ;-) - czyli jasno żółte i zielone.

Tymczasem w sklepach dostajemy: czarne, białe, zielone, czerwone... Barwione niekoniecznie wiemy czym.
Aromat: czarna herbata o smaku pomarańczy, zielona o smaku wanilii, albo biała z aromatem mandarynki, lub czerwona z aromatem cytrusów, a czymże jest ten aromat? Wątpię by wydobywał się z 2% tej mandarynki w całej herbacie, czy 0,7% hibiskusa... a żywność modyfikowana genetycznie? Czy oby dodatki do herbat lub kawy nie są z dodatkiem GMO? Uczulenie i choroby murowane.


Czarna herbata i cytryna

Herbatkę czarną należy koniecznie posłodzić i dodać liść laurowy. Czarne gatunki herbaty są mniej korzystne dla zdrowia, ponieważ w ich składzie znajdują się substancje garbnikowe, które wysuszają układ pokarmowy.
Żeby zminimalizować „szkodliwe” działanie czarnej herbaty, podczas parzenia powinno się dodawać przynajmniej jeden liść laurowy, w wyniku czego herbata nabiera delikatnego aromatu, a szkodliwe substancje znajdujące się w herbacie zanikają.
Nie należy nigdy pić czarnej herbaty z cytryną. Ponieważ powstają wtedy związki nieprzyjazne dla żołądka i pomimo przyjemności picia zgaga piecze. Jak podaje p. Maria: "żaden Chińczyk nie wrzuciłby do herbaty cytryny.  A już na pewno nie w zimie. To idea smakowa z lat, kiedy nie było niczego (jak mówią niektórzy) i w żadnym wypadku nie powinna być kontynuowana, bo przeczy i wiedzy teoretycznej i doświadczeniu. Nie róbmy sobie na siłę kuku".



.............................
Źródła:
1. http://naturalhealthconsult.wordpress.com/2010/02/03/alergie-cz-1-kawa-herbata/
2. M. Tombak "Czy można żyć 150 lat?"
3. zdjęcia: kobieta.interia.pl/, najlepszaherbata.pl.

sobota, 26 lutego 2011

moje kosmetyki i krótka historia...



Żródło: http://drogeria.biz/konkurs/
      


      Kilka dobrych lat temu przy sprawdzaniu składu rzekomo "naturalnego" składu pewnego balsamu do ciała natknęłam się na artykuły na temat szkodliwych substancji w kosmetykach, obejrzałam kilka filmów, poczytałam na blogach innych osób i w efekcie w ciągu około 4 dni wyrzuciłam, hm...40 sztuk?, może więcej czasem dość drogich kosmetyków tzw. pielęgnacyjnych i dość dużą ilość kosmetyków kolorowych.    


     Moje współlokatorki z tamtych czasów robiły wielkie oczy ze zdziwienia - ja - pracująca w firmie kosmetycznej, po szkoleniach, zaangażowana w różnego rodzaju działania i imprezy związane z kosmetykami nagle pozbywam się praktycznie wszystkiego ze swojej łazienki i kosmetyczki... Do dziś uważam, że był to jeden z lepszych dni mojego życia ;-).
      Internet też tu zdziałał cud, no bo niby gdzie miałam znaleźć informacje na temat np. parabenów? Popularne, kobiece i młodzieżowe magazyny, ale i uwaga męskie również pisały parę razy na temat szkodliwości, ale słońca i promieni UV i konieczności smarowania się kremami....z parabenami oczywiście...
      Obecnie powoli staram się przestawić na kosmetyki nietestowane na zwierzętach (kosmetyki kolorowe zazwyczaj kupuję tzw. tradycyjne, ponieważ cena wegańskich powala na kolana), uczę się, że etykietka "nietestowane na zwierzętach" może oznaczać, że np. tusz znanej firmy nie był sprawdzany na rzęsach królików, ale składniki do zrobienia tego ulubionego kosemtyku nie zawsze były wegańskie, o czym z opakowania tuszu się nie dowiemy, a co jest zgodne z prawem. Paranoja? ;-) Nie sądzę. Obejrzyjcie film, który proponowała Basia, i zdjęcia z bloga Belli i powiedzcie mi, że szaleństwem jest przestawienie się na kosmetyki wege!

      O. się naoglądała i naczytała na temat kosmetyków na moim blogu i rzuciła wyzwanie, czy może bardziej pytanie: "(...) wciąż ta chemia i chemia, może Aniu tak powiesz co sama używasz? bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że spędzasz pół godziny na kupowaniu balsamu do ciała ze spisem trucizn, i wciąż używasz tylko kosmetyków z naturalnych składników, albo robisz je sama(...)". Dzięki O. za ciągłe motywowanie mnie do napisania tego posta ;-). Zapewne o czymś zapomnę, albo ktoś z Was będzie miał jakieś pytanie - piszcie. A na temat szkodliwości pewnych substancji w kosmetykach oczywiście mozeci poczytać na blogu w zakładce: kosmetyki (zewnętrzna higiena ciała).


    Jak już wspominałam, albo i nie: obecnie nie mam już 5 balsamów do ciała, 10 żeli, 7 szamponów, kremu na dzień, kremu na noc, na zimę, na lato itd. ;-), ograniczałam się przez te kilka lat jak się da, ale niestety wciąż szukam odpowiedników tych "niezdrowych" ulubionych kosmetyków, czy staram się ograniczyć to co mam do najbardziej nięzbędnych - aby pokazać również, że kobieta może mieć małą półkę w łazience, 2 szampony, 1 balsam, żyć bez mydła i nadal ładnie pachnieć i dobrze wyglądać. Poniżej podaję moją własną listę kupowanych, gotowych kosmetyków do pielęgnacji ciała - specyfiki zdrowe, sprawdzone i ulubione. Na temat kosmetyków naturalnych, robionych samodzielnie potrzebuję osobnego posta i trochę czasu, ponieważ zebranie tego w całość, wymaga dużo pracy, biegania z notatnikiem - bo wciąż mi sie coś przypomina, i sprawdzenia jeszcze kilku nowych przepisów.
Zaczynamy:


Oleje i olejki:



      Dziś nie wyobrażam sobie życia bez tych cudów, małych i dużych, czasem pachnących, a czasem śmierdzących ;-). Ceny, składy są dość zróżnicowane, ale jednak mam swoich faworytów:
  • oliwa z oliwek i winogron- do wszystkiego  kuchni, do płukania jamy ustnej, do mikstury Słoneckiego, do ciała jako balsam, jako krem do rąk, czasem do demakijażu, do pielęgnacji włosów,
  • olej zimnotłoczony z awokado - ze względu na kosmiczną cenę ma jeden cel: demakijaż (odrobinę  wmasować w całą twarz, a makijaż oczu z pomocą wacików zmyć), stosuję raz na ok. 2 tygodnie, pomysł od Belli - dziękuję !,
  • olej zimnotłoczony z wiesiołka - jako suplement diety, bardzo rzadko jako maseczka do twarzy,
  • olej z wątroby dorsza - popularny tran - suplement diety, czasem jako kuracja na paznokcie, czy na dłonie,
  • olejek herbaciany - inhalacje w ramach oczyszczania ogranizmu z metali ciężkich po chemitrail, punktowo na tzw. wypryski,
  • tłuszcz kokosowy - głównie jako: balsam do ciała, krem do rak, balsam - odżywka na włosy, balsam do ust, ale i w kuchni używam go jako składnika potraw;-),
  • olejek Diaderma z beta karotenem - wiadomo: opalenizna,
  • olejek rycynowy - na złamane paznokcie, zrogowacenia skóry, czy jako odżywka do rzęs, brwi i włosów,
  • olejek Nuxe - balsam do ciała, odżywka do włosów, tu uwaga polecam wersję "czystą" bez dodatku drobinek.

Pozostałe kosmetyki (tabelę dosłownie: mordowałam kilka dni, niestey tylko w tej formie mogłam ją tu zamieśćić, linki z tabeli są wypisane poniżej;-). Kilkając w tabelkę można ją obejrzeć w czytelniejszej formie.





Linki z tabeli:



źródło: http://nynebunnies.tumblr.com/


Kosmetyki, których już stoją chyba tyko dla ozdoby i używam ich od "wielkiego dzwonu":

  • żel do twarzy firmy G. - jego skład pozostawia wiele do życzenia, pomimo, że firma się reklamuje jako: czerpiąca składniki z natury,
  • krem Nivea - wolę maść z wit. A na suche łokcie i kolana, więc po co go mam?....,
  • jedwab do włosów - tutaj nadal poszukuję odpowiednika w wersji zdrowszej, mam grube, i długie włosy i uczesanie ich po umyciu, w ogóle codzienna pielęgnacja wymaga dość dużo cierpliwości,
  • odżywka do włosów -  w sumie tutaj odpowiedniki zdrowsze mam, ale pomimo, że skład nie jest tak do końca zdrowy (1paraben na koncie) nie wyrzucę jej
  • sól do kąpieli - kupuję taką najbardziej zdrową, bez dodatków, dlaczego nie korzystam z soli morskiej? - jest zbyt droga by używać jej do kąpieli,
  • oliwka dla dzieci firmy G. - balsam, ale w wersji do podróżowania, po akcjach z olejkami wolę przewozić bezpieczniejszy (niekoniecznie zdrowy) odpowiednik,
  • płyn do higieny intymnej - stoi nieużywany.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...