Słabość do pasztetów narodziła się kilka lat temu, gdy przyszedł pomysł na zdrowsze żywienie, a że owy produkt wykonać można ze wszystkiego (chyba ;-) i jeść ze wszystkim, to człowiek manifestuje swoją wyobraźnię, modyfikuje typowo mięsne przepisy, coś dosypie, doleje i takie cuda konsumuje. Wytrzymałość też duża, ale lepiej okrywać papierem/folią przed włożeniem do lodówki, pokrojony pasztet w kawałki zamrozić też się da, jeść można na ciepło, na zimno, na kanapkę, do zupy, sałatki, omletu... czego dusza zapragnie.
PASZTET Z RYŻU I SŁONECZNIKA
Bohaterowie: 0,5 kg ryżu
0,5 kg pestek słonecznika + dodatkowo 0,5 szklanki
0,5 szklanki sezamu czarnego
0,5 szklanki pestek dyni
0,5 szklanki oliwek
ostropest plamisty
0,5 szklanki oliwy
przyprawy
*Z podanych składników otrzymamy masę na 2 długie blaszki keksówki.
Ryż i słonecznik gotujemy osobno, przepuszczamy przez maszynkę do mięsa. Pozostałe nasiona prażymy na suchej patelni, część mielimy. Wyrobiamy gładką masę i dodajemy ulubione przyprawy oraz oliwę, która ma na celu zapobiegać wysuszeniu pasztetu. Piec około 50 minut w 180 st. C.
A tu ciekawy przepis na pasztet z kolorowej soczewicy ;-)

