Szukaj na tym blogu

Translate

sobota, 26 lutego 2011

moje kosmetyki i krótka historia...



Żródło: http://drogeria.biz/konkurs/
      


      Kilka dobrych lat temu przy sprawdzaniu składu rzekomo "naturalnego" składu pewnego balsamu do ciała natknęłam się na artykuły na temat szkodliwych substancji w kosmetykach, obejrzałam kilka filmów, poczytałam na blogach innych osób i w efekcie w ciągu około 4 dni wyrzuciłam, hm...40 sztuk?, może więcej czasem dość drogich kosmetyków tzw. pielęgnacyjnych i dość dużą ilość kosmetyków kolorowych.    


     Moje współlokatorki z tamtych czasów robiły wielkie oczy ze zdziwienia - ja - pracująca w firmie kosmetycznej, po szkoleniach, zaangażowana w różnego rodzaju działania i imprezy związane z kosmetykami nagle pozbywam się praktycznie wszystkiego ze swojej łazienki i kosmetyczki... Do dziś uważam, że był to jeden z lepszych dni mojego życia ;-).
      Internet też tu zdziałał cud, no bo niby gdzie miałam znaleźć informacje na temat np. parabenów? Popularne, kobiece i młodzieżowe magazyny, ale i uwaga męskie również pisały parę razy na temat szkodliwości, ale słońca i promieni UV i konieczności smarowania się kremami....z parabenami oczywiście...
      Obecnie powoli staram się przestawić na kosmetyki nietestowane na zwierzętach (kosmetyki kolorowe zazwyczaj kupuję tzw. tradycyjne, ponieważ cena wegańskich powala na kolana), uczę się, że etykietka "nietestowane na zwierzętach" może oznaczać, że np. tusz znanej firmy nie był sprawdzany na rzęsach królików, ale składniki do zrobienia tego ulubionego kosemtyku nie zawsze były wegańskie, o czym z opakowania tuszu się nie dowiemy, a co jest zgodne z prawem. Paranoja? ;-) Nie sądzę. Obejrzyjcie film, który proponowała Basia, i zdjęcia z bloga Belli i powiedzcie mi, że szaleństwem jest przestawienie się na kosmetyki wege!

      O. się naoglądała i naczytała na temat kosmetyków na moim blogu i rzuciła wyzwanie, czy może bardziej pytanie: "(...) wciąż ta chemia i chemia, może Aniu tak powiesz co sama używasz? bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że spędzasz pół godziny na kupowaniu balsamu do ciała ze spisem trucizn, i wciąż używasz tylko kosmetyków z naturalnych składników, albo robisz je sama(...)". Dzięki O. za ciągłe motywowanie mnie do napisania tego posta ;-). Zapewne o czymś zapomnę, albo ktoś z Was będzie miał jakieś pytanie - piszcie. A na temat szkodliwości pewnych substancji w kosmetykach oczywiście mozeci poczytać na blogu w zakładce: kosmetyki (zewnętrzna higiena ciała).


    Jak już wspominałam, albo i nie: obecnie nie mam już 5 balsamów do ciała, 10 żeli, 7 szamponów, kremu na dzień, kremu na noc, na zimę, na lato itd. ;-), ograniczałam się przez te kilka lat jak się da, ale niestety wciąż szukam odpowiedników tych "niezdrowych" ulubionych kosmetyków, czy staram się ograniczyć to co mam do najbardziej nięzbędnych - aby pokazać również, że kobieta może mieć małą półkę w łazience, 2 szampony, 1 balsam, żyć bez mydła i nadal ładnie pachnieć i dobrze wyglądać. Poniżej podaję moją własną listę kupowanych, gotowych kosmetyków do pielęgnacji ciała - specyfiki zdrowe, sprawdzone i ulubione. Na temat kosmetyków naturalnych, robionych samodzielnie potrzebuję osobnego posta i trochę czasu, ponieważ zebranie tego w całość, wymaga dużo pracy, biegania z notatnikiem - bo wciąż mi sie coś przypomina, i sprawdzenia jeszcze kilku nowych przepisów.
Zaczynamy:


Oleje i olejki:



      Dziś nie wyobrażam sobie życia bez tych cudów, małych i dużych, czasem pachnących, a czasem śmierdzących ;-). Ceny, składy są dość zróżnicowane, ale jednak mam swoich faworytów:
  • oliwa z oliwek i winogron- do wszystkiego  kuchni, do płukania jamy ustnej, do mikstury Słoneckiego, do ciała jako balsam, jako krem do rąk, czasem do demakijażu, do pielęgnacji włosów,
  • olej zimnotłoczony z awokado - ze względu na kosmiczną cenę ma jeden cel: demakijaż (odrobinę  wmasować w całą twarz, a makijaż oczu z pomocą wacików zmyć), stosuję raz na ok. 2 tygodnie, pomysł od Belli - dziękuję !,
  • olej zimnotłoczony z wiesiołka - jako suplement diety, bardzo rzadko jako maseczka do twarzy,
  • olej z wątroby dorsza - popularny tran - suplement diety, czasem jako kuracja na paznokcie, czy na dłonie,
  • olejek herbaciany - inhalacje w ramach oczyszczania ogranizmu z metali ciężkich po chemitrail, punktowo na tzw. wypryski,
  • tłuszcz kokosowy - głównie jako: balsam do ciała, krem do rak, balsam - odżywka na włosy, balsam do ust, ale i w kuchni używam go jako składnika potraw;-),
  • olejek Diaderma z beta karotenem - wiadomo: opalenizna,
  • olejek rycynowy - na złamane paznokcie, zrogowacenia skóry, czy jako odżywka do rzęs, brwi i włosów,
  • olejek Nuxe - balsam do ciała, odżywka do włosów, tu uwaga polecam wersję "czystą" bez dodatku drobinek.

Pozostałe kosmetyki (tabelę dosłownie: mordowałam kilka dni, niestey tylko w tej formie mogłam ją tu zamieśćić, linki z tabeli są wypisane poniżej;-). Kilkając w tabelkę można ją obejrzeć w czytelniejszej formie.





Linki z tabeli:



źródło: http://nynebunnies.tumblr.com/


Kosmetyki, których już stoją chyba tyko dla ozdoby i używam ich od "wielkiego dzwonu":

  • żel do twarzy firmy G. - jego skład pozostawia wiele do życzenia, pomimo, że firma się reklamuje jako: czerpiąca składniki z natury,
  • krem Nivea - wolę maść z wit. A na suche łokcie i kolana, więc po co go mam?....,
  • jedwab do włosów - tutaj nadal poszukuję odpowiednika w wersji zdrowszej, mam grube, i długie włosy i uczesanie ich po umyciu, w ogóle codzienna pielęgnacja wymaga dość dużo cierpliwości,
  • odżywka do włosów -  w sumie tutaj odpowiedniki zdrowsze mam, ale pomimo, że skład nie jest tak do końca zdrowy (1paraben na koncie) nie wyrzucę jej
  • sól do kąpieli - kupuję taką najbardziej zdrową, bez dodatków, dlaczego nie korzystam z soli morskiej? - jest zbyt droga by używać jej do kąpieli,
  • oliwka dla dzieci firmy G. - balsam, ale w wersji do podróżowania, po akcjach z olejkami wolę przewozić bezpieczniejszy (niekoniecznie zdrowy) odpowiednik,
  • płyn do higieny intymnej - stoi nieużywany.

16 komentarzy:

  1. Biały Jeleń rządzi! - Sam używam ale mi się kończą zapasy. Jak będę w Polsce na wielkanoc muszę uzupełnić.

    Do tego mam: pastę bez fluoru (Waitrose), dezodorand "Dr Organic" z drzewa herbacianego, kremuje się krememe mojego bobasa z oliwy z oliwek lub oleju kokosowego (Waitrose) . Szamponu nie używam (i żyję) - czasem zrobię sobie maseczkę na włosy z awokado.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sokomaniaku cieszę sie bardzo, że napisałeś co sam używasz. Zapasy są konieczne i to w dużej ilości ponieważ ceny wszystkigo idzią dość mocno w górę.

    Co do dezodorantu - spotkałam się z wieloma opiniami, że drzewo herbaciane w dezodorancie to bardzo dobra rzecz, mam przepis jak zrobić go samemu i zapewne przetestuję.

    Z szamponem u mnie by było ciężko, bo i dużo i gęsto i długo - więc nie ma zmiłuj się.

    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu kochana!
      U mnie rowniez duzo i gesto i dlugo, czsami uzywam jako szamponu zelu pod prysznic z bodyshopa

      http://www.thebodyshop.co.uk/_en/_gb/catalog/product.aspx?ParentCatCode=C_BathBody&CatCode=C_BathBody_BathShower&prdcode=85282m

      chce sprobowac mydla aleppo, ale sie boje co dalej. Odzywki rowniez kupowalam z bodyshopa:

      http://www.thebodyshop.co.uk/_en/_gb/catalog/product.aspx?ParentCatCode=C_Hair&CatCode=C_Hair_Conditioner&prdcode=85045m

      ale robia mi one cos dziwnego z wlosami od pewnego czasu - tyl tlusty, przod tak suchy, ze grzebien nie przejdzie. Teaz uzywam jedwabiu w spreju, bo inaczej byloby naprawde ciezko.

      I nie wiem teraz jak sobie radzic.

      Jedna z siostr powiedziala mi ostatnio, ze skora jej platami schodzila z glowy, nawet naturalne szampony/odzywki zaognialy jej kondycje. W koncu wyczytala gdzies w internecie ze soda z woda pomaga. I zaczela myc wlosy i przeszlo w oka mgnieniu. 1 szklanka sody na 4 szklanki wody. Albo sobie w butelce odmierzyc trzeba. A jaka ty masz odzywke naturalna? Bo jakos czuje ze na nasze wlosy ta soda nie wystarczy...


      M

      Usuń
    2. Moniko

      Ja nawet nie widziałam tych kometyków z BS na oczy, ale czytam że są dość ciekawe.
      Mydła Alepp jeszcze nie stosowałaś? Przecież to po sąsiedzku u producenta dostępne ;-)
      Mam Alepp, ale nie myłam nim jeszcze głowy, al tylko twarz. Tabelka jest "stara: już i dużo rzeczy się pozmieniało u mnie.
      Włosy masz pewnie różne, i odzywka mogła je częściwow obciążyć. Spróbój płukać w naparze z pokrzywy lub skrzypu, albo w occie jabłkowym, około2-3 łyżki na litr.
      A z siostrą, czy ona nie miała łupieżu? Ja miałam taki sam problem i "leczyłam" go słynnymi szamponami przeciwłupieżowymi z apteki i było podobnie jak u Twojej siostry: coraz gorzej. Przerzuciałam się na kostki do mycia włosów, szampony bez SLSów, olejowanie włosów i naturę! Do dziś jest wszystko ok ;-).

      Soda jest fajna, ale ja jej nie używam za często. Robię peeling głowy: garść soli morskiej+łyżka sody+ odrobina szmaponu i wcieram to w skórę głowy. Ale robię to po to by oczyścić skórę, a nie po to by ją umyć...i na dodatek nie częsciej w ten sposób niż raz na 1-2 miesiące.

      Odżywki...hm... przypomnij mi się na e-maila bo dużo tego jest;-).

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Mydło szare ma w sobie też sporo różnych rzeczy nie, także ja kupuje jakieś tam 'naturalne' za 10zł (cena trochę kosmiczna).
    Do listy dodałbym jeszcze wodę utlenioną do płukania ust.

    OdpowiedzUsuń
  4. Drogi Anonimie mydło szare też nie do końca rewelacyjne, ale powoli uczę się żyć bez jakiegokolwiek mydła ;-). Cena Twojego mydła rzeczywiście powala na kolana, a jest wydajne chociaż?
    Ciekawa jestem co do wody utlenionej, co prawda książka Nieumywakina "woda uteniona" stoi na półce do przecztania...no ale pytanie: jak płuszesz jamę ustną wodą?

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy moje mydło jest wydajne :) - takie sobie mi wystarcza napewno się nie pieni jak te standardowe i co zauważyłem to można podobnie jak w dziecinnych latach można leżeć długo w wannie i skóra zaczyna się 'marszczyć' po długim czasie. Używając zwykłego mydła i szamponu od razu mi się skóra na palcach 'marszczy'.
    A płukanie wodą utlenioną to zwyczajnie płukanie jamy ustnej roztworem wody ok. łyżeczka wody utlenionej na szklankę wody.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aniu, dziękuję za ten post! Otwiera mi oczy na to, czego dotychczas nie dostrzegałam, a próbując dostrzec, bardzo się wysilałam. Będę Cię naśladować ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimie - co do tego "marszczenia" skóry mam podobne obserwacje ;-). A jeszcze się zapytam czy mydło ma w składzie glicerynę?
    Za wodę utelnioną dziękuję - zapewne po najbliższych zakupach przetestuję. Jeśli możesz napisz mi jeszcze jak często można takie płukanie stosować. Czy są jakieś ograniczenia?

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudzinko - ale sie cieszę z Twoich ciepłych słów. Pamiętaj Kochana, że ja pomimo wiedzy jaką mam dziś nadal sie uczę i poszukuję drowszych rozwiązań. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak mydło ma w składzie glicerynę (niby z upraw ekologicznych) - tutaj link: http://www.urtekram.dk/productdetails_bodycare/?tx_ttproducts_pi1[begin_at]=72&tx_ttproducts_pi1[backPID]=1107&tx_ttproducts_pi1[product]=661&cHash=e0b31f3062

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za link. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam serdecznie:)
    Ja używam mydła Biały Wielbłąd, nie ma w składzie łoju zwierzęcego tylko olej roślinny, co jest dla mnie bardzo ważne. Do mycia twarzy używam mydła Alepp 70%, jako balsamu oleju kokosowego Efiavit, szamponu Alterra, pod pachy ałun Crystal, a na twarz masło shea i krem Alterra lub Hipp dla bobasów.
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  12. Kasiu

    Bardzo się cieszę, że napisałaś czego Ty używasz.
    Mydła szarego używam coraz mniej, ale jednak pozostanę mu wierna chyba do końca życia;-)
    Wszystkie kosmetyki znam,oprócz mydła Alepp, i jedynie oliwa dopiero jest na liście zakupów.Od masła shea, wolę jdnak kakaowe, ale przetapiam je i dodaje odrobinę ciekłego oleju np. z pestek brzoskwini ze Zrób Sobie Krem, smarowalność jest wtedy nieco lepsza.

    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  13. do ust polecam maść nagietkową elissa. wszystkie balsamy i pomadki się przy niej chowają. działa świetnie zwłaszcza jeśli ktoś ma naprawdę suche usta. po nałożeniu średnio grubej warstwy czuje się jej działanie - coś jakby lekkie mrowienie, ale takie ledwo odczuwalne. przynajmniej ja coś takiego czułam, to chyba znak, że usta się regenerują dzięki nagietkowi i tak ma być:)

    aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aga

      Tą maść sprawdzę przy najbliższej okazji - dziękuję.

      Pozdrawiam

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwuj przez e-mail: