Szukaj na tym blogu

Translate

niedziela, 13 marca 2011

Wywiad z rzeźnikiem, który został wegetarianinem

      Męczycie mnie z wegetarianizmem.... A ja już tyle razy powtarzałam, że nie mam za bardzo ochoty się wypowiadać na ten temat. Jedyne co mogę na tym blogu zrobić w kierunku mięsa - podać Wam kilka wywiadów, filmików czy opinii wyszukanych gdzieś, kiedyś. Opinię każdy z nas powinien wyrobić sobie samodzielnie, posiadając oczywiście wiedzę zarówno o sposobach hodowli, przgotowywania mięsa, przechowywania... Dziś wywiad z rzeźnikiem.

Źródło: chefpaul.net

"Jakie są, ogólnie mówiąc, najznakomitsze myśli, które pamiętasz z czasów kiedy byłeś rzeźnikiem?

    Nie znałem siebie i świadomie, wiedziałem, nie działałem jak istota ludzka.

Ile czasu spędziłeś pracując jako rzeźnik?

    11 lat, nie wliczając roku, który spędziłem robiąc to podczas służby wojskowej.

Jak trafiłeś do zawodu?

    Nie wszedłem sam z siebie, zostałem wprowadzony. Mój ojciec mówił mi od wczesnych lat o idei otrzymania pracy i chociaż rankiem próbowałem być w szkole to popołudniu musiałem pracować w sklepie rzeźniczym. Kiedy miałem 14 lat ojciec zachorował i musiałem rzucić szkołę (mimo, że miałem stypendium) ponieważ praca trwała od 6 rano do 23 w nocy.

Opowiedz nam o odejściu ze sklepu rzeźniczego i stawaniu się wegetarianinem...

     Wierzę, że każdy prędzej czy później osiągnie przebudzenie, myślę że wychodzi to z serca. To było konsekwencją wejrzenia do wnętrza mojej duszy i rozpoczęcia przemyśleń kim naprawdę jestem. Miałem wiele snów z dzieciństwa, pochodzących z okropnych przeżyć: załadunek jagniąt - ofiar, gdy miałem 9 lub 10 lat. Zajmowałem się owcami jako pastuch z Guadalajary, co polegało na spędzaniu całej nocy zarzynając około 600 jagniąt; jedno z nich było ze mną całą noc, troszczyłem się o nie i bawiłem się z nim aż do momentu gdy nastąpił wstrząs, oni zabrali je ode mnie, powiesili głową w dół i poderżnęli gardło. Sam fakt bycia tam i oglądania tej masowej rzezi jest dla młodego chłopca całkowitym szokiem, zwłaszcza gdy słyszy się głośny głos matek stojących na przeciwko śmierci swoich dzieci. Można również zauważyć reakcję owiec, niektóre są cicho gdy inne próbują uciec biegnąc, one nigdy nie okazują agresywnych zachowań, są bardzo pacyfistycznymi zwierzętami.

Czy rzeź powtarzała się?

     Tak, zwłaszcza podczas Świąt Bożego Narodzenia. Tutaj w Madrycie jest dużo rzeźni i rzeźnicy mogą kupować mięso bezpośrednio od nich [w Hiszpanii rzeźnikami nazywa się też osoby zajmujące się wytwarzaniem produktów mięsnych czyli naszych masarzy - dop. red.]. W każdym razie, w innych regionach Hiszpanii, głównie w małych wioskach, nie ma rzeźni i rzeźnicy muszą się zwracać do najbliższego bacy. Kupują owce bezpośrednio u niego i zabijają zwierzęta sami, nawet baca. Pamiętam raz jak pociąg przejechał przez stado owiec i je pozabijał. Wagony roznosiły wnętrzności zwierząt po całych torach aż wiadomość o tym dotarła do wsi i jacyś rzeźnicy z Madrytu przybyli pozbierać martwe ciała z szyn i sprzedali je 5 dni później po niższej cenie.
    Kiedy mówimy o rzeźniach to mamy na myśli np. The Legazpi (w Madrycie) z wysoką technologią, stosowanie wszelkich regulacji itp., lub Alca de Henares. Jednak większość mięsa konsumowanego w wiejskich obszarach pochodzi z innych rzeźni. Bez technologii lub nawet takich gdzie zwierzęta są nożem przez rzeźników sprzedających później ich mięso.

To jest zupełnie zaskakujące co mówisz o pasterzach owiec, to burzy typowy obraz bacy...

    To prawda, to nie ma nic wspólnego z uroczym pastuszkiem z fletem, lub Piotrem z książki o Heidi. Tym niemniej oni są zwykłymi ludźmi z najbliższej wsi, zimnymi ignorantami bez uczuć, z urazami psychicznymi postępującymi w czasie. Tutaj występuje wysoki procent seksualnych nadużyć wobec zwierząt, wraz z wieloma innymi typowymi nadużyciami.

Opowiedz o procesie przetwarzania mięsa, od śmierci zwierzęcia po otrzymanie mięsa przez konsumenta.

      Pamiętajmy, że właśnie zabite zwierzęta są sprowadzane bezpośrednio do rzeźni reprezentującej sieć magazynów lub rzeźnik idzie tam i selekcjonuje mięso, które chcą. Potem podążają ciężarówkami do magazynów gdzie się rąbie mięso (kiedy mówimy o dużych magazynach), zaczynają szykować mięso do podziału i dystrybucji do innych sklepów. W sklepie rzeźnik sam przetwarza mięso i ma tylko jedną przesłankę: osiągnąć jak najwyższy zysk jak najmniejszym kosztem.

Jak się postępuje aby otrzymać potrzebne zyski?

     To zależy, każdy ma własne sposoby. Zwykle "świeże" mięso zostaje poddane całkowitemu przetworzeniu oddzielnie od kiełbas, ponieważ mięso używane do kiełbas jest najgorsze i najniższej jakości. "Świeże" mięso, kiedy poleży przez jakiś czas w wielkich lodówkach zaczyna brzydko pachnieć i gnić, wtedy właśnie używa się chemicznych proszków. Mięso umieszcza się w pełnych wody kontenerach i dodaje się proszków, leży całą noc i następnego ranka, po usunięciu wody znów wygląda na świeże. Jeśli chodzi o wołowinę to proszki także są używane, bezpośrednio do mięsa co jest nielegalne. Niektóre substancje są co prawda legalne, ale większość z nich nie jest dopuszczalna. Jedną, salfema (całkowicie zakazana) dolewa się do zgniłej cielęciny (dolewa się nawet do świeżego mięsa by przetrwało dłuższy czas), mięso absorbuje tą substancje i staje się miękkie, lepkie jak syrop. Powoduje biegunkę, zwłaszcza silną u dzieci, które zaczynają chorować.

A co powiesz o wieprzowinie?

    Prosiak jest wszystkożernym zwierzęciem, więc hodowla jest prosta a koszty niskie. Znam farmę gdzie aktualnie można znaleźć góry odpadów, produktów piekarskich, które stanowią pokarm świń. Prosię może dożyć 20 lat, ale tradycyjnie zabija się je kiedy ma rok, to odnośnie do tradycyjnych rzeźni w małych wioskach. W dzisiejszych czasach prosię przeznaczone na rynek zabija się w wieku 7 miesięcy, jeśli ma odpowiednią wagę. Świnia je wszystko, nawet zainfekowane chemicznie produkty, wszystkie rodzaje lekarstw itp., wszystko jest OK tak długo jak prosię tuczy się. W tym czasie wszystko jest możliwe.

Jakie są konsekwencje otrzymania mięsa w ten sposób?

     Działa tutaj bardzo prosta logika; najniższa jakość pokarmu zwierzęcia powoduje, że mięso wkrótce zaczyna gnić. Zwykle mięso dobre jest dwa dni nie dłużej, potem ma brzydki zapach i zaczyna się proces gnilny. To dlatego wymyślono kiełbasy i mięso marynowane.



Jak te produkty się wytwarza?

     Na marynaty mięso jest już z odpadów. Preparuje się w kontenerach z wodą, pietruszką, cytryną, dzikim majerankiem i chemicznymi dodatkami, których funkcją jest zabicie wszelkich bakterii. Potem, w zależności od rodzaju produktu który zamierza się robić, mięso może być w kontenerach od jednego dnia do całego tygodnia. Następnie wyjmują mięso i marynują z innymi chemikaliami (w teorii jest to papryka, ale faktycznie jest to nic więcej niż antyutleniacze, konserwanty i dodatki).
     Przejdźmy do kiełbas, och to długa historia. Całą książkę można by napisać na ten temat. Jednym z najgorszych produktów jest kiełbasa Bologna, ponieważ w jej wytwarzaniu używa się zgniłego mięsa zmieszanego z chemicznego produktami aż do osiągnięcia fermentacji. Wiele lat temu, w jakimś miejscu, również wrzucano do środka kota (żywego lub martwego) aby sprawdzić, czy mięso było dobrze sfermentowane: to jest czy kot został pochłonięty przez kwas. Kiedy mięso dobrze sfermentuje, dolewa się wszystkie antyutleniacze, konserwanty, przyprawy (ukrywają brzydki zapach), dodatki i proszki, które nadają charakterystyczny smak. Gdy jemy kiełbasę Bologna lub Chorizo [inna typowa hiszpańska kiełbasa - dop. red] różne smaki tych produktów to bezpośrednia konsekwencja wszystkich chemicznych dodatków wlanych do środka.

Jak się produkuje inne kiełbasy?

      Chorizo na przykład, wytwarza inaczej inny rzeźnik lub fabryka mięsa, choć one wszystkie są podobne. Mięso użyte do Chorizo obecnie pochodzi z resztek uboju, które nazbierały się przez cały dzień. W niektórych sklepach rzeźniczych mamy sytuację taką, że zamiata się podłogę i posyła wszystko do produkcji, zawiera to popiół, pety, martwe owady... Kiedy znajdzie się cały stos do użytku (co zwykle zabiera tydzień lub nawet więcej, pamiętając ile trwa proces gnilny), umieszcza się go w maszynie siekającej, która mieli wszystko, rozkładające się mięso i każdą inną rzecz. Potem, wszystkie chemiczne środki wkłada się do kontenerów z wodą i winem, dodaje zmielone "mięso" i miesza. Gdy mieszanka jest gotowa do włożenia do maszyny kiełbasianej, przygotowuje się trzewia owiec. Te wnętrzności przenoszone są w pękach z solą, następnie wkładane do wody, każdy oddzielnie. Potem wprowadza się do maszyny robiącej kiełbasę za pomocą rury i uzupełnia "mięsem", na koniec wiąże się to nitką.

Przypuszczam, że istnieje wiele sztuczek aby zachować świeże mięso przez dłuższy czas niż to jest dozwolone...?

      Małe świnki, gdy nadchodzi popyt, są bardzo trudne do dostania, to jest powód dlaczego większość z nich jest od razu przenoszona w postaci zamrożonej. Pewnego razu podczas Świąt Bożego Narodzenia dostarczono około 1000 małych wieprzków i położono pod ladą w sklepie warzywnym (podczas całych świąt), po kolei zaczęto je rozmrażać, ponieważ zamrożone zostały 10 lat wcześniej!!! Kiedy zamarzają ich skóra robi się czarna, to nie wygląda atrakcyjnie. W tej sytuacji stosuje się sztuczkę, która polega na tym, że kładzie się wieprzowinę i wybiela, potem czyści i na końcu gotuje z krwią jagnięcą aby wyglądała jakby dopiero co zabita świnia. Pierwszej rzeczy jakiej musi się nauczyć rzeźnik jest sprzedać najstarsze kawałki mięsa tak szybko jak to jest możliwe, dlatego istnieje mnóstwo sztuczek. Na przykład wiele produktów jest zalewanych salfemą (pamiętajmy, że jest to nielegalne) aby wyglądały na świeże. Również zwykłą sprawą są szczury w sklepach rzeźniczych, które są zabijane tym samym kamieniem używanym do zdejmowania tłuszczu zwierząt lub nawet nożem, którym kroi się mięso. Ogólnie rzecz biorąc, mógłbym tu przytoczyć tysiące historii takich jak te.

Co wiesz o "wściekłych krowach"?

     Zanim zacznę o tym to przyznam, że sprzedawałem angielską i szkocką cielęcinę, co było zwykłą czynnością. Po przemyśleniu tego, wszystkiemu winna jest sucha karma z ubitych zainfekowanych tą chorobą owiec, które podano krową. W Hiszpanii mamy angielskie owce od 11 lat, nie więcej, z tego co wiem, ponieważ sprzedawałem to mięso od początku. Angielska owca jest dla rzeźnika produktem złej klasy, ponieważ kiedy się ją przygotowuje cuchnie. Wiele owiec posiada białe plamy pośród żeber, ropne bąble, a niektóre z nich są całkiem czerwone z powodu śmierci przez uduszenie podczas transportu. Zgodnie z powiedzeniem: "Wszystko jest OK, skoro to dla Hiszpanii". "Świeże" produkty pochodzą nie tylko z Anglii, gdyż większość białej cielęciny importuje się z Holandii. Oni podają to w skrzynkach wypełnionych torebkami bez powietrza zawierającymi mięso sprzed kilku miesięcy. Sznurek używany do marynatów przychodzi też w takich torebkach z Francji. Dodam, że większość produktów wewnątrz opakowań próżniowych jest zgniła, a nawet jeśli nie to po otworzeniu bardzo śmierdzi ponieważ tak długo były bez powietrza. Z drugiej strony angielska owca jest wciąż do nabycia, pamiętajmy o tym, że jest to choroba dziedziczna i może przechodzić na małe zwierzęta z tych zainfekowanych.


Źródło: handelnowoczesny.pl

Co byś powiedział ludziom, którzy wciąż jedzą mięso?

      Zauważyłem, że bycie wegetarianinem nie jest złe dla naszego zdrowia tak jak twierdzi to wielu lekarzy, chcących byśmy w to uwierzyli. Gdy przyjrzymy się wszystkim mięsnym produktom i ich zawartości, mogę was zapewnić, że to bardzo szkodzi waszemu zdrowiu i myślę, że jeśli jakiś kraj odmawia propagowania wegetarianizmu to tylko z jednej przyczyny: są to ekonomiczne korzyści płynące z tego, jak w Anglii musi się zabić wszystkie 11 milionów bydła, czego nie zrobienie mogłoby spowodować duży deficyt i ekonomiczną dziurę. Nie powinniśmy zapomnieć kto ciągnie zyski z tego biznesu: mnóstwo rolników, posiadaczy ziemskich, agencje transportu, rzeźnie, ubojnie, przetwórnie, sklepy, producenci pasz, posiadacze ziemi gdzie ta pasza wyrosła... Chciałbym powiedzieć tym co jedzą mięso: gdy usiądziecie za stołem musicie się zastanowić czy to jest dobre dla waszego zdrowia, samopoczucia i myślenia? Chciałbym także zapytać ich, ponieważ wiem, że bierze się owieczkę jako słodkie stworzenie ze znanych skeczy telewizyjnych, mając to w głowie wieszacie ją i dobrym ostrym ostrym nożem wbijacie ostrze w gardło, w czasie zarzynania słuchacie wrzasku wypełniającego całe wasze ciało zwierzęcym krzykiem, który zaczął rozlew krwi. Potem musicie przeciąć skórę, wyjąć wnętrzności, organy i zacząć rąbać na płaty. Czy jesteście zdolni zrobić to sami?

Zawsze jest czas na zmianę".

Więcej na temat sposobu przygotowywania wędlin można się dowiedzieć m. in. z tego filmu.

....................................
Źródło:
1. http://weganizm.blox.pl/2009/11/Wywiad-z-rzeznikiem-ktory-zostal-wegetarianinem.html

12 komentarzy:

  1. I znowu aż ciśnie mi się na język: wszystko, ale z umiarem...

    OdpowiedzUsuń
  2. I idealnie Ci się ciśnie...grunt to nie zwariować, mieć świadomość i jeść z umiarem. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomyślałam sobie czy ludzkość w ogóle zna jeszcze słowo umiar do którego nawiązujecie. Bo obserwując współczesny świat trudno znaleźć umiar w czymkolwiek. Gdyby każdy z nas kierował się umiarem dokonując wyborów w naszym życiu, zdecydowanie żyłoby się lepiej i zdrowiej. Wszystkim. Włączając w to Zwierzęta, które są bodaj największymi ofiarami "nowoczesnego" trybu życia. No, oczywiście wyłączając nas samych, ludzkość.
    Wierzę, że takich "nawróconych" rzeźników będzie coraz więcej.
    Pozdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż, ja staram się kupować mięso najlepszej jakości w dobrym sklepie i mam nadzieję, że ww sytuacje mnie ominą. A chorizo lubię, dobrze smakuje na pizzy albo w gulaszu.

    Ps w tekście jest błąd raz napisałaś "chorio" zamiast "chorizo"

    OdpowiedzUsuń
  5. Moniko, świetnie napisane. Im dłużej żyję tym więcej "nieumiaru" dostrzegam. Od codziennych zwykłych spraw zaczynając...

    OdpowiedzUsuń
  6. Monika powtórzę się za A Zete'em: idealnie ujełaś sedno tego wywiadu ;-), dziękuję Ci za komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  7. Sokomaniaku miejmy nadzieję, że nie trafisz na dziwne cuda. Najlepiej by było robić wędliny samemu, albo kupować od sąsiada.....
    I dzięki za zauważenie byka - poprawiono 1 ;-)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. A Zet o tym nieumiarze to chyba najlepiej tak jak kiedyś pisałeś popatrzecna to ile pożywienia się wyrzuca.. smutne to. Konsumpocjonizm masy optętał.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aniu, pewno miałaś na myśli mięso wegetariańskie od sąsiada....

    Ja nie wiem, czy może być mięso o jakości dobrej do spożywania, ba, nawet najlepszej jakości. Chyba najlepszej ... bo krwawej.

    Dzięki Aniu, za ten post.
    Wrażliwy i dobroduszny musiał być autor tej historii jeśli zrezygnował z takiego biznesu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Krysiu w wielu filmach np. "Królestwo spokoju: Podróż do domu."
    widać, że ludzie którzy nawet zajmują się ubojem prędzej czy później jakby rozumieją w czym rzecz..

    OdpowiedzUsuń
  11. No, w przyszłości będę musiał się dostosować do marnowania jedzenia kilogramami!

    OdpowiedzUsuń
  12. Artur a tego do domu zabierać nie mógłbyś? Albo się umówić z jakimś bezdomnym, albo freeganem, że będziesz o umówionej godzinie oddawał to wszystko?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwuj przez e-mail: