Szukaj na tym blogu

Translate

czwartek, 6 stycznia 2011

pasztet z ryżu i słonecznika w rolach głównych

Słabość do pasztetów narodziła się kilka lat temu, gdy przyszedł pomysł na zdrowsze żywienie, a że owy produkt wykonać można ze wszystkiego (chyba ;-) i jeść ze wszystkim, to człowiek manifestuje swoją wyobraźnię, modyfikuje typowo mięsne przepisy, coś dosypie, doleje i takie cuda konsumuje. Wytrzymałość też duża, ale lepiej okrywać papierem/folią przed włożeniem do lodówki, pokrojony pasztet w kawałki zamrozić też się da, jeść można na ciepło, na zimno, na kanapkę, do zupy, sałatki, omletu... czego dusza zapragnie.



PASZTET Z RYŻU I SŁONECZNIKA

Bohaterowie: 0,5 kg ryżu
                     0,5 kg pestek słonecznika + dodatkowo 0,5 szklanki
                     0,5 szklanki sezamu czarnego
                     0,5 szklanki pestek dyni
                     0,5 szklanki oliwek
                     ostropest plamisty
                     0,5 szklanki oliwy
                     przyprawy
                   

 *Z podanych składników otrzymamy masę na 2 długie blaszki keksówki.

Ryż i słonecznik gotujemy osobno, przepuszczamy przez maszynkę do mięsa. Pozostałe nasiona prażymy na suchej patelni, część mielimy. Wyrobiamy gładką masę i dodajemy ulubione przyprawy oraz oliwę, która ma na celu zapobiegać wysuszeniu pasztetu. Piec około 50 minut w 180 st. C.
A tu ciekawy przepis na pasztet z kolorowej soczewicy ;-)

8 komentarzy:

  1. Uwielbiam domowe pasztety :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ryżu to ja nie lubię, ale za to już wiem, co zrobię z okarą. Prócz tego dam trochę uduszonych warzyw dla mazistości (oliwy za to mniej) i sprawdzę, czy to prawda, że pasztet przykryty do pieczenia liśćmi kapusty nie wysycha i nie pęka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Marcin to może jakiś surowy nam zaprezentujesz? bo z kafiora i avokado już mi się przejadł...

    Cudzinko do głowy by mi nie przyszło by okarę piec..daj znać jakie będą efekty i ewentualne dodatkowe składniki.

    OdpowiedzUsuń
  4. spoko Aniu, coś się pomyśli, pomysł jest, to i rozwiązanie się znajdzie:)
    Póki co wracam do żywych z dalekiej podróży wgłąb siebie i jeszcze tylko mały rozpęd i mam nadzieję, że całe to szaleństwo zacznie się od nowa :)

    wszystkie kolory tęczy dla Ciebie!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzisz, to wszystko dlatego, że coś z tej okary chciałam zrobić. Kotlety haniebnie mi się przypalały, więc masę kotletową wsadziłam po raz pierwszy do foremki i upiekłam w całości.
    Więc teraz o tym jak wyszło to, co zapowiedziałam: musiałam dołożyć kaszy kukurydzianej (zalana wrzątkiem, napuchła i dalej była mazista), sporo przypraw. Warzywka duszone zmiksowane wraz z namoczonym słonecznikiem, wymieszane, doprawione i do piecyka na godzinę z kawałkiem. Jak wyszło? Mi smakuje, szczególnie z kwaszonymi warzywami. Trochę przeszkadza struktura gruzełkowa masy, bo jakoś mi ta okara zostaje grubo mielona. To przez nią trzeba piec tak długo. Aha, liśćmi nie przykryłam, bo masa wyszła dość luźna.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudzinko ja okare daję tez do kotletów, ale jakoś z przypalaniem nie mam problemów, moze to kwestia patelni. Spróbuj tak: na czyta patelnie daj ze 2 łyżki soli, upraż ją, a potem wytrzyj do sucha i dopiero smaż.
    Co do pasztetu- zapewne wypróbuję, skoro Tobie wyszło coś jadalnego. dziekuję i pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  7. jak pasztet mogłaś nazwać surowym skoro go pieczesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie

      To żart jakiś jest? NIGDZIE nie napisałam, że TEN pasztet jest surowy...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwuj przez e-mail: