Szukaj na tym blogu

Translate

piątek, 20 czerwca 2014

"Twoja twarz nie pasuje do twojej osobowości..."




      Tu pisałam o powodach mojej niesystematycznej aktywności na Cudownych dietach. W tym kraju tak naprawdę tylko lato nadaje się na 100% pracy jaką wykonuję, więc korzystam z dobrej pogody ile się da. Piszę, że CUDowne diety to styl życia prowadzący do CUDownego Ciała, Umysłu i Duszy, i o ile wpisy na temat ciała się pojawiają, tak przez długi czas nie miałam ochoty ujawniać w jaki sposób pracuję nad duszą i umysłem. Czasami są rzeczy o których nie lubię i nie chcę pisać...

      Dużo by tłumaczyć, ale bycie joginem i w pewnym sensie upublicznianie siebie (nawet tylko poprzez aktywność blogową) to bardzo duże ryzyko złapania energetycznych brudów od Czytelników... i tu proszę się na mnie nie gniewać ;-), bo na zdjęciach poniżej sami widzicie jaka ja bywam brudna...

      Kłopoty z pięknym wyglądem biorą się oczywiście również z zatrucia: energetycznego, chemicznego i emocjonalnego.

      I sama widzę każdego dnia jak wiele rzeczy nadal we mnie siedzi.  Dużo jeszcze mam rtęci w ciele z plomby amalgamatowej, dużo tabletek przeciwbólowych i rozkurczowych, które brałam jako nastolatka by zlikwidować potworne migreny i rozkładające na łopatki bóle podbrzusza podczas okresu. Dużo mięsa, pomimo, że jestem weganką. Dużo trucizn...i one wychodzą falami. Pierwsze doświadczenie po dwóch latach niejedzenia mięsa to zwijanie się na podłodze z bólu, cierpienia kurczaków, które kiedyś bardzo mi smakowały i jadłam ich naprawdę dużo. Pamiętam, że ryczałam wtedy na całego i nie do końca rozumiałam, że weganką nie staję się od razu po odstawieniu mięsa.

      I to nie jest z takimi rzeczami tak cudownie jak ze zmianą odżywiania czy dietami oczyszczającymi, że raz - dwa razy zrobię, przez kilka lat będę się odżywiała w taki, a nie inny sposób i ciało się zmieni...z energetycznym i emocjonalnym syfem jest tak, że on CAŁY czas wychodzi, nawet przez kilkadziesiąt lat.
      Sama zmiana sposobu odżywiania nic nie daje i nigdy nie pisałam i nikomu nie mówiłam, że tylko i wyłącznie jedna rzecz może uleczyć i uzdrowić. Cały proces oczyszczania energetycznego zaczyna się dla mnie tak naprawdę dopiero po odstawieniu mięsa, po przejściu na weganizm. A potem wcale nie jest z górki ;-) Weganizm jest jedynie bodźcem, otwarciem umysłu, przejściem na lżejsze wibracje i otwarciem oczu, że jednak czegoś nadal brakuje, że nadal jest trochę brudu.

     Wygląda to mniej więcej tak: pracuję jogicznie nagle pojawia się fala syfów na twarzy, zmiana wyglądu, rysów, ohydny smak w ustach, który powoduje wymioty. Teraz myślę, że wyrzucenie wszystkim kosmetyków do kosza na śmieci, przejście na naturalną pielęgnację dały czystą twarz do tego, by energia również mogła wychodzić na zewnątrz. Po takich sesjach twarz jest czysta nie tylko fizycznie, energetycznie, ale świeci. Skóra ma inne wibracje, jest naładowana pozytywnymi emocjami i czysta.
I tej pracy jest tak wiele i czasem tak ciężko, że mam dość i jestem zmęczona, że nie mam siły na przyziemne rzeczy jak zakupy, sprzątanie, czytanie czy nawet pisanie bloga.

     Z energią jest tak, że nie dość, że musimy się oczyszczać na bieżąco, to jeszcze trzeba dokopywać się do swojej przeszłości, by móc naprawić głównie relacje między sobą samym i każdym, dosłownie każdym człowiekiem jakim się znało w ciągu życia. Nikt mi tego robić nie każe, ale ja sama staję się przyjemniejsza i milsza dla innych, a i świat daje mi miłe osoby i wiem, że warto :-) Jest tak, że albo poświęcamy się temu całkowicie, albo na pół gwizdka i wtedy życie klasycznie daje po dupie. Pewna pani ze znanego surowo-owocowego bloga, która zmieniła dietę, pracowała jogicznie i nagle odpuściła cały trud i teraz wygląda dziesięć razy gorzej niż przed zmianą diety. I z tego co mi wiadomo również pracowała z tym samym Nauczycielem.

     Jak było ze mną, to czytając bloga można się domyślić. Na początku wiele zmian sposobów odżywiania, eksperymentowania. Każda inna "dieta" wyrzuca z mojego ciała inne rzeczy, każdy inny owoc działa oczyszczająco na różne sfery, czy czakry. Każde ubranie w danym kolorze zmieniało mnie (tu widać ile szarych ubrań się pozbyłam). Każde zioło, rodzaj pieczywa, miejsce, w którym przebywam zmienia. Każdy spacer boso, każde ognisko, sauna itp. pozwalają na krok dalej.

     Ale jak to w pewnej mądrej księdze napisano:  Czasami do oczyszczania potrzebna jest druga osoba. Tak ja w końcu trafiłam na Jogina, który poprowadził mnie krok po kroku przez oczyszczanie energetyczne.


    Moje ciało bardzo się zmieniło, relacje rodzinne i koleżeńskie oczyściły, a rzeczy z poprzednich żyć zaczęły klarować. Nie wyznaję żadnej religii, a jeśli chcecie mieć mniej więcej pojęcie o co chodzi w relacjach karmicznych polecam tenfilm.

     Ten Nauczyciel ma ogromną wiedzę popartą swoim doświadczeniem, a on sam wciąż się oczyszcza, 20 lat non stop odreagowuje i wywala z siebie śmieci...i pisze, że:

    Ale inaczej się nie dało. 3 lata temu musiałem pościć 7 dni bez picia aby w końcu usunąć tą toksynę którą mi wstrzyknęli wiele lat wcześniej i dopiero wtedy mogłem zacząć zwyczajnie  żyć.

    I mam ochotę bezczelnie powiedzieć, że Pranarianin to jest rzeźnik, każda chwila dla niego jest oczyszczaniem. Ale co najważniejsze nie jest jak typowy guru, bo ma na tyle pokory w sobie, że pracuje nieustannie, nie udaje i jest prawdziwy w tym co robi.  Podkreśla, że

    Im wyżej jesteś, tym bardziej normalny i zwyczajny masz być. Sławni profesorowie traktowali mnie jako równego sobie, byli zwyczajni i nigdy się nie wywyższali. Mistrz zawsze zobaczy w tobie mistrza. A gówno zawsze wdziało we mnie gówno.

     Widzę, że wielu ludzi go nie lubi, a wręcz nie znosi, nie toleruje, nie akceptuje, wyśmiewa, drwi i szydzi, a sami nie są w stanie dokonać nawet 10% procent tej ciężkiej pracy jaką wykonuję nade mną i paroma innymi ludźmi. Lekarz wyśmiewa metody pracy, niektórzy pacjenci wracają do starego trybu życia, a bliskie osoby  nie uznają wartości tej pracy, którą w końcu widać gołym okiem. Wiem, że do tej pory nikt nie był wstanie pomóc wyładnieć pewnej zagubionej pani ogniem, zupełnie nie zmieniając diety, a Pranarianinowi się to udało. Niby nic, ale kobieta była mięsożercą!

    Widzę podczas naszej wspólnej pracy, że i jego twarz się zmienia codziennie, jest inny codziennie. Wielkim sukcesem życiowym jest to, że poradził sobie z takimi obciążeniami genetycznymi, że zwykły Kowalski pewnie by wywinął w kalendarz kilka razy. Poświęcił całe swoje życie na oczyszczanie.
    Ten Jogin ma swoje ciężkie i lekkie dni. I sam też wygląda czasem o 10 lat starzej i nie może tego znieść więc pędzi pracować z ogniem, by wstać po kilku godzinach młodszy z wyglądu o te 10 lat.
    Czasem musi pluć cały dzień ohydną flegmą, bo wychodzą mu różne lekarstwa z dzieciństwa, ale kiedy już skończy, wygląda jak młody bóg.. (i wcale mnie tu proszę nie posądzać o nepotyzm czy kumoterstwo).
     Ma wiele cudownych metod pracy, czasem ciężkich i czasem kompletnie nielogicznych dla wspomnianego już Kowalskiego, ale one naprawdę działają i widać w tym Boskie prowadzenie... I choć czasem jest wulgarny i tłumaczy pewne rzeczy na prosty i chłopski rozum mówi wprost nad czym konkretnie dany pacjent musi pracować...





          
 Lato 2012 roku.
Twarz z pozostałością kosmetyków, które cały czas wychodzą. Po lewej  stronie na policzku widać dużą warstwę czegoś sztucznego - wtedy jeszcze plomby rtęciowej. Zdjęcie po prawej jest zrobione jeden dzień po pracy przy ognisku i długim uziemieniu. Skóra jest sucha, nienaoliwiona i nieodżywiona praną - słońcem.



.
Jesień 2013 roku.
No comments :-) Zdjęcie po prawej: na twarzy dużo smutku i płaczu pomimo fizycznego uśmiechu, ból i samotność. Oczy ładnie mi tu świecą, ale skóra bardzo się oczyszcza.Zdjęcie po prawej: po bardzo intensywnej pracy po ognisku, dużo wyszło poprzednich niemieckich rzeczy z czasów odległych,zmęczenie.Twarz generalnie naoliwiona, ale i tak nie do końca piękna ;-) Troszkę nawet świecę eneregtycznie.

Lato 2014.
Świecę i błyskam. I nawet w maseczce z żółtej glinki twarz jest piękna, jest dużo uśmiechu we mnie i radości, po długiej sesji uziemienia i masażu - naprawianiu relacji z innych żyć. I jestem zadowolona z siebie :-)

Jak narazie, nasza wspólna praca, wymagająca wiele cierpliwości i pokory dała nam taki efekt, ale to na pewno nie koniec.

    Przede mną jeszcze wiele lat takiej energetycznej pracy by być piękną i czystą energetycznie istotą i jedno się należy temu Joginowi w tym miejscu: wielkie dziękuję, bo bez jego pomocy i jego metod pracy pewnie stałabym w miejscu. I jest dla mnie dobrym Nauczycielem, bo efekty pracy są widoczne już kilka chwil po zabiegu.





...............................
Żródła:
cytaty - www.pranarian.info
http://www.filmweb.pl/film/Caf%C3%A9+de+flore-2011-572637

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwuj przez e-mail: