Szukaj na tym blogu

Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla duszy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla duszy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 czerwca 2014

"Twoja twarz nie pasuje do twojej osobowości..."




      Tu pisałam o powodach mojej niesystematycznej aktywności na Cudownych dietach. W tym kraju tak naprawdę tylko lato nadaje się na 100% pracy jaką wykonuję, więc korzystam z dobrej pogody ile się da. Piszę, że CUDowne diety to styl życia prowadzący do CUDownego Ciała, Umysłu i Duszy, i o ile wpisy na temat ciała się pojawiają, tak przez długi czas nie miałam ochoty ujawniać w jaki sposób pracuję nad duszą i umysłem. Czasami są rzeczy o których nie lubię i nie chcę pisać...

      Dużo by tłumaczyć, ale bycie joginem i w pewnym sensie upublicznianie siebie (nawet tylko poprzez aktywność blogową) to bardzo duże ryzyko złapania energetycznych brudów od Czytelników... i tu proszę się na mnie nie gniewać ;-), bo na zdjęciach poniżej sami widzicie jaka ja bywam brudna...

      Kłopoty z pięknym wyglądem biorą się oczywiście również z zatrucia: energetycznego, chemicznego i emocjonalnego.

      I sama widzę każdego dnia jak wiele rzeczy nadal we mnie siedzi.  Dużo jeszcze mam rtęci w ciele z plomby amalgamatowej, dużo tabletek przeciwbólowych i rozkurczowych, które brałam jako nastolatka by zlikwidować potworne migreny i rozkładające na łopatki bóle podbrzusza podczas okresu. Dużo mięsa, pomimo, że jestem weganką. Dużo trucizn...i one wychodzą falami. Pierwsze doświadczenie po dwóch latach niejedzenia mięsa to zwijanie się na podłodze z bólu, cierpienia kurczaków, które kiedyś bardzo mi smakowały i jadłam ich naprawdę dużo. Pamiętam, że ryczałam wtedy na całego i nie do końca rozumiałam, że weganką nie staję się od razu po odstawieniu mięsa.

      I to nie jest z takimi rzeczami tak cudownie jak ze zmianą odżywiania czy dietami oczyszczającymi, że raz - dwa razy zrobię, przez kilka lat będę się odżywiała w taki, a nie inny sposób i ciało się zmieni...z energetycznym i emocjonalnym syfem jest tak, że on CAŁY czas wychodzi, nawet przez kilkadziesiąt lat.
      Sama zmiana sposobu odżywiania nic nie daje i nigdy nie pisałam i nikomu nie mówiłam, że tylko i wyłącznie jedna rzecz może uleczyć i uzdrowić. Cały proces oczyszczania energetycznego zaczyna się dla mnie tak naprawdę dopiero po odstawieniu mięsa, po przejściu na weganizm. A potem wcale nie jest z górki ;-) Weganizm jest jedynie bodźcem, otwarciem umysłu, przejściem na lżejsze wibracje i otwarciem oczu, że jednak czegoś nadal brakuje, że nadal jest trochę brudu.

     Wygląda to mniej więcej tak: pracuję jogicznie nagle pojawia się fala syfów na twarzy, zmiana wyglądu, rysów, ohydny smak w ustach, który powoduje wymioty. Teraz myślę, że wyrzucenie wszystkim kosmetyków do kosza na śmieci, przejście na naturalną pielęgnację dały czystą twarz do tego, by energia również mogła wychodzić na zewnątrz. Po takich sesjach twarz jest czysta nie tylko fizycznie, energetycznie, ale świeci. Skóra ma inne wibracje, jest naładowana pozytywnymi emocjami i czysta.
I tej pracy jest tak wiele i czasem tak ciężko, że mam dość i jestem zmęczona, że nie mam siły na przyziemne rzeczy jak zakupy, sprzątanie, czytanie czy nawet pisanie bloga.

     Z energią jest tak, że nie dość, że musimy się oczyszczać na bieżąco, to jeszcze trzeba dokopywać się do swojej przeszłości, by móc naprawić głównie relacje między sobą samym i każdym, dosłownie każdym człowiekiem jakim się znało w ciągu życia. Nikt mi tego robić nie każe, ale ja sama staję się przyjemniejsza i milsza dla innych, a i świat daje mi miłe osoby i wiem, że warto :-) Jest tak, że albo poświęcamy się temu całkowicie, albo na pół gwizdka i wtedy życie klasycznie daje po dupie. Pewna pani ze znanego surowo-owocowego bloga, która zmieniła dietę, pracowała jogicznie i nagle odpuściła cały trud i teraz wygląda dziesięć razy gorzej niż przed zmianą diety. I z tego co mi wiadomo również pracowała z tym samym Nauczycielem.

     Jak było ze mną, to czytając bloga można się domyślić. Na początku wiele zmian sposobów odżywiania, eksperymentowania. Każda inna "dieta" wyrzuca z mojego ciała inne rzeczy, każdy inny owoc działa oczyszczająco na różne sfery, czy czakry. Każde ubranie w danym kolorze zmieniało mnie (tu widać ile szarych ubrań się pozbyłam). Każde zioło, rodzaj pieczywa, miejsce, w którym przebywam zmienia. Każdy spacer boso, każde ognisko, sauna itp. pozwalają na krok dalej.

     Ale jak to w pewnej mądrej księdze napisano:  Czasami do oczyszczania potrzebna jest druga osoba. Tak ja w końcu trafiłam na Jogina, który poprowadził mnie krok po kroku przez oczyszczanie energetyczne.


    Moje ciało bardzo się zmieniło, relacje rodzinne i koleżeńskie oczyściły, a rzeczy z poprzednich żyć zaczęły klarować. Nie wyznaję żadnej religii, a jeśli chcecie mieć mniej więcej pojęcie o co chodzi w relacjach karmicznych polecam tenfilm.

     Ten Nauczyciel ma ogromną wiedzę popartą swoim doświadczeniem, a on sam wciąż się oczyszcza, 20 lat non stop odreagowuje i wywala z siebie śmieci...i pisze, że:

    Ale inaczej się nie dało. 3 lata temu musiałem pościć 7 dni bez picia aby w końcu usunąć tą toksynę którą mi wstrzyknęli wiele lat wcześniej i dopiero wtedy mogłem zacząć zwyczajnie  żyć.

    I mam ochotę bezczelnie powiedzieć, że Pranarianin to jest rzeźnik, każda chwila dla niego jest oczyszczaniem. Ale co najważniejsze nie jest jak typowy guru, bo ma na tyle pokory w sobie, że pracuje nieustannie, nie udaje i jest prawdziwy w tym co robi.  Podkreśla, że

    Im wyżej jesteś, tym bardziej normalny i zwyczajny masz być. Sławni profesorowie traktowali mnie jako równego sobie, byli zwyczajni i nigdy się nie wywyższali. Mistrz zawsze zobaczy w tobie mistrza. A gówno zawsze wdziało we mnie gówno.

     Widzę, że wielu ludzi go nie lubi, a wręcz nie znosi, nie toleruje, nie akceptuje, wyśmiewa, drwi i szydzi, a sami nie są w stanie dokonać nawet 10% procent tej ciężkiej pracy jaką wykonuję nade mną i paroma innymi ludźmi. Lekarz wyśmiewa metody pracy, niektórzy pacjenci wracają do starego trybu życia, a bliskie osoby  nie uznają wartości tej pracy, którą w końcu widać gołym okiem. Wiem, że do tej pory nikt nie był wstanie pomóc wyładnieć pewnej zagubionej pani ogniem, zupełnie nie zmieniając diety, a Pranarianinowi się to udało. Niby nic, ale kobieta była mięsożercą!

    Widzę podczas naszej wspólnej pracy, że i jego twarz się zmienia codziennie, jest inny codziennie. Wielkim sukcesem życiowym jest to, że poradził sobie z takimi obciążeniami genetycznymi, że zwykły Kowalski pewnie by wywinął w kalendarz kilka razy. Poświęcił całe swoje życie na oczyszczanie.
    Ten Jogin ma swoje ciężkie i lekkie dni. I sam też wygląda czasem o 10 lat starzej i nie może tego znieść więc pędzi pracować z ogniem, by wstać po kilku godzinach młodszy z wyglądu o te 10 lat.
    Czasem musi pluć cały dzień ohydną flegmą, bo wychodzą mu różne lekarstwa z dzieciństwa, ale kiedy już skończy, wygląda jak młody bóg.. (i wcale mnie tu proszę nie posądzać o nepotyzm czy kumoterstwo).
     Ma wiele cudownych metod pracy, czasem ciężkich i czasem kompletnie nielogicznych dla wspomnianego już Kowalskiego, ale one naprawdę działają i widać w tym Boskie prowadzenie... I choć czasem jest wulgarny i tłumaczy pewne rzeczy na prosty i chłopski rozum mówi wprost nad czym konkretnie dany pacjent musi pracować...

piątek, 30 sierpnia 2013

Bajka o tym, że wszystkie mądrości wszechświata istnieją w każdej ludzkiej duszy od momentu stworzenia

      Kiedyś było pewne małżeństwo. Długo nie mieli dzieci. W starszym już wieku ona urodziła dwóch synów, bliźniaków, dwóch braci. Poród był ciężki i kobieta, urodziwszy swych synów, zeszła z tego świata. Ojciec wynajął mamkę, starał się odchować swe dzieci i udało mu się. Do czternastu lat troszczył się o nie. Jednak sam umarł, kiedy nadeszła im piętnasta wiosna. Pochowawszy ojca, dwóch braci siedziało w żałobie w izbie.
     Dwóch braci bliźniaków, tylko trzy minuty dzieliły ich przyjścia na świat i dlatego jeden z nich uważał się za starszego, a drugi za młodszego. Żałobne milczenie przerwał starszy z nich:
– Ojciec nasz, umierając, wyjawił nam swoje zmartwienie, że mądrości życia nie zdążył nam przekazać. Jak będziemy żyli bez mądrości, mój młodszy bracie? Nieszczęśliwy ród bez mądrości będzie się przedłużał.
Pośmiać się mogą z nas ci, którzy zdążyli przejąć mądrość od swych ojców.
– Nie martw się – młodszy rzekł do starszego – często bywasz w zamyśleniu i być może czas rozstrzygnie, że w zamyśleniu mądrość poznasz. Będę robił wszystko, co mi każesz. Mogę żyć bez zamyślenia, a i tak życie jest dla mnie bardzo przyjemne. Jest mi wesoło, kiedy dzień się budzi oraz przy zachodzie słońca. Będę po prostu żyć, pracując w gospodarstwie, a ty będziesz poznawać mądrość.
– Zgoda – starszy młodszemu odrzekł – tylko nie można, pozostając w domu, odnaleźć mądrości. Tu jej nie ma. Nikt tu jej nie zostawił. I nikt sam do nas jej nie przyniesie. Ale ja już zdecydowałem, jestem starszym bratem i sam powinienem dla nas obu i dla naszego rodu, który będzie przez wieki przedłużany, całą mądrość istniejącą na ziemi odnaleźć. Odnaleźć i przynieść do naszego domu i podarować potomkom naszego rodu i nam. Wszystko, co najbardziej wartościowe po ojcu, zabiorę ze sobą. Obejdę cały świat, wszystkich mędrców z różnych państw, poznam wszystkie ich nauki i wrócę do rodzinnego domu.
– Twoja droga będzie bardzo długa – ze współczuciem powiedział młodszy brat. – Mamy konia, bierz go, a na wóz naładujemy jak najwięcej naszych dóbr, żebyś jak najmniej w drodze biedował. Sam zostanę w domu i będę czekał na ciebie mędrszego.
Bracia rozstali się na długo. Leciały lata. Od mędrca do mędrca chodził, od świątyni do świątyni, poznał nauki wschodu i zachodu, północy i południa. Miał wspaniałą pamięć, bystry umysł i wszystko chwytał w lot, łatwo zapamiętując.
      Lat sześćdziesiąt starszy brat chodził po świecie. Jego broda i włosy stały się całkiem siwe. Ale dociekliwy umysł nadal wędrował, doświadczając mądrości. Zaczął się uważać za najmądrzejszego z ludzi ten siwy wędrowiec. W ślad za nim podążała rzesza uczniów. Głosił on szczodrze swą mądrość umysłom ciekawym.
Wczuwali się w nią w zachwycie i młodzi, i starzy. Uprzedzając go, szła o nim wielka sława, ogłaszając wszelkim osadom po drodze wielkie nadejście mędrca. W aureoli sławy, otoczony tłumem wielbiących go uczniów do domu, gdzie został urodzony, gdzie nie był sześćdziesiąt lat, z którego wyszedł jako piętnastoletni młodzieniec, coraz bardziej zbliżał się siwy mędrzec. Wszyscy ludzie z wioski wyszli mu naprzeciw, aby go powitać.
I młodszy brat z podobną siwizną wyskoczył mu szczęśliwy naprzeciw i głowę ukłonił przed bratem mędrcem. Szeptał w radosnym podziwie:
– Błogosław mnie, mój bracie mędrcze. Wejdź do domu naszego, obmyję twe nogi po długiej wędrówce.
      Wejdź do naszego domu i odpocznij. Królewskim gestem rozkazał swoim uczniom pozostać na pagórku, przyjąć dary od witających i prowadzić z nimi mądre dysputy, a sam wszedł do domu za młodszym bratem. U siadł przy stole w przestronnej izbie zmęczony wielki i siwy mędrzec. Młodszy brat zaczął obmywać mu stopy ciepłą wodą i słuchać słów brata mędrca. A mędrzec mówił mu:
– Spełniłem swój obowiązek. Poznałem nauki wielkich mędrców i własną stworzyłem. Niedługo tutaj zabawię. Teraz innych nauczać jest moim zadaniem. Ale w związku z tym, że obiecałem ci mądrość do domu przynieść, spełniłem obietnicę i dzień u ciebie zagoszczę. W tym czasie najmądrzejsze prawdy tobie, mój młodszy bracie, przekażę. Oto pierwsza: wszyscy ludzie powinni żyć we wspaniałym ogrodzie.
      Wycierając nogi czystym, ręcznie haftowanym, pięknym ręcznikiem, młodszy brat zabiegał, aby dogodzić starszemu, i powtarzał:
– Spróbuj, na stole przed tobą leżą płody naszego ogrodu, sam je dla ciebie najlepsze wybrałem. Płody przeróżne i wspaniałe smakował mędrzec w zamyśleniu i kontynuował:
– Należy, aby każdy żyjący na ziemi człowiek sam zasadził i wyhodował swoje rodowe drzewo. Kiedy umrze, drzewo zostanie dobrą po nim pamiątką dla jego potomków i również im będzie oczyszczało powietrze, każdy z nas powinien oddychać dobrym powietrzem.
Młodszy brat pospiesznie się zakrzątał i powiedział:
– Wybacz mi, mądry bracie, zapomniałem otworzyć okno, żebyś pooddychał świeżym powietrzem – odsłonił firankę, otworzył okno na oścież i znowu rzekł:
– Proszę, pooddychaj powietrzem od dwóch cedrów. Wsadziłem je tego samego roku, kiedy odszedłeś. Jeden dołek do sadzonki wykopałem swoją łopatką, a drugi dołeczek – twoją, którą bawiłeś się w dzieciństwie. Mędrzec zamyślony wpatrywał się w drzewa, a później powiedział:
– Miłość jest wielkim uczuciem, nie każdemu jest dane przeżyć życie w miłości. I mądrość jest wielka – ku miłości każdego dnia każdy powinien dążyć.
– O, jakże ty mądry jesteś, mój starszy bracie! – wykrzyknął młodszy. – Wielkie poznałeś mądrości i gubię się przed tobą, wybacz, nawet nie przedstawiłem cię mojej żonie – i krzyknął w kierunku drzwi: Staruszko, gdzie ty jesteś, moja kuchareczko!
– Przecież jestem tutaj – ukazała się w drzwiach wesoła staruszka, niosąca na tacy parujące placki.
– Zamarudziłam z plackami – rzekła i postawiła je na stół. Kokieteryjnie dygnęła przed braćmi, blisko podeszła do młodszego, swojego małżonka, i powiedziała półszeptem, ale usłyszał brat starszy:
– Mężu, wybacz mi, ale teraz odejdę, powinnam się położyć.
– Coś ty, niemądra, nagle na odpoczynek ci się zebrało. Mamy drogiego gościa, mojego rodzonego brata, a ty...
– Nie ja, kręci mi się w głowie, a do tego trochę mnie mdli.
– Co mogło się stać mojej zabieganej żoneczce?
– Być może sam jesteś przyczyną, przypuszczam, że znów się dziecko u nas urodzi – uciekając, powiedziała z uśmiechem staruszka.
– Wybacz mi, bracie – winił się młodszy przed starszym – nie zna ceny mądrości, zawsze była wesoła i na starość też wesołkiem pozostała.
Mędrzec nadal tkwił w zamyśleniu. Jego zamyślenie przerwał szum dziecięcych głosów. Usłyszał je mędrzec i rzekł:
– Wielkiej mądrości powinien doświadczyć każdy człowiek. Jak wychowywać dzieci, by były szczęśliwe i sprawiedliwe we wszystkim.
– Opowiedz, mądry bracie, pragnę uczynić szczęśliwymi moje dzieci i wnuki. Patrz, weszły tutaj moje hałaśliwe wnuczęta.
Dwóch chłopczyków nie starszych niż sześć lat i dziewczynka prawie czteroletnia stali w drzwiach i sprzeczali się ze sobą. Starając się uciszyć maluchy, młodszy brat pospiesznie powiedział:
– Szybko mówcie mi, co się tam u was stało, hałaśnicy, i nie przeszkadzajcie nam w biesiadzie.
– Oj! – wykrzyknął mniejszy chłopiec. – Dwóch dziadków z jednego się zrobiło. Gdzie nasz, a gdzie nie nasz? Jak to rozstrzygnąć?
– Przecież tu nasz dziadulek siedzi, nie widzicie? – maleńka dziewczynka podbiegła do młodszego z braci, przytuliła się policzkiem do nogi, szarpnęła go za brodę i zaszczebiotała:
– Dziadulek, dziadulek, spieszyłam do ciebie sama, aby pokazać, jak nauczyłam się tańczyć, a oni się do mnie przyczepili. Jeden chce z tobą rysować, widzisz, przyniósł kredę i drewnianą tabliczkę, a drugi niesie flet i dudę, chce, żebyś mu na nich pograł. Dziadulku, dziadulku, a przecież ja pierwsza do ciebie zamierzałam pójść. Powiedz im, tak właśnie im powiedz. Odpraw ich stąd, dziadulku!
– Wcale nie, szedłem pierwszy, żeby porysować, a mój brat dopiero później zdecydował się pójść, żeby pograć na flecie – wtrącił wnuk z drewnianą tabliczką.
– Jest was dwóch dziadków, rozstrzygnijcie więc – szczebiotała wnuczka – które z nas szlo pierwsze. Tak to zróbcie, żeby wyszło, że to ja byłam pierwsza, bo jak nie, to się rozpłaczę. Z uśmiechem i smutkiem patrzył na wnuczęta mędrzec. Przygotowując mądrą odpowiedź, zmarszczył czoło, ale nic nie odpowiedział. Zakłopotał się młodszy brat i, nie pozwalając przedłużyć się powstałej pauzie, prędko wziął flet z dziecięcych rąk i nie zastanawiając się rzekł:
– W ogóle nie ma powodu do waszego sporu. Tańcz, moja piękności i żywe srebro, a ja podegram twojemu tańcowi na flecie. Na dudzie pomóżże mi grać mój mały muzyk, a ty, malarzu, narysuj, co dźwięki muzyki naszkicują i jak balerina swój taniec wykonuje, też namaluj. Teraz szybko wszyscy razem do dzieła. – Młodszy  brat wspaniałą i radosną melodię wydobył z fletu. Przejęte wnuki mu wtórowały, każde wykonując to, co najbardziej lubi. Na dudzie starał się nie spóźniać w melodii wielki, w przyszłości znany muzyk. Jak baletnica skakała cała rozpromieniona maleńka, przedstawiając swój taniec. Przyszły malarz w radości malował swój obraz. Mędrzec milczał. Uświadomił sobie... 
       Kiedy zabawa się skończyła, podniósł się:
– Pamiętasz, mój młodszy bracie, stary ojca klin i młotek? Daj mi je, chcę swój główny wykład w kamieniu wyciosać. Teraz odejdę i chyba już nie wrócę, nie zatrzymuj mnie i nie czekaj – odszedł starszy brat. Siwy mędrzec podszedł ze swoimi uczniami do kamienia, który omijała ścieżka. Ścieżka nawołująca wędrowców do mądrości daleko od swego domu. Dzień przeminął, nastawała noc. Siwy mędrzec pukał, dłubał w kamieniu napis. Kiedy ukończył osłabiony siwy starzec, uczniowie jego przeczytali na kamieniu taki napis:
“Czego szukasz, wędrowcze – wszystko w sobie niesiesz, więc nie znajdując nowego, tracisz z każdym krokiem”.




..............................
Źródła:
bajka - "Dzwoniące cedry Anastazji." W.Megre
zdjęcia - żadne nie jest mojego autorstwa, źródła nieznane

czwartek, 27 czerwca 2013

Powrót do domu

źródło: nieznane


      "Wiele dróg prowadzi do domu — jedne są ziemskie, inne boskie. (…) wszystkie drobne codzienne sprawy są powrotem do domu... ale przejście do domu, ta mała szczelinka, może zmieniać usytuowanie z miesiąca na miesiąc. Może to być czytanie ulubionych wyjątków z książek czy wierszy. Choćby kilka chwil nad rzeką, strumieniem, potokiem. Położyć się na trawie w cętkach światła. Być z ukochanym mężczyzną bez natrętnych dzieci. Posiedzieć na werandzie, obierając owoce, robiąc na drutach, łuskając fasolę. Pojeździć bez celu samochodem. Wsiąść do pierwszego lepszego pociągu. Bębnić w rytm muzyki. Witać wschodzące słońce. Wyjechać za miasto, gdzie latarnie i neony nie zakłócają nocnego nieba. Modlitwa. Przyjaciel od serca. Posiedzieć na moście, machając nogami. Przytulić dziecko. Usiąść przy oknie w kafejce i pisać. Posiedzieć w kręgu drzew. Suszyć włosy na słońcu. Włożyć ręce do beczki z deszczówką. Sadzić rośliny w doniczkach, brudząc sobie ręce ziemią. Obserwować piękno, wdzięk, wzruszającą kruchość istot ludzkich.
       Powrót do domu nie oznacza dalekich, nużących podróży (…)".
E. P. Clarissa


Untitled
źródło: nieznane




piątek, 16 listopada 2012

Trylogia o związku Człowieka z Ziemią

     
     



      Trzy filmy, dwóch reżyserów, każdy kręcony kilka lat w różnych miejscach świata. Pozornie niby nie związane ze sobą jednak dla mnie tworzą spójną całość. Kocham każdy z tych filmów z osobna, choć kino dokumentalne i filmy przyrodnicze to zazwyczaj ostatnie po jakie sięgam. Te trzy mogę oglądać w nieskończoność, bo zachwyca mnie wszystko: muzyka, zdjęcia, przyroda, ludzie... Baraka, Home - S.O.S. Ziemia! i Samsara nie zanudzą mnie nigdy, choć znam je już niemalże na pamięć.


      Motyw przewodni to relacja Człowiek - Ziemia i Ziemia- Człowiek. Bez pompatycznych słów i obrazków jakie towarzyszą zazwyczaj filmom o zanieczyszczeniu środowiska, ratowaniu natury. Baraka i Samsara - są dosłownie: bez słów :-).  Cała trylogia bez przerysowania, słodzenia ale i bez wulgarności, bez pokazwania zła w najczystszej postaci. Trzy wielkie podróże dookoła świata, przez różne kultury, religie, miejsca na naszej planecie. Przyroda w najczystszej, dziewiczej formie kontra świat cywilizowany. Człowiek żyjący w zgodzie z Naturą i mieszkaniec wielkomiejskich aglomeracji. Bogactwo i bieda, postęp techniki i niemalże pierwotna praca ludzkich rąk. Świat i jednostka, Ziemia i życie.




Baraka


      Film bez ani jednego słowa. Muzyka i obraz, a Ty widzu sam dopowiedz sobie resztę. Kino dosyć wymagające, ponieważ dostajemy obraz i trochę muzyki, nic się nie sugeruje i nie narzuca - samemu trzeba myśleć i wysunąć wnioski.

     Słowo baraka wywodzi się ze starożytnego języka Sufi i oznacza: błogosławieństwo, oddech proces rozwijającego się życia.Autor to Ron Fricke - facet ma na koncie już kilkanaście filmów o podobnym stylu: wielkie i cudowne obrazy, niesamowity styl i zmuszanie oglądającego do refleksji. Ciężko nacieszyć oko tym filmem i chętnie do niego się powraca. Baraka to dokument o człowieku i przyrodzie, wzajemnych oddziaływaniach. Film realizowany w bagatela: 24 krajach przez 14 miesięcy. Świat pokazany jest ze wszystkich czterech stron świata. Pokazuje i radość i smutek. Miejsca charakterystyczne dla naszej planety, ludzi o różnych poglądach i różnie żyjących. Baraka to jakby wielkie streszczenie Ziemi i różnorodności wśród ludzi ją zamieszkujących. W filmie nawet mały akcent z Polski, może niekoniecznie napawający dumą -  piece krematoryjne z Auschwitz. Dużo zdjęć ludzi modlących się, miejsc kultu religijnego, i w ogóle wszystkiego co można nazwać religią czy wierzeniem. Podobała mi się koncepcja rozpoczynająca i kończąca Barakę: od porannej modlitwy, aż do wieczornej. Wszystko pomiędzy to tak naprawdę życie codzienne w rożnych miejscach na planecie.

      Był to drugi po "Home..." obejrzany przeze mnie film, i choć nie płakałam ze wzruszenia - buzia otwierała mi się ze zdziwienia i zachwytu.  Baraka  miał premierę we wrześniu 1992 r. na świecie, a do Polski trafił dopiero w czerwcu 2005 r. - wstyd normalnie :-).



 Oficjalny trailer filmu Baraka: 






Home - S. O. S. Ziemia


      Pierwszy film z tych trzech mistrzowskich jaki widziałam. I chyba jak dotąd jednak najlepszy. Tutaj już oprócz obrazu mamy i słowo: lektor niczym przewodnik opowiada nam ciekawe rzeczy na temat miejsc, które "zwiedzamy". Dużo ciekawostek, danych, czy statystych na temat i ludzi i planety Ziemi. 

      Film powstał z współpracy Luca Bessona i fotografa Yanna Arthusa-Bertranda. Koncepcja banalnie prosta: zaczynamy od historii powstania Ziemi, oglądamy zdjęcia naszej planety pokazujące jej początki, historię do momentu aż wkroczy człowiek. Podróż przez wszystkie kontynenty pokazuje relację człowiek - Ziemia: jej zagospoadrowanie, wykorzystywanie zasobów. Od afrykańskich wiosek, pracy własnymi dłońmi na roli, po wielkomiejskie algomeracje i w pełni zautomatyzowane społeczenstwo.  Cały czas masa ciekawostek. Piękno obrazu w pewnym momencie nieco zostaje zachwiane i widzimy stosunek Ziemia- człowiek: zniszczenie Planety - i tu zaznaczam, że to nie żaden oklepany dokument wojujących ekologów - samodestrukcja człowieka, konsumpcjonizm. Na wszystkich kontynentach zobaczymy efekty nadmiernego i niekoniecznie świadomego niszczenia naszego Domu, przy okazji nieco ciekawostek na temat dalszego eksploatowania Ziemi. Ale żeby dokument nie kończył się byle jak na koniec zaserwowano dużo dawkę optymizmu: rewelacyjne zdjęcia rozwiązań ekologicznych, świadomej konsumpcji, zwrócenia uwagi ku temu co naprawdę się liczy. 

      Fenomen Home - S. O. S. Ziemia to w sumie premiera. Miała miejsce w Światowy Dzień Ochrony Środowiska: 5 czerwca 2009 roku. Premiera filmu odbyła się równocześnie w: kinie, telewizji, na DVD i w Internecie. W aż 85 krajach świata. Do obejrzenia w Internecie za darmo i przede wszystkim legalnie. Film nie jest  nie jest objęty prawami autorskimi! 



 Oficjalny trailer filmu Home - S. O. S. Ziemia: 







Samsara
     Drugi film reżysera Baraki, również ta sama koncepcja: najpiękniejsze miejsca w 25 krajach na świecie, bez słów z rewelacyjną muzyką  Lisy Gerrard i Dead Can Dance. 
      Tym razem pan Fricke poświęcił aż 5 lat na nakręcenie dokumentu. Jeśli porównać Barakę i Samsarę to rewelacyjnie widać zmiany, postęp cywilizacji zarówno w tym negatywnym i pozytywnym wymiarze. Tradycyjnie tytuł to nie jakieś tam słowo,  samsara wywodzi się z sankrytu i oznacza: nieustanny przepływ, powtarzający się cykl narodzin, życia, śmierci i odrodzenia. Jeśli w Barace więcej duchowości i religijności to Samsara całkiem odchodzi o tej koncepcji. Obrazy są logicznie ułożone: ot zorganizowany i poukładany świat, w którym żyje człowiek z różnych perspektyw. W logikę układają się obrazy: dużo ludzi - dużo zwierząt - dużo piękna, prostota przyrody - skromność michów -  proste życie plemion, roboty żywe jak człowiek - perfekcja modelek - produkcja pięknych manekinów do sex shopów. Mamy pokazany cały świat, jego ogromną różnorodność, i skrajności, ale w sposób dający do myślenia. 

      Na szacunek zasługuje to, że facet nakręcił po bagatela 20 latach drugi, podobny film równie dobry jak pierwszy. Podobno materiału na film było więcej, ale reżyser wybrał tylko te najlepsze zdjęcia - a szkoda, bo jak dla mnie 90 minut takiego dokumentu to stanowczo za mało.

      Tradycyjnie nieco "odstajemy" z premierą: na świecie miała miejsce we wrześniu 2011 r., w Polsce w październiku 2012 - świeża bułeczka :-).

Oficjalny trailer filmu Samsara: 






      Ziemia nie należy do człowieka, człowiek należy do Ziemi. Cokolwiek przydarzy się Ziemi, przydarzy się człowiekowi. Człowiek nie utkał pajęczyny życia - jest on niteczką w tej pajęczynie. Jeżeli niszczy więc pajęczynę, niszczy samego siebie...

     



sobota, 20 października 2012

Pigułki na lepszy dzień



żródło obrazka:  www.facebook.com 

żródło obrazka:  www.facebook.com 

żródło obrazka: pingvinukas.tumblr.com

żródło obrazka: www.flickr.com

żródło obrazka:  www.facebook.com 


sobota, 14 lipca 2012

Pytania...


      Kochani, dziś kolejna porcja niecodziennych pytań.... nie musicie odpowiadać na nie w komentarzach bo odpowiedzi są tylko dla Was :-), no chyba, że ktoś bardzo chce się podzielić.. Ja nalegam jedynie na podanie odpowiedzi na pytanie z ostatniego zdjęcia...



źródło obrazka: favim.com
 
źródło obrazka: vk.com
 
źródło obrazka: wishfulinspiration.com


źródło obrazka: fiftymiles.tumblr.com
  
źródło obrazka: wheniwokeupalone.tumblr.com


źródło obrazka: sarahhjane.tumblr.com


źrodło obrazka: nieznane

 
źródło obrazka: nothingcloser.tumblr.com


źródło obarzka: www.picship.com


niedziela, 1 stycznia 2012

Opowiadanie o miłości


4491076234_37c7c25e5b_large
źródło: http://www.flickr.com/photos/discodiscobangbang/



                        Dawno, dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia oraz ludzkie cechy – takie jak: Dobry Humor, Smutek, Mądrość, Duma; a wszystkich razem łączyła Miłość.
                        Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swe statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę. Tylko Miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili. Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu – Miłość poprosiła o pomoc.
                        Pierwsze podpłynęło Bogactwo na swoim luksusowym jachcie.
Miłość zapytała:
-Bogactwo, czy możesz mnie uratować?
-Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności. Nie ma tu miejsca dla ciebie. – odpowiedziało Bogactwo.                                                                                                         
                        Druga przypłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem.
-Duma zabierz mnie ze sobą! – poprosiła Miłość.
-Niestety nie mogę cię wziąć. Na moim statku wszystko jest uporządkowane, a ty mogłabyś mi to popsuć. – odpowiedziała Duma i z dumą podniosła swe piękne żagle.
                       Na zbutwiałej łódce płynął Smutek.
-Smutku zabierz mnie ze sobą – poprosiła Miłość.
-Och Miłość, ja jestem tak strasznie smutny, że chce pozostać sam – odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal.
                       Dobry Humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej, bo był tak rozbawiony, ze nie usłyszał nawet wołania o pomoc.
                       Wydawało się, ze Miłość zginie na zawsze w głębinach oceanu... Nagle Miłość usłyszała:
-Chodź, zabiorę cię ze sobą – powiedział nieznajomy starzec.
                       Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie życia, że zapomniała zapytać kim jest jej wybawca. Miłość bardzo chciała dowiedzieć się kim on jest, ten tajemniczy starzec. Zwróciła się o pomoc do Wiedzy.
-Powiedz mi proszę kto mnie uratował?
-To był Czas. – odpowiedziała Wiedza.
-Czas? – zdziwiła się Miłość. –Dlaczego Czas mi pomógł?
-Tylko Czas rozumie jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest Miłość. – odrzekła Wiedza.



20090425184812_large
źródło: http://www.flickr.com/photos/leonefabre/

                                   

wtorek, 29 listopada 2011

Pełny dzban - bajka dla dorosłych

4278643457_1f374c6713_large
źródło: www.flickr.com/photos/
     

      Pewnego dnia, jak zwykle po ćwiczeniach szkoły walki, mistrz odpowiadał na pytania i wątpliwości uczniów. Tego dnia było ich sporo, bo wczoraj wszyscy wrócili z miasta, gdzie spotkali się z uczniami innych szkół na dorocznych zawodach. Spotkanie obfitowało w różne porównania i oceny. Uczniowie mieli trochę pretensji do swego mistrza, że nie uczy ich szczegółów i sekretów walki, a zwraca uwagę na medytację, umysł, kondycję, wewnętrzny spokój i panowanie nad emocjami. W innych szkołach jest inaczej. Od razu uczą tam kopnięć, chwytów i ciosów.

      Mistrz słuchał i wcale nie wyglądał na zaskoczonego. W pewnej chwili zwrócił się do jednego z uczniów i powiedział:
- Weź ten dzban i napełnij go kamieniami.
Uczeń powrzucał do dzbana kamienie. Wybierał jak największe, żeby szybko wykonać polecone zadanie.
- Gotowe – powiedział.
Mistrz spojrzał na napełniony dzban i zwrócił się do wszystkich uczniów:
- Czy dzban jest pełny?
- Pełny – odpowiedzieli prawie chórem.
- Na pewno pełny? – jeszcze raz zapytał mistrz.
- Tak, jest pełny, nie zmieści się już żaden kamień.
Wtedy mistrz zaczął wsypywać do dzbana żwir. Zmieściło się go kilkanaście garści. Uczniowie patrzyli oniemiali, a mistrz zapytał:
-  A teraz jest pełny?
- No tak, fantastyczny przykład mistrzu. Ale nas przechytrzyłeś – ze śmiechem odparli uczniowie. – Dopiero teraz jest pełny.
Wówczas mistrz zaczął wsypywać drobniutki piasek. I znowu wsypał kilkanaście garści. Tym razem się nie śmiał żaden z uczniów.
- Teraz jest pełny – odparli.
Wtedy mistrz zaczął wlewać do dzbana wodę i wlał kilkanaście miarek. Uczniowie patrzyli w milczeniu.
- A czy teraz jest pełny ? – spytał znowu mistrz.
- Tak, teraz na pewno jest pełny – odparli zdecydowanie.
A mistrz zaczął powolutku wsypywać sól i znowu wsypał kilkanaście garści…
      Jeżeli rozpoczniecie napełnianie dzbana od drobnych kamieni, żwiru, czy soli, nie będzie tam miejsca na duże kamienie.

Jeżeli zaczniesz napełniać głowę szczegółami i drobiazgami, nie będzie w niej miejsca na sprawy naprawdę ważne.



27333cd43543852e610f4483fb819866_large
źródło: http://www.picship.com/pic-16635.html




niedziela, 9 października 2011

8 recept na życie


1. Patrzmy na sprawy od dobrej strony

Pewna wielka fabryka butów wysłała do Afryki swoich dwóch pracowników
z poleceniem zbadania nowych rynków zbytu.
Po pewnym czasie przychodzą dwa telegramy:
Pesymista: "żadnych szans. Tu wszyscy chodzą boso".
Optymista: "Nieograniczone możliwości. Tu nikt nie ma butów".


Optymizm to sprawa oczu. Pewnego dnia Jezus przechodził przez wieś.
W pewnym momencie zobaczył w oddali ludzi, którzy wpatrywali się
w ziemię i mówili: "Cóż za śmierdzące świństwo", "Ale ścierwo!".
Wszyscy przyglądali się martwemu psu.
Jezus też spojrzał na niego i powiedział: "Jakie ma piękne zęby!".


Sprawcie, aby wasze oczy stały się oczami dobrych
i widzących wszystko w jasnych barwach.
To one są najlepszą receptą na rozumienie i kochanie naszych dzieci
i wszystkich ludzi. Na pokochanie życia.


A teraz inna opowieść (jest nazbyt piękna, aby ją opuścić).
Jednego poranka pewien profesor wspiął się na katedrę
i zanim jeszcze rozpoczął wykład, wyrwał ze swojego zeszytu dużą,
białą kartkę, na której znajdowała się mała plama z atramentu,
i zwrócił się do studentów: "Co widzicie?", "Czarną plamę", krzyknął ktoś natychmiast.
"Widzicie, powiedział profesor, to są właśnie ludzie: dostrzegają jedynie plamy,
nawet te najmniejsze, a nikt nie widzi tej cudownej i białej karty, która jest życiem!"




środa, 24 sierpnia 2011

na piękny dzień

     Kiedyś, w pracy moja ówczesna szefowa wywiesiła przed swoimi drzwiami kartkę, coś w stylu ogłoszenia z odrywanymi karteczkami. My mogliśmy oderwać kartkę z kawałkiem folii bąbelkowej i popstrykać sobie przed ważną rozmową ;-), na odstresowanie.
     Podobne kartki można kiedyś zrobić samodzielnie by innym ludziom umilić życie - jesli ktoś oczywiście widzi sens w robieniu czegoś dla innych za darmo...

http://wroclaw.fotolog.pl/
źródło:  wroclaw.fotolog.pl


103898815_erqn4zji_c_large

               źródło: http://pinterest.com/pin/103898815/

źródło: http://mocoloco.com/


źródło: nieznane

źródło: http://mimowolniej.eu/



    A gotowe szablony ostatnich kolorowych kartek "powiedz coś miłego" można pobrać na ciekawym blogu - Mimowolniej.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...