Szukaj na tym blogu

Translate

środa, 31 października 2012

dieta owocowo-warzywna dr Dąbrowskiej, dzień 1

      Czasem trzeba po prostu zrobić dwa kroki do tyłu by za jakiś czas dzielnie zrobić jeden do przodu... Chciałam w inny sposób oczyścić ciało, a mam do wywalenia trochę brudu, rtęci, i czegoś co siedzi mi nadal w stawie kolanowym. Trzeba mi jakiegoś postu, chciałabym zrobić nieco inny, ale Natura niekoniecznie sprzyja, więc wybrałam optymalnie: dieta oczyszczająca dr Ewy Dąbrowskiej. Żegnam się z owocami, z bananami, orzechami, avocado i na ile to możliwe zrobię oczyszczanie maksymalnie w wersji surowej z jednym posiłkiem gotowanym - niektórych warzyw nie przełknę po prostu na surowo... Wszystkie owoce czy warzywa i nasiona słodkie, bogate w tłuszcze narazie poczekają.
      Przede mną 14 dni, i bez względu na to czy pojawi się jakiś kryzys oczyszczania czy nie, zrobię te 14 dni. Nie spodziewam się jakiś wymiotów, bólów stawów uniemożliwających chodzenie, potwornych bólów głowy - ale jeśli coś się pojawi - napiszę :-)


Dla przypomnienia- warzywa i owoce, które można jeść na diecie:

- korzeniowe: marchew, seler, pietruszka, chrzan, burak, rzodkiew, rzepa;
- liściaste: sałata, seler naciowy, zielona pietruszka, jarmuż, rzeżucha, koper, zioła;
- cebulowe: cebula, por, czosnek;
- psiankowate: papryka, pomidor;
- kapustne: kapusta biała, czerwona, włoska, pekińska, kalafior, kalarepka;
- dyniowate: dynia, kabaczek, cukinia, ogórki;
- owoce: jabłka, cytryny, grapefruity.



DZIEŃ 1


      Dość ciężki i pracowity, ale zjadłam ilościowo i jakościowo niewiele... naprawdę niewiele jak na standardowe moje potrzeby. Ćwiczenia, ruch nie wyczerpują mnie. Nic specjalnego z ciałem się nie dzieje, ale za to w głowie pojawia się cudne, mięsiste i dojrzałe avocado :-). Pod koniec dnia mam lekki spadek energii i wychłodzenia ciała. Skóra nadal wygląda tak samo. Nic nie boli, nie kłuje, nie sypie się i nie opdada...




Wyprawka do pracy: surówka z:
- jarmużu,
- kiełek lucerny,
- szpinaku,
-kapusty pekińskiej,
- kilku ząbków czosnku.

   

      Jabłka: w ciągu dnia zjadłam około 10 sztuk. Choć specjalną miłością jabłek nie darzę, to na diecie Dąbrowskiej kupuje je kilogramami, a Ktoś czuwa by mój portfel na tym nie ucierpiał :-)








      Cytryna - sok z cytryny piję z ciepłą wodą kilka razy dziennie. Poranek rozpoczęłam z sokiem z białych grejpfrutów.  I jeśli chodzi o tzw. "napoje" to w ramach tych rozgrzewających była woda z kawałkiem świeżego kłącza imbiru.
  

       Zupa od Basi:
 - papryka,
 - marchew,
 - cebulka,
 - koperek, natka pietruszki.









   Basia jest dziś na 10 dniu tej samej diety dr Dąbrowskiej - blog Basi [klik]. Choć nie jest raw food widzę, że większość dań i u niej jest surowa. Ja nie chcę wprowadzać u siebie dużo gotowanego, bo moje ciało na tym etapie już niekoniecznie lubi takie potrawy. Jeśli już to jakieś warzywo powinno być zjadane monotematycznie. Przede mną dni, kiedy najczęściej występuje kryzys: 2, 3 i 4  - bardzo mnie ciekawi czy "coś" zauważę....





niedziela, 28 października 2012

Plomby amalgamatowe (rtęciowe) - czy są szkodliwe?, część 1

      Plomby amalgamatowe - refundowane przez NFZ.... dostajemy na darmowej wizycie u stomatologa darmową  truciznę. Chcesz mieć plombę w pięknym, białym kolorze, bezpieczną? Musisz zapłacić... Krótszy filmik pokazuje jak rtęć z plomb niszczy komórki mózgu - neurony. Jeśli masz więcej niż jedną taką plombę, nosisz ją kilka, lub kilkanaście lat... to zobacz co możesz mieć w mózgu.
      Rtęć kumulowana w mózgu zawyczaj dołącza do struktur białkowych, a więc zakłóca pracę całej komórki...a komórka to narządy, układy i cały organizm, który powoli jest uszkadzany.     
      Dziękuję też tu, publicznie pewnej Osobie co mój mózg uratowała...

      "Amalgamat rtęci przywieźli do Stanów Zjednoczonych z Europy w roku 1833 bracia Crawcour. Przeprowadzona przez nich kampania reklamowa była zakrojona na szeroką skalę i bardzo skuteczna. Obiecywali w niej uratowanie zaatakowanych przez próchnicę zębów poprzez bezbolesne ich wypełnienie w ciągu zaledwie kilku minut. Wielu dentystów medycznych uważało Crawcourów za stojących na bakier z etyką szarlatanów. Bracia potrafili usuwać złote wypełnienia i zastępować je amalgamatem rtęci. Zupełnie nie suszyli chorych zębów, a nawet nie usuwali próchnicy przed wypełnieniem dziury. Zachowało się kilka relacji stwierdzających, że w przypadku braku ubytków upychali amalgamat między zębami. W ten sposób doszło do rozpoczęcia pierwszej wojny z amalgamatem.

       Wojna z amalgamatem była w istocie wojną między rzemieślniczym dążeniem do jak najłatwiejszej manipulacji a medyczną troską o uniknięcie niebezpieczeństwa systemowego zatrucia rtęcią. Już w latach trzydziestych XIX wieku lekarze doskonale wiedzieli, że rtęć jest trująca.

      W roku 1845 American Society of Dental Surgeons (ASDS) zakazało stosowania srebrnych amalgamatów (rtęci) i jego członkowie musieli podpisać dokument zobowiązujący ich do niestosowania tego środka oraz przeciwstawiania się jego używaniu bez względu na okoliczności pod groźbą wykluczenia ze stowarzyszenia. Pamiętajmy jednak, że do ASDS mogli należeć wyłącznie dentyści medyczni.





     Tymczasem znaczna większość dentystów rzemieślników opowiedziała się za amalgamatem. Niewiele ich obchodziły skutki uboczne obecności rtęci w ludzkim organizmie. Anatomia, chemia, histologia, patologia i fizjologia uznawane były za zupełnie niepotrzebne dla dentystów rzemieślników. Amalgamat zaczęło stosować tak wielu dentystów (z uwagi na łatwość użycia i osiągane zyski), że napływ nowych członków do ASDS został spowolniony. W roku 1850 ASDS postanowiło anulować swoją antyamalgamatową rezolucję w nadziei, że pozyska dzięki temu więcej członków. Lecz dentyści rzemieślnicy zdecydowali się już na utworzenie własnej organizacji.

      W roku 1859 powstała nowa organizacja stomatologiczna, a w jej skład weszli przede wszystkim dentyści rzemieślnicy. Nazwa tej organizacji brzmiała American Dental Association (Amerykańskie Towarzystwo Dentystyczne). Przeciętny członek nowo powstałego ADA niewiele miał wspólnego z medycyną. W rezultacie lekarze zajęli szczególnie wrogą postawę wobec tej profesji. W owym okresie szkoły stomatologiczne zlikwidowały wykłady z fizjologii, patologii i materia medica, zaś zajęcia z anatomii ograniczyły do głowy oraz szyi.

     W październikowym numerze Dental Student’s Magazine z roku 1942 wydawca stwierdza z nadzieją: „Zawód dentysty z niecierpliwością oczekuje… uznania swoich słusznych praw do miejsca wśród innych sztuk leczenia”. Do dnia dzisiejszego sytuacja nie uległa zmianie.

      Aby stomatologia mogła na dobre rozstać się z latami trzydziestymi ubiegłego wieku i w pełni dać wyraz swojej odpowiedzialności za leczonych pacjentów, musi całkowicie zakazać stosowania rtęci. Używanie rtęci w stomatologii zostało niedawno zakazane w Niemczech. (Austria, Szwecja, Dania i Kanada albo zakazały już całkowicie, albo ograniczyły stosowanie wypełnień ze „srebrnego” amalgamatu. Szkoły stomatologiczne w Szwajcarii w ogóle już o nim nie uczą). Któregoś dnia używanie tej substancji zostanie zabronione także w Stanach Zjednoczonych. My znamy prawdę od początku. Rtęć jest trująca.

     „Każda prawda przechodzi trzy fazy. Najpierw jest wyśmiewana. Potem spotyka się z gwałtownym sprzeciwem. Na koniec jest akceptowana jako coś oczywistego.”

(Arthur Schopenhauer)





A brakujące napisy:

[cząstki rtęci przyczepiają się] do nowopowstałej molekuły w miejscu, w którym pierwotnie wiązany jest trojfosforan guanozyny GTP, związany GTP dostarcza molekulom energii, jako ze jego miejsce zajęła cząsteczka rtęci, 2 molekuły nie mogą się polączyć...






........................
Źródła:

http://youtu.be/oQlUsg5Uib4
http://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_leczenie_tiomersal.html
http://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_leczenie_stomatologia_-_wychodzenie_z_lat_1830.html
obrazek: http://xernt.com/AMALGAMAT-amalgam-deadly-mercury-in-teeth-destroys-brain

czwartek, 25 października 2012

Trująca, zmieniająca płeć żywność, cz. 2

6ab6b92200ba11e2a84922000a1e8bad_7_large
źródło: instagram.com

        " (...) Z pierwszej wojny światowej została cała masa chloru, który miał być użyty do produkcji gazów bojowych czyli trujących. Wpadli więc panowie przemysłowcy na genialny pomysł: wtrynić ten chlor wszystkim miastom, jako środek dezynfekujący wodę pitną. No i mieliśmy wodę w kranie… z chlorem. Po drugiej wojnie światowej zostało producentom chemikaliów za dużo fluoru, także mającego służyć do produkcji środków trujących. Chlor i fluor są tanim dodatkiem do wody, ale ilości zużywane do tego celu są tak wielkie, że niejeden przemysłowiec napchał sobie milionów do portfela…


    Wmawia się jeszcze uparcie oponującemu społeczeństwu, że to nieprawda, jakoby fluor był szkodliwy! Jak on genialnie „konserwuje” zęby, zapobiega próchnicy i temu podobne brednie. Chlor i fluor są najbardziej „czynnymi” pierwiastkami. Łączą się ze wszystkimi innymi z ogromną łatwością. Rzecz jasna, działają także i dezynfekująco, to prawda, ale po drodze niszczą szkliwo uzębienia (a na tym zarabiają dentyści…), a także uszkadzają zdrowe tkanki. Na dłuższą metę mogą działać nawet rakotwórczo. No ale najważniejsze, że przemysł chemiczny nie tylko pozbył się powojennych nadwyżek, ale i „wykształcił” sobie wiernych odbiorców ogromnej ilości chloru i fluoru, gwarantując stałe i spore dochody. Żeby czytelnik nie zaczął wątpić w dobre intencje autora i nie zarzucił mu opuszczenia jeszcze jednego dodatku do wody to zaraz udowodnię, że i o fenolu nie zapomniałem. Fenol jest odpadem przemysłu chemicznego. Też bardzo tani. Także dezynfekujący, bakteriobójczy, a i owszem, niemniej od chloru i fluoru szkodliwy. Zamiast odpowiednich urządzeń oczyszczania wody pitnej, taniej jest dostarczać biednym ludziom „kranówkę”, obficie nasyconą truciznami.

Tumblr_ldst9p7zy81qbt3wdo1_500_large
źródło: inspiredbythisfeeling.tumblr.com

    Nadmierna chemizacja rolnictwa i wielu innych dziedzin naszego życia powoduje, że rzeki są coraz bardziej zatrute. Te trucizny bowiem, poprzez glebę, z kanalizacji i innych ścieków, wcześniej czy później, muszą przecież trafić do wód podskórnych i do rzek. Zatrute rzeki to coraz większy brak wody pitnej. No i brak ryb. Wprowadzenie „nowoczesnego” rolnictwa np. w Afryce, spowodowało ostatnio zatrucie całych plemion i pozbawienie ich pożywienia, gdyż woda w rzekach jest trująca, a ryby pozdychały.
Będzie coraz mniej Murzynów…, czy to aby też nie celowe? Mało to wojen morderczych i głodu w Afryce? Przepraszam, nie dotyczy to tylko Murzynów. Nie tak dawno temu telewizja „doniosła”, że ten sam problem dotknął i Rosjan. Przyczyna nieco inna, ale skutek ten sam. Elektrownia atomowa w Krasnojarsku, znanym dotychczas jako „K 26” zatruła całą okolicę, skażając radioaktywnie rzekę Jenisej. Nowoczesność gwarantuje nam coraz lepsze życie!?

     
     Wyobraźmy sobie, że do jakiegoś artykułu spożywczego, do jakiegoś przetworu warto by dodać środek zakwaszający. W niektórych przetworach dodatek słabego kwasu bywa niezmiernie pożyteczny. A mamy do wyboru cały szereg różnych kwasów. Najpożyteczniej byłoby wykorzystanie np. kwasu askorbinowego. Nie jest wcale drogi, a to przecież czysta witamina C, o ile nie jest wytworzony syntetycznie. Tymczasem, jeśli zechce ktoś zadać sobie trud przestudiowania składników wymienianych na etykietkach przetworów spożywczych, to zauważy, że zamiast pożytecznego kwasu askorbinowego, dodawany jest kwas cytrynowy. Potrafią nawet bezczelnie napisać na opakowaniu „naturalny kwasek cytrynowy”. A to jest bujda. Kto by wysilał się produkować naturalny, bawić się w ekstrakcję cytryn, kiedy kwas cytrynowy kosztuje dziesięciokrotnie taniej? Nie poruszałbym tej sprawy, gdyby ten kwasek cytrynowy dodawano tylko do niektórych przetworów, gdzie jego zastosowanie byłoby jakoś „spożywczo” usprawiedliwione.
Tymczasem rzeczywistość przechodzi wszelkie oczekiwania! Kwasek cytrynowy można znaleźć teraz, od paru lat, prawie w każdym przetworze! Nawet we wszystkich pożywkach dla niemowląt, nawet w przetworach, które z natury rzeczy i tak są już kwaśne! Nawet w przetworach gdzie już dodano parę innych kwasów, potrzebnych czy nie to obojętne, ale niejednokrotnie widziałem artykuły spożywcze, do których dodano dwa różne kwasy, a kwasek cytrynowy, jako trzeci na dokładkę!

   W jakimś „tajnym” instytucie naukowym w USA robiono doświadczenia z działaniem kwasu cytrynowego na pracę neuronów w mózgu. Stwierdzono, że kwas cytrynowy (syntetyczny, oczywiście) narusza system przewodnictwa elektrochemicznego w pracy komórek mózgowych. Inaczej mówiąc, jest w stanie z normalnego człowieka zrobić… bezmózgowca. Innymi słowy, kwasek cytrynowy może być stosowany jako środek zmieniający układy chemiczne w mózgu w sposób umyślny i celowy.

Como-quitar-las-ojeras-rapido-4_large
źródło: www.otramedicina.com

A co zrobiono z naszymi pięknymi kobietami?

       Najpierw wmówiono im, że podpaska higieniczna nie jest tak wygodna w użyciu, jak prosty tampon, wprowadzany do pochwy przy pomocy fikuśnego urządzenia z tworzywa sztucznego i wyciągany potem za nitką. Skoro jednak mały tampon nie jest w stanie wchłonąć całej ilości krwi wydzielanej podczas miesiączkowania, więc nasączono tamponik środkiem chemicznym, hamującym skutecznie wydzielanie krwi. Po dłuższym stosowaniu tamponów organizm „przyzwyczaja się” i wydziela tej krwi coraz mniej. Skutek tego jest dwojaki: po pierwsze: zmniejsza się także wydzielanie śluzu w pochwie, wnętrze pochwy staje się suche, stwardniałe, jak skóra na pięcie, traci elastyczność. Jednym słowem, to już nie to co było… A po drugie: skłonność do rakowacenia, powolna utrata płodności. „Pomaga” w tym także stosowanie środków antykoncepcyjnych.

      Zatrute pożywienie, nadmiar hormonów żeńskich, powodują w efekcie u kobiet znacznie zwiększoną skłonność do raka piersi (zwyrodnienie gruczołów mlecznych). Jeśli już przypadkiem zajdzie taka niewiasta w ciążę, to zaleca się jej niekarmienie niemowlęcia własnym mlekiem. Teraz dopiero zaczyna się tę śrubę odkręcać. Do tej pory ładowano jej po prostu zastrzyk (szkodliwy), który powodował nagłe a całkowite zahamowanie pracy gruczołów mlecznych. Niemowlę karmi się więc nagminnie preparatem „Symilac”, który do mleka matki podobny jest raczej tylko z nazwy. Dziecko rośnie więc od razu z ograniczoną zdolnością do trawienia mleka i przetworów mlecznych… jeszcze jeden kandydat do leczenia. Przemysł farmaceutyczny i lekarze będą mieli z niego pociechę do końca życia…
     Skoro piersi nie służą do produkcji mleka, to organizm, zgodnie ze swą wrodzoną zdolnością przystosowawczą, spowodował zanik gruczołów piersiowych. Piersi naszych pięknych dziewic stały się obwisłymi omletami. Usiłowano z tego zrobić „modę”, nakłaniając dziewczyny do krańcowego odchudzania się. W końcu jednak męskie wymagania estetyczne wzięły górę i w modę znów weszły piersi o normalnych, a nawet bujnych kształtach.

505106914426898276_hlb6tvuy_c_large
źródło:  pinterest.com

     Problem powstał, jak tej brzydocie zaradzić w sposób techniczny, a i dochodowy. Wynaleziono więc piersi sztuczne, z galaretki silikonowej, które po prostu „wstawia się” w resztki skóry kobiecych piersi za pomocą zabiegu chirurgicznego. Pierś ma wygląd wspaniały, choć w dotyku podobno jest bardzo nieprzyjemna. Nie wiem, nie miałem z taką niewiastą do czynienia. Faktem jest atoli, że ta galaretka nie jest trwała, jakby się chciało, czy jak ją reklamowano. Po paru latach zdarza się, zaczyna „wyciekać”, przedostając się do organizmu kobiety, poważnie go zatruwając. Trzeba robić nową operację.
Wyżej opisane „udogodnienia” dla kobiet powodują, że zjawiskiem dziś już powszednim i nader częstym są rak piersi, rak macicy, nowotwory niezłośliwe jajników, przedwczesne chirurgiczne usuwanie macicy, bezpłodność itp.

      W Stanach Zjednoczonych około połowa kobiet po przekroczeniu 35 roku życia albo ma już wyciętą macicę, albo już rodziła z zastosowaniem carskiego cięcia, gdyż pochwa i układ kostny biodrowy nie nadają się do przeprowadzenia płodu normalną drogą.
Elita rządząca tym światem jest z tych wszystkich spraw niezmiernie zadowolona. Po pierwsze: stale zwiększają się zyski. Przemysł chemiczny, szpitale, lekarze etc. Wszyscy mają pełne ręce roboty".


      Powstała miła dyskusja i kilka pytań, dlatego przypomnę jeszcze, że tutaj pisałam na temat bawełny wykorzystywanej do produkcji podpasek i tamponów.



................................................

Źródło:
 http://astromaria.wordpress.com/2009/09/26/trujaca-zmieniajaca-plec-zywnosc/

sobota, 20 października 2012

Pigułki na lepszy dzień



żródło obrazka:  www.facebook.com 

żródło obrazka:  www.facebook.com 

żródło obrazka: pingvinukas.tumblr.com

żródło obrazka: www.flickr.com

żródło obrazka:  www.facebook.com 


piątek, 19 października 2012

Bananowe kule raw food

banana_orange.jpg
źródło: real-meal.ru

Składniki:

3 miękkie banany
garść namoczonych orzechów nerkowca
garść namoczonych pestek słonecznika
skórka pomarańczowa

Banany pokroić w plasterki i wysuszyć w dehydratorze/na słońcu/ w piekarniku - mają być lekko "gumowate". Pozostałe składniki zblendować na gładką masę, formować kulki o owijać w podsuszonych plastrach banana.


sobota, 13 października 2012

Sprzęt kuchenny na diecie raw food


źródło: www.rawfoodrecipes.com

     











       Mam za sobą wiele obserwacji, rozmów, doświadczenia z różnymi sposobami odżywiania i szczerze mogę powiedzieć, że surowa dieta/witarianizm/raw food jest jednym z najprostszych z technicznego punktu widzenia. Prostota i minimalizm zachęcają bardzo do surowej diety. Mała ilość tych wszystkich sprzętów, czy nawet brak tzw. zastawy stołowej, łatwość i szybkość w przygotowaniu potraw, brak potrzeby korzystania z kuchenki/kuchni,  mycie naczynia za pomocą nawet zimnej wody bez detergentów odmieniły moją kuchnię.
     Zaczynałam od porządnego noża, deski do krojenia, sokowirówki i mini-blendera i uważam, że te sprzęty na początek są wystarczające. Praktycznie każdy sprzęt z tradycyjnie polskiej kuchni zaadoptowałam na potrzeby raw food, wiązało się to przede wszystkim z niskimi kosztami. Z czasem zakupiłam kilka podstawowych udogodnień.
   Im dłużej i więcej jem surowych dań, praktycznie ostatnimi czasy jadłam fruturiańsko - tym tak naprawdę mniej potrzebuję. Obecnie wystarczy mi w pełni nóż,  blender i tarka do czosnku :-).  Ale na prośbę kilku osób dziś nieco o tych super - sprzętach. Oczywiście Wasze komentarze mile widziane, bo z chęcią poznam nieco opinii na temat takich sprzętów...





      Niby nic tak ważnego, ale owoce i warzywa potrzebują ostrego noża. Tym bardziej, że nie zawsze chodzi tu tylko o siekanie, ale pokrojenie w plasterki i podanie dla gości eleganckiego dania...
Moim zdaniem wystarczą dwa noże: taki szefa kuchni i mniejszy, do obierania, wycinania kawałków warzyw czy owoców. 
      Przy zakupie noża koniecznie sprawdź, czy rękojeść jest dobrze połączona z ostrzem, sprawdź z jakiego materiały jest wykonane ostrze i czy nóż wygodnie leży w dłoni. Idealnie by ostrze było ze stali nierdzewnej.
       Obieraczka do warzyw to też bardzo przydatna rzecz. Na upartego za pomocą takiej obieraczki można nawet zrobić spaghetti z cukinii.
      Czytałam ostatnio o nożach ceramicznych jako tych idealnych do surowej żywności. Są lekkie i podobno nie tępią się przez wiele lat - nie miałam dotąd możliwości ich przetestowania.





     Niezbędny do zrobienia sosów, koktajli, szejków, past, zup, serków, mleka roślinnego itd. Chyba najczęściej używany razem z sokowirówką czy wyciskarką.
      Na początek wystarczy nawet taki blender z "żyrafką" - nóżką do blendowania, ale polecam inwestować od razu w blender kielichowy.

Na co zwrócić uwagę przy zakupie blendera?
  • pojemność kielicha: minimum 1 litr, bez względu na to czy kupujesz go tylko na własny użytek czy dla kilkuosobowej rodziny. Sama mam na własny użytek blender z pojemnością kielicha 1600 ml i przez te kilka lat spokojnie mogę stwierdzić, że wystarczy nawet dla 5-osobowej rodziny, a dla jednej osoby też jest idealny. Lepiej kupić wersję z większym kielichem o 0,5 litra niż męczyć się stopniowym przygotowywaniem posiłku.
  • ostrza - koniecznie ze stali, na pewno nie plastikowe. Czasami blendery typu "żyrafa" mają właśnie prócz całej obudowy plastikowe ostrza, nie nadają się one tak naprawdę do niczego. Miksowanie twardych owoców czy warzyw na pewno uszkodzi ostrza.
  • moc powyżej 650 W to minimum, znów praktyka pokazuje mi, że te w granicach 1300 W są idealne. Blender musi nam zmiksować czasem orzechy, a spalenie silnika to nic miłego :-)
  • przewód - zwróć uwagę na jego długość.
  • gwarancja, cena, promocje: kupienie blendera to dla mnie jak zakup co najmniej lodówki, ofert trzeba przejrzeć kilka razy, upewnić się co do jakość  przy wyższej cenie koniecznie pamiętać o gwarancji, i nie kierować się promocjami typu 19,90 zł... takie blendery dość szybko się niestety psują....

       Szczytem moich marzeń jest niezwykły blender Vita Mix. Jak dla mnie to już najlepsza maszyna z działu blendery. Zmiksuje wszystko, jest mega wytrzymały, ma długą gwarancję, bardzo dobre wykonanie i pomimo dość wysokiej ceny jest warty zakupu. Co ciekawe firma, wypuściła też model dla szefów kuchni - kielich ma tutaj 5 litrów! :-)


      Tutaj sprawa jest prosta: bardzo często do blenderów kielichowych dodawana jest mała część, do pojemności maksymalnie 0,5 litra. Jeśli masz ją w całym zestawie problem mniejszego młynka jest rozwiązany, dlatego rozejrzyj się za taką ofertą. Kupowanie dodatkowego "młynka do kawy" to kolejne koszta. W przypadku podróży - kolejny bagaż.
     Po co młynek do kawy? Jeśli posiadam blender z kielichem ponad półtora litra przygotowanie sosów w małej ilości jest nieco kłopotliwe. Pesto, sos do macerowania grzybów, cukinii czy buraczków to zadanie dla małego młynka. Poza tym często robię w nim mąki: migdałową, z siemienia lnianego, słonecznikową itd. - wszystko w małych ilościach. Poza tym miksowanie ziół na pastę również dobrze jest zrobić w takim małym młynku.
      Jeśli jem dania makrobiotyczne to również kaszę mielę w takim młynku na mąkę. Zwróć uwagę, że kasza gryczana jest niemalże wszędzie  mąki z kaszy nie kupisz już tak łatwo. Ale ja jem zdrowszą, kaszę gryczaną niepaloną - dostępność już trudniejsza, cena niewiele się różni od palonej, a kupienie mąki graniczy z cudem, an pomoc przychodzi właśnie młynek do kawy.



      Dla mnie sprzęt zbędny, bo radzę sobie o wielu lat bez robota kuchennego i nadal nie czuję potrzeby kupowania go.
     Robot kuchenny ma jednak swoje zalety: zastąpi blender, młynek do kawy, tarki, siekaczki itd. Robot kuchenny moim zdaniem to dobra rzecz, gdy cała rodzina odżywia się w różnych stylach.
      Największą frajdą są tarcze z nożami - dzięki niem można bardzo cienko pokroić cukinię, pieczarki..itd.



      Przydatny gadżet. Można bez tego żyć, ale z jednej strony ja sobie nie wyobrażam zeby wszystko kroić nożem :-). Tutaj wykorzystałam niemalże wszystkie krajalnice jakie dotąd miałam w domu: do krojenia ogórków w pasterki, tarka do warzyw i owoców, specjalna tarka do wycinania elementów do dekorowania potraw - dosłownie wszystko. Ostatnio na blogu wspominałam o nabyciu mega uniwersalnej szatkownicy [klik].
     Czy warto kupować taką krajalnicę? Do pokrojenia cukinii na cienkie plasterki - tak, ale tak naprawdę chodzi tutaj bardziej może o efekt wizualny dań, ale pamiętaj  że nawet "gotując" dla siebie trzeba dbać o estetykę. Nawet na upartego na takiej krajalnicy można przygotować surowe spaghetti.



      Cały cud tej krajalnicy to przygotowanie z łatwością cienkich, "makaronowych" wstążek z owoców i warzyw
.




     Sokowirówka -  jeśli chcesz pić soki z twardych owoców to takiego sprzętu na pewno potrzebujesz. Z miękkich owoców cytrusowych można po prostu wyssać sok :-).
     Wyciskarki różnią się tym od sokowirówek, że miażdżą na bardzo wolnych obrotach owoc/warzywo, wyciskają wszystko do ostatniej kropli, nie zachodzi też podczas wyciskania proces utleniania soku, dlatego można go przechowywać nieco dłużej niż soki z sokowirówek.



      Jeśli chcemy zrobić mleko orzechowe lub z nasion taki woreczek jest przydatny, ale tak naprawdę można go zastąpić zwykłym kawałkiem gazy, czy sitkiem z gęstymi oczkami.




       Mając dehydrator do żywności można przygotować: ciasteczka, chlebki raw food, krakersy, suszyć owoce, zioła, warzywa. Susząc w dehydratorze- wszystkie składniki odżywcze pozostaną w pożywieniu, nić nie ulotni się jak podczas smażenia czy pieczenia.
       Kupując dehydrator koniecznie zwróć uwagę na to czy sprzęt ma regulowana temperaturę.



      Kolejny miły gadżet. Kiełkownica pozwala jednocześnie na uprawę kilku różnych kiełków, nie zajmuje miejsca i jest bardzo poręczna. Ale można ją zastąpić słoikiem, sitkiem, czy talerze wyłożonym gazą.




sobota, 6 października 2012

Woda - jaką kupić?


Czym jest woda mineralna?
      Wydobywa się ją z wnętrza ziemi z pokładów izolowanych geologicznie od zewnętrznych źródeł zanieczyszczeń. Woda mineralna ma stabilny skład chemiczny.  Nie każda woda butelkowana jest wodą mineralną.

Ciekawostki:
  • istnieje ponad 130 rodzajów wody,
  • chorzy na nadciśnienie, cukrzycę, osoby mające problem z sercem powinny unikać wodą z dużą zawartością sodu - powyżej 20mg/l,
  • na przetworzenie 1 litra przegotowanej wody na wody przyjazną komórkom organizm wydaje aż 46 kcal,
  • od picia wody destylowanej się nie umiera,
  • idealna woda ma: ponad 50 mg/l magnezu, ponad 150 mg/l wapnia, ponad 250 mg/l siarczanów i ponad 600 mg/l wodorowęglanów.


źródło: nieznane

Woda źródlana 
      Pochodzi czystych źródeł. Ma bogaty skład i tak naprawdę nie powinno się pić tylko tego typu wody.   

Woda gotowana
      Nie jest zdrowa. Osad, który zostaje w czajniku po gotowaniu wody to nierozpuszczalne sole. Pijąc herbatę, kawę czy inne napoje na bazie przegotowanej wody za każdym razem wprowadzamy do ciała wszystkie szkodliwe substancje z takiej wody.
      Podczas gotowania "uśmiercamy" wodę. Nie zabijamy elementów promieniotwórczych czy trującego fluoru [klik], ale np. aktywny tlen - bardzo potrzebny nam do życia. Przegotowana woda  zmienia swoją strukturę, zmienia wszystkie bioenergoinformacje pochodzące z wnętrza ziemi.

źródlo:bikyamasr.com



Chwyty marketingowe dotyczące wody:
  • woda z polskich gór - woda z Żywca, butelkowana jest własnością francuskiej firmy (Danone), ta z Nałęczowa - szwajcarskiej (Nestlé), a ta z Beskidu - amerykańskiej(Coca-Cola),
  • wspomaga odchudzanie, leczy cellulit, zapobiega szybkiemu starzeniu się - tak jak wybieli zęby, wyleczy zeza,
  • gasi pragnienie -  to podobne słowa do: jest płynna i służy do picia,
  • czysta chemicznie i pozbawiana szkodliwych dla zdrowia substancji -każda woda musi być biologicznie w chemicznie czysta,
  • polecana przez Instytut Matki i Dziecka w żywieniu niemowląt - czyli woda ta nadaje się ro przygotowywania posiłków dla niemowląt do szóstego miesiąca życia - niemowlęta źle tolerują wodę bogatą w minerały,
  • najlepsza dla matek karmiących - idealna woda dla kobiet ciężarnych i karmiących ma od 800 mg/l do 1200mg/l wapnia,
  • rekomendowana przez Państwowy Zakład Higieny - PZH ocenia jakość każdej wody przed dopuszczeniem jej do sprzedaży. Po odpowiednich opłatach producent mm, ale to wcale nie oznacza, że dana woda wyróżnia się szczególnymi właściwościami zdrowotnymi.

źródło:bengreenfieldfitness.com


Jak kupować?
  • patrz na skład: najzdrowsza woda mineralna powinna mieć więcej niż 1000 mg/l składników mineralnych (np. woda "Zuber" ma ich aż 23 000 mg/l),
  • w upały możesz kupić wodę z większa zawartością minerałów ponad 1000-1500 mg/l,
  • unikaj wód smakowych, napakowane są chemią, sztucznymi aromatami i słodzikami (nawet ta słynna od soków w szklanych butelkach produkuje wodę dla dzieci z aspartamem!), w domu dodaj do wody listki mięty czy plasterek cytryny.
      Najlepiej wybrać naturalną wodę mineralną średniomineralizowaną. Taka woda ma mało wapnia, a dużo minerałów.

..................

1. "Czy można żyć 150 lat?" M. Tombak
2. "Czy wiesz, co jesz"  K. Bosacka, M. Kozłowska - Wojciechowska


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwuj przez e-mail: