Szukaj na tym blogu

Translate

wtorek, 31 stycznia 2012

owocowo-warzywna dr E. Dąbrowskiej - najważniejsze pytania (Co to jest janignizowanie?)





    Powiem, że mam serdecznie dość odpowiadania wciąż na te same pytania dotyczące diety E. Dąbrowskiej, męczy mnie też tłumaczenie nawet po kilkadziesiąt razy w miesiącu tych samych rzeczy....Dlatego też przygotowałam zestaw odpowiedzi na najczęściej padające pytania związane z oczyszczaniem według zaleceń tej pani doktor. 
     Materiały oczywiście zasięgnęłam z dwóch książeczek dr Dąbrowskiej: "Przywracać zdrowie żywieniem" i "Ciało i ducha ratować żywieniem"  - do nich odsyłam po więcej informacji. 
     Oczywiście polecam tez zajrzeć do wszystkich postów na blogu, na temat tego oczyszczania zdrowego żywienia: dieta E. Dąbrowskiej.







      Janignizowanie nie jest ściśle związane z dietą dr Dąbrowskiej. Jest to typowo makrobiotyczny sposób przygotowywania potraw, charakteryzujący się tym, że warzywa/owoce "smaży"się, a raczej dusi w ich własnym soku, w taki sposób przygotowuje się głównie przetwory na zimę bez dodatku ani grama cukru!!  
     Ze względu na fakt, że na oczyszczaniu, nie można używać żadnych tłuszczy do smażenia czy duszenia zaadoptowałam makrobiotyczny sposób do przygotowywania potraw podczas diety. 
     Jak wygląda janignizowanie? Owoce lub warzywa należy pokroić na drobne kawałki, włożyć do płaskiego rondelka, który koniecznie stawiamy na blaszanej płytce i na małym gazie. Po wpływem temperatury owoce/warzywa zaczynają więdnąć i puszczają sok. Dusić należy pd przykryciem aż do miękkości, od czasu do czasu mieszając drewnianą łyżką, by nic nie przywarło do dna. 
     Dodanie odrobiny soli sprawi, że np. kwaśne jabłka wydobędą swój naturalny cukier!!! (Od razu mówię, że jabłka na diecie Dąbrowskiej można spożywać, a co za tym idzie powyższy cukier nie przeszkodzi nam w oczyszczaniu). 






      Kto powinien oczyścić organizm? Każdy, kto przede wszystkim cierpi na przewlekłe choroby, komu już żadne leki chemiczne nie odpowiadają, oraz osoby zdrowe jako profilaktyka zdrowego stylu odzywiania i zpaobiegania chorobom. Trzeba być przede wszystkim gotowym fizycznie i psychicznie na zmianę swojego stylu odzywiania i nie można zmienić tego z dnia na dzień.
    Dla kogo jest przeznaczona dieta? Wskazania przede wszystkim dla: zdrowych, w celach profilaktycznych; chorych z zaburzeniami metabolicznymi: nadwagą, otyłością, nadciśnieniem, miażdżycą, wysokim cholesterolem, kamicą nerkową, skazą moczanową, zakrzepami żylnymi. Kolejna grupa, to osoby z przewlekłymi chorobami zapalnymi: nawracającymi infekcjami migdałów i zatok, reumatoidalnym zapaleniem stawów, chorobami alergicznymi skóry, astmą oskrzelową, chorobą wrzodową, przewlekłe zapalenie wątroby. Pozostałe choroby to: choroby zwyrodnieniowe stawów, zaćma, paradontoza, choroby skóry: łuszczyca, sklerodermia, porfiria. Dieta oczyszczająca może być pomocna dla osob cierpiących na zaburzenia czynnościowe przewodu pokarmowego: zespół jelita nadwrażliwego, zaparcia, zgagę. Waże są również chorby cywilizacyjne: choroba wieńcowa, cukrzyca (na lekach doustnych), alergie oraz stany obniżonej odporności (częste infekcje).





      Przeciwwskazania: choroby psychiczne i ciężkie depresje, gruźlica, cukrzyca na insulinie, nadczynność tarczycy, niedoczynność nadnerczy, wyniszczenie organizmu (nowotwory), ciąża i okres karmienia, wiek - przed okresem dojrzewania.

      Uwaga! Pacjenci chorzy na cukrzycę i przyjmujący insulinę, powinni przeprowadzać kurację pod opieką lekarza, ponieważ trzeba całodobowo kontrolować cukier, by można było stopniowo zmniejszać dawki insuliny. 




       Przede wszystkim: TAK, należy się przygotować! Żadnej zmiany w odżywianiu w swoim życiu nie powinno się robić z dnia na dzień. Im jesteśmy starsi, im dłużej prowadzimy tradycyjny styl żywienia (masowy, typowo tłusty, kuchnia polska, fast food, półprodukty spożywcze, gotowe dania, mało surowych dań, dodatkowo mało ćwiczeń, mało ruchu, przyjmowanie leków przeciwbólowych, choroby przewlekłe ) im częściej chorujemy i jak bardzo tym więcej czasu potrzeba nam na przygotowanie.
    Oczyszczanie ma na celu przygotowanie organizmu na coś nowego, lepszego i zdrowszego - ale jeśli zrobimy to za szybko nie dość, że skończy się to źle, to możemy jeszcze dodatkowo winić samych siebie, że nie daliśmy rady... Przygotowanie to stopniowa zmiana stylu dotychczasowego żywienia oraz zmiana naszej psychiki, świadomości umysłu. Kiedy będziesz gotowy na oczyszczanie? Przede wszystkim to się czuje: ciało jest obciążone, zmęczone, umysł podobnie....

    Przygotowanie do pierwszego oczyszczania zajęło mi ponad pół roku!! Uważam, że dla mnie był to okres idealny, dziś nie potrzebowałabym tak długiego czasu...
     Propozycja przygotowania do oczyszczania (wspominałam już o tym wiele razy na blogu), opiera się głównie na stopniach, zmieniasz je wtedy, kiedy uznasz, że możesz sobie poradzić bez jedzenia danego pokarmu, że go już nie potrzebujesz i jest Ci on po prostu niepotrzebny. 
     Na poczatku zrezygnuj z potraw typu fast food, potem odstaw wszystko co zawiera cukier (czytaj etykiety), stopniow jedz więcej warzyw i owoców, rezygnuj  zpotraw wysokoprzetworzonych, naucz się robić soki, zrezygnuj z białego pieczywa i białego ryżu i makaronu, przejdź na odżywianie makrobiotyczne, potem na wegetarianizm...
     Zajrzyj do posta o hierarchii potraw szybko-  i  wolno wychodzących. Przy przygotowywaniu do oczyszczania możesz kierować się tą listą i etapami rezygnować z potraw najniżej ustawionych w hierarchii, aż dojdziesz do poziomu 6-7 i wtedy spokojnie możesz przejść na oczyszczanie wg Dąbrowskiej.





    Czym jest sok? Sok to wyciśnięty samodzielnie w sokowirówce lub wyciskarce efekt miażdżenia samodzielnie przygotowanych owocó lub warzyw. Pod pojęcięm np. sok jabłkowy ZAWSZE rozumiem, że jest to wyciśnięty sok z przygotowanego wcześniej jabłka, beż żadnych dodatków. Nigdy nie jest to kupiony sok z kartonu, nigdy nie będzie to: nektar, napój, sok na bazie wody, Kubuś i podobne mu napoje, przecier - takie rzeczy nie są sokami. Sok ma w składzie: "sok" i nic więcej, nawet nie ma wody!!!! Jedynie soki, które można pić podczas oczyszczania, i które są w pełni sokami owocowo-warzywnymi to tzw. soki jednodniowe. W sklepiej znajdziesz je tylko w lodówce, i tylko w szklanej butelce, a data ważności wynosi tylko 1 dzień.
     Piszę  o tym ponieważ ponad 80% osób zadających mi pytanie o soki, kupuje właśnie typowo kartonowe lub a'la  Kubuś rzeczy, a one mają i konserwanty, cukier i wodę... nie wnoszą nic w oczyszczaniu poza dalszym wyniszczaniem komórek i opóźnianiem procesu zdrowienia. 

     Nie należy pić mocnej herbaty, nie należy pić w ogóle czarnej i czerwonej herbaty oraz tzw. owocowych (gdzie barwniki i aromaty są sztuczne), kawy, alkoholu, ani palić papierosów. 
    W ramach ciepłych napoi piję: herbatę z hibiskusa (czarnych kwiatów malwy), herbatę z rumianku, zieloną i białą herbatę bez dodatków, wodę z cytryną i miętą, wodę z imbirem. Chłodne napoje: woda, soki warzywne i owocowe, woda z kiszonych ogórków lub woda z kiszonej kapusty (rozcieńczana z wodą, gdyż stężenie kwasu może nam bardziej zaszkodzić niż pomóc).





czwartek, 26 stycznia 2012

Fluor – zabójca ludzkości





       Bardzo długi, ale za to bogaty w informacje wpis na temat trucizny jaką jest fluor już jakiś czas temu pojawił się na blogu. Zainteresowanych odsyłam tutaj. Dziś cytuję wpis autorstwa Marka z jego wspaniałego bloga, jako uzupełnienie i potwierdzenie poprzednich informacji. Podkreślenia na czerwono i drobne zmiany w wielkości czcionek są mojego autorstwa ;-), reszta jest niezmieniona.
    
     "Badania wykonane na próbce 60 pacjentów zostały opublikowane w styczniowym numerze magazynu medycznego Nuclear Medicine Communications. Naukowcy stwierdzili, że zwapnienie naczyń u badanych pacjentów bez wątpienia było spowodowane zwiększoną ilością fluorku sodu w organizmach.


      Dzisiaj kilka informacji omijanych przez kryminalne media nt. fluoru, który w postaci związków, głównie fluorku sodu, stosuje się m.in. do „uzdatniania” wody i past do zębów.

Fluor główną przyczyną chorób układu krążenia
      Nowe, przełomowe badania wykazują, że fluorek sodu jest głóną przyczyną chorób układu
krażenia
. Stymuluje on bowiem tzw. arteriosklerozę czyli zwapnienie naczyń krwionośnych. Choroby naczyń w tym miażdżyca są główną przyczyną zgonów na świecie – np. w 2008 roku zabiły 17 milionów ludzi – tj. więcej niż rak. Badania wykonane na próbce 60 pacjentów zostały opublikowane w styczniowym numerze magazynu medycznego Nuclear Medicine Communications. Naukowcy stwierdzili, że zwapnienie naczyń u badanych pacjentów bez wątpienia było spowodowane zwiększoną ilością fluorku sodu w organizmach.    
       Fluorek sodu jest w wielu krajach dodawany do wody, mimo że eksperci medyczni ostrzegają, że powoduje to u ludzi spadek ilorazu inteligencji i wzrost bezpłodności.
     Rzekomym powodem dodawania fluorku jest zapobieganie psucia się zębów i poprawy higieny
jamy ustnej. Nowe badania wykazały jednak, że fluorek sodu nie ma takiego działania. O wiele lepsza jest np. witamina D, która nie powoduje efektów ubocznych.
(zob: >artykuł).
      USA jest jednym z takich krajów, mimo że istnieje mocna opozycja przeciwna fluoryzacji wody. Rząd owszem, przyznaje, że fluoryzacja powoduje problemy zdrowotne, ale nie redukuje programu fluoryzacji. W 1962roku zalecono dodawania fluorku sodu w ilości pomiędzy 0.7 a 1.2 miligramów na litr. Obecnie 72% Amerykanów spożywa wodę z fluorem, co w efekcie przyczynia się do bardzo wysokiej ilości osób z chorobami naczyń wieńcowych.
      Negatywne skutki fluoru zostały potwierdzone w 24 innych badaniach zogniskowanych na sprawności umysłowej oraz w ponad 100 testach na zwierzętach. Potwierdziły one jego związek ze wzrostem bezpłodności, cukrzycy i innych problemów zdrowotnych. Np. 28% z badanych dzieci, które osiągnęły najwyższe wyniki w testach na inteligencję, mieszkały w regionach gdzie fluoryzacja wody jest niewielka, podczas gdy z regionów o wysokiej fluoryzacji było ich tylko 8%.
      Autorzy artykułu apelują o całkowite zaprzestanie dodawania związków fluoru do wody. Tymczasem powinno się stosować efektywne filtry, które je usuwają.

Fluor jest jednym z najsilniejszych anty-psychotycznych substancji
Na podstawie: http://www.informationliberation.com/
      Dodaje się go do 25% środków przeciwbólowych. W czasie II wojny światowej IG Farben opracował plany fluoryzacji ludności terenów okupowanych, gdyż stwierdzono, że fluor powoduje niewielkie uszkodzenia pewnych regionów mózgu. Uszkodzenia te powodują, że ludzie przestają bronić swojej wolności i są bardziej posłuszni wobec władz. Nie jest więc dziwne, że hitlerowcy stosowali tę chemiczną kontrolę umysłu. Nazistowskie badania medyczne były kontynuowane przez armię amerykańską, a celem było uzyskanie możliwości obezwładnienia całych państw za pomocą chemii.
     Jak podano w tzw. „Raporcie Rockefellera”, program badań chemicznych był częścią znacznie większych studiów nad sposobami kontroli zachowań ludzkich.
     Mit korzystnego działania fluoru na zęby powstał w 1939 roku w USA, gdy naukowiec Gerald J. Cox przeprowadził badania na szczurach i stwierdził, że wpływa on korzystnie na ich uzębienie i warto by aplikować fluor ludziom. W tym czasie Cox był pracownikiem ALCOA, największego producenta toksycznych odpadów fluorowych – firma była zagrożona procesami sądowymi związanymi ze szkodami jakie spowodowały te odpady.
     W 1947 roku prawnik ALCOA, Oscar R. Ewing, został mianowany szefem FSA (Federal Security Agency), co dało mu kontrolę nad PHS (Public Helath Servies – agencja rządowa d.s. zdrowia). W ciągu następnych 3 lat 87 miast amerykańskich zaczęło fluoryzować wodę pitną. Wśród nich było miasto kontrolne w programie badawczym nt. skutków fluoryzacji w Michigan, co w efekcie wyeliminowało te dotąd jedyne obiektywne testy.
      Odpady fluorowe, które powstawały głównie w produkcji materiałów wybuchowych, sztucznych nawozów i innych „koniecznych” artykułów, stały się więc z trudnych do składowania śmieci, cennym towarem. Stał się on ważnym składnikiem past do zębów, lekarstw, środków przeciwbólowych, antygrzybicznych i trucizn na szczury. Dlatego też walka z fluoryzacją jest bardzo trudna, o ile nie skazana na niepowodzenie, gdyż przemysł będzie się bronił z całej siły przed ograniczeniami. Dochodzi do tego odpowiednia „edukacja” na temat rzekomych korzyści jakie przynosi fluoryzacja.
     Wzorem dla nowoczesnych „edukatorów” był ojciec PR-u i dezinformacji medialnej Edward Bernays.
Oparł się on na założeniu, że można doprowadzić do akceptacji praktycznie każdej idei, jeśli tylko ma się za sobą lekarzy. Lekarz jest autorytetem dla większości ludzi, niezależnie od tego jaka jest jego wiedza. Należy tu dodać, że z badaniami nad fluorem jest tego typu problem, że powoduje on całą gamę problemów zdrowotnych, zatem diagnoza jest bardzo trudna.
     Ci, lekarze którzy propagowali fluoryzację kompletnie nie wiedzieli o badaniach wykazujących jego szkodliwość, zaś ci którzy próbowali się przeciwstawić zostali okrzyczani szaleńcami.

Fiji: pasty do zębów bez fluoru usuwane są ze sklepów
     W związku z wejściem tzw. Toothpaste Standard (Standard Pasty do zębów) oficjele w Fiji prowadzą inspekcję wszystkich sklepów aby upewnić się, że nie ma w nich żadnej pasty bez zawartości fluoru. Sklepom, które nadal by prowadziły sprzedaż past bez fluoru grożą konsekwencje karne.
komentarz: Tego typu działania „prewencyjne” potwierdzają, że standardy tworzone są przez ludobójczy rząd światowy w postaci organizacji opanowanych przez międzynarodowe mafie bankierskie jak Rockefellerów.

piątek, 20 stycznia 2012

"Food Matters - Jedzenie ma znaczenie." - o lekach, zdrowiu, jedzeniu i naturze.


     


     Tradycyjnie i "Jedzenie ma znaczenie" doczekało się swojego streszczenia ;-). Dokument ten obejrzeć należy też z powodu bardzo dobrze dobranych zdjęć - pokazujących najczęściej jak naprawdę wygląda wszystko co związane z jedzeniem, poznania różnych osobistości (lekarzy, naukowców, założycieli ośrodków dziennikarzy, badaczy) -  w większości naprawdę bardzo znanych ;-) w środowiskach osób zdrowo się odżywiających, np. córkę Maxa Gersona - założyciela instytutu leczenia raka za pomocą diety sokowej, poznania tysiąca faktów, przekazanych bardzo prostym i nieskomplikowanym językiem...
     Film ten sama obejrzałam może ponad 10 razy, ale wciąż wracam, i nawet teraz, pisząc te streszczenia byłam nim po raz kolejny zafascynowana ;-). Śmiało powiem, że dokument jest wzruszający, bo pokazuje jak wiele kłamstwa i manipulacji jest w codziennym życiu.



Co znajdziesz w filmie dokumentalnym
 Jedzenie ma znaczenie
(każde z poniższych zagadnień jest omówione szeroko w poszczególnych częściach)


część 1:

  • co według starożytnej medycyny powinno być naszym lekarstwem, a co pożywieniem,
  • dlaczego dobre zdrowie nie jest mile widziane prze koncerny farmaceutyczne,
  • dlaczego choroby serca i rak są co roku dwoma głównymi przyczynami przypadków śmiertelnych w USA,
  • ile dziesiątek tysięcy osób umiera na skutek niepotrzebnych operacji i błędów lekarskich, infekcji i zakażeń szpitalnych, ile setek tysięcy umiera z powodu niepożądanych reakcji na leki,
  • czy żywność może i powinna być lekarstwem,
  • zjawisko żywności z supermarketu: jak stare jest twoje jedzenie, ile ma w sobie wartości odżywczych, ile żywności jest przetworzonej, 
  • azot, fosfor i potas (czyli chemiczne nawozy) jako TYLKO 3 z  AŻ 52 różnych minerałów potrzebnych glebie do wydania zdrowej żywności, 
  • dlaczego nawet wegetariańska i witariańska (raw food) dieta jest nie do końca zdrowa?
  • dlaczego gotowana żywność = toksyczna żywność,
  • czym są enzymy w naszym pożywieniu,
  • problem leukocytozy,
  • co takiego świetnego widzą zwolennicy raw food w: trawie pszenicznej, nasionach goji, jeżówce purpurowej, surowym i naturalnym (czyli od pszczół, a nie z fabryki;-) miodzie, spirulinie (ma najwyższą zawartość enzymów na świcie), owocach noni, ziarnach kakaowca (najlepsze na świecie źródło magnezu, chromu, żelaza, cynku miedzi), witaminy C (zawiera najwyższą dawkę antyoksydantów), imbirze, tłuszczu kokosowym,
  • co to jest żywność super-food,
  • problem białka we współczesnym świecie.



.............................
część 2:

  • ciąg dalszy z pierwszego fragmentu o ziarnach kakaowca,
  • czym jest inwestycja we własne zdrowie,
  • dlaczego nie jest możliwe nadrobienie braków w witaminach i minerałach z poprzednich dni (problem: od jutra jem zdrowo i uzupełnię braki witamin z dzisiaj),
  • dlaczego nigdzie nie przeczytamy na temat leczenie chorób witaminami, po co w środkach masowego przekazu mówi się " uwaga można przedawkować witaminy, nie powinno się brać ich za dużo" - i dlaczego nie pokazuje się żadnych dowodów na to, 
  • dlaczego lekarze jako naukowcy (!) mówią: "nie wierzę w witaminy", dlaczego witaminy przedstawia się jako niebezpieczne, dlaczego przeprowadza się badania, które mają za zadanie pokazać, że zażywanie witamin może być szkodliwe,
  • dlaczego usiłowano pokazać w badaniach, że witamina C powoduję kamicę nerkową i dlaczego nie ma na to żadnych dowodów naukowych,
  • fakty: w ciągu 23. lat wg amerykańskiego instytutu toksykologii mało miejsce 10 przypadków zgonów spowodowanych witaminami, 
  • problem różnicy wykształcenia medycznego u lekarzy, a lekarzy - dietetyków,
  • dlaczego lekarze medycyny nie zwracają nigdy uwagi na to co jemy, jaka jest nasza codzienna dieta (mniej niż 6% lekarzy po studiach w USA ma jakikolwiek szkolenie z zakresu żywienia),
  • białaczka, szpital, białe pieczywo i galaretka, czyli dlaczego 26% pacjentów wychodzących ze szpitala jest bardziej niedożywiona niż w momencie gdy tam trafiają, a co ciekawe 80-90% osób, które trafiają do szpitala po prosty źle się odżywia,
  • witamina C: o pionierach, którzy zaczęli stosować duże dawki tej witaminy w leczeniu już w latach 40-tych (!) i braku tych informacji na studiach medycznych, dlaczego jest to pomijane w codziennych wiadomościach, do których dostęp ma każdy, przeciętny obywatel,  Linus Pauling (podwójny noblista, kolega m. in. A. Einsteina) na podstawie badań stwierdza, że witamina C może leczyć przeziębienie  - opowieść o tym, jak środowisko medyczne go wyśmiało,
  • składniki odżywcze i fakt działania jednej witamin na wiele schorzeń (np. wit E jest dobra na leczenie oparzeń, na schorzenia serca, na ograniczenie ataków padaczki; wit. C - działa antytoksycznie, antyhistaminowo, antywirusowo, pomaga w regulacji poziomu cukru, pomaga poprawić nastrój w depresji ) - jedna witamina może leczyć chorób, ponieważ brak tej jednej może spowodować wiele chorób - ten fakt jest pomijany przez współczesną medycynę (nauka medyczna uczy: jeden lek na jedną chorobę), a w organizmie jedna witamina bierze udział w wielu reakcjach.





.............................
cześć 3:

  • ciąg dalszy leczenia wielu schorzeń jedną witaminą: dlaczego choroby nie powinny być leczone selektywnie, dlaczego za pomocą dietetyki nie da się wyleczyć jednej choroby pomijając dwie pozostałe u tego samego pacjenta,
  • dlaczego podawanie leków, lub operacje tak naprawdę nie powodują poprawy zdrowia,
  • skąd się bierze stwierdzenie, że np. witamina C pomaga tylko niektórym pacjentom,
  • rekomendowane dzienne dawki ilości danego składnika w naszej diecie - czy słynne GDA na opakowaniach produktów spożywczych ma dla nas jakikolwiek znaczenie,
  • dlaczego potrzebujemy o wiele, wiele więcej witaminy niż zalecają dzienne dawki,
  • dlaczego lekarze medycyny leczą tylko chorobę lub objawy, a nie jej przyczynę, dlaczego medycyna konwencjonalna ma problem z wyleczeniem chorób przewlekłych,
  • choroba wieńcowa jest odwracalna, dr Dean Ornish przepisywał chorym dietę witariańską (raw food, surową) i pracował z nimi nad redukcja stresu, w efekcie jego pacjenci byli w stanie albo odwrócić, albo powstrzymać chorobę w ciągu 1-2 lat, przyczyny choroby wieńcowej to: brak właściwej diety i brak witamin, część pacjentów z chorobą wieńcową uniknęła operacji dzięki temu leczeniu, dr Ornish wyleczył wiele osób z choroby wieńcowej bez użycia ani jednego leku!!,
  • bezpieczny, najtańszy, działający doskonale lek na chorobę wieńcową i dlaczego kardiolodzy nie zalecają tego leku,
  • skutki uboczne i niepożądane danego leku: w UK w ciągu roku umiera około 10 tysięcy osób z powodu przedawkowania leków; na raka prostaty umiera około 9 tysięcy osób; amerykański magazyn opublikował statystki: 106 tysięcy Amerykanów umiera rocznie z powodu PRAWIDŁOWO przypisanych (czyli: według wskazań lekarza) farmaceutycznych leków - są to skutki uboczne, które są normalnie spodziewane, dodatkowo w tych statystykach nie są podane przypadki przedawkowań i nadużyć; w wypadkach samochodowych ginie 3,5 tysiąca w ciągu roku;  - wyjaśnienie tego zjawiska.




środa, 18 stycznia 2012

Gomasio II (z siemieniem lnianym)

       Wersja gomasio z czarnym sezamem pojawiła się na blogu rok temu [klik]. Dzisiaj wersja z siemieniem lnianym według przepisu Stanisławy Olko z książce: "Makrobiotyka w polskiej kuchni". Szczerze powiem, że ta wersja smakuje mi bardziej. Dodatkowe plusy: siemię lniane można kupić praktycznie w większości supermarketów, targów, sklepów ze zdrową żywnością i nie jest ono drogie. Ponieważ w naszej strefie klimatycznej sezam nie rośnie, dlatego zastąpienie do siemieniem lnianym jest się dla nas najwłaściwsze. Odżywianie się produktami lokalnymi, dostępnymi w kraju dodatkowo pozwala wspierać polskie rolnictwo!

     Makrobiotyka zaleca spożywanie czarnego sezamu i siemienia lnianego dość często ponieważ reguluje on pracę przewodu pokarmowego. Stosuje się go w ramach kuracji wzmacniającej, lub profilaktycznie w ramach odkwaszania organizmu. Gomasio można z powodzeniem stosować zamiast soli.




GOMASIO

1 część soli (najlepiej gruboziarnistej)
12-15 części nasion siemienia lnianego

      Na suchej patelni, na małych ogniu i ciągle mieszając uprażyć sól, aż zacznie lekko zmieniać kolor na złoty. Następnie osobno uprażyć siemię lniane, ale pod przykryciem - do momentu aż poczujecie jego miły zapach :-). Sól i siemię pozostawić do ostygnięcia.

     Całość najlepiej utłuc w moździerzu, lub zmielić w elektrycznym młynku do kawy. Zarówno sól jak i siemię powinno być zmielone na pył.

      Gomasio przechowywać w słoiku, w lodówce.


Używać do zup, sosów, kanapek ..... każdego dania, które wymaga soli.






     Dawno temu Kasia dała mi link do przepisu na galen w stylu arabskim, pewnej alternatywie do leczniczego gomasio, ale znacznie bogatszej [klik].



niedziela, 15 stycznia 2012

AIDS - naukowe oszustwo

      "Christine Maggiore zmarła 27 grudnia 2008 roku. Oficjalne media naturalnie rozgłosiły, że śmierć jej była spowodowana HIV. U Christine zdiagnozowano zapalenie płuc.

Dlaczego?

     Ona i jej rodzina należeli do osób, którym nie wolno było zachorować, bo każdy najmniejszy objaw interpretowany byłby jako następstwa HIV.

    Christine 3-letnia córeczka zmarła w 2005 roku w dziwnych okolicznościach (podobno alergia na antybiotyk).  Każdy ze znających Germańską Nową Medycynę (GNM) może sobie wyobrazić jaką maszynerię wprowadziło to w ruch...sądy, media, procesy...
To wszystko nie mogło przejść bez śladu na tej walecznej kobiecie.

    Christina miała jeszcze synka. Całkiem prawdopodobne, że przeżyła również strach związany z utratą praw rodzicielskich...
     Prawdopodobne jest również, że Christine od śmierci swojej córeczki, czyli od 2005 roku, aż do 2008 roku, była w aktywności biologicznego konfliktu. Na pewno rozwiązała ten konflikt, ponieważ zapalenie oskrzeli w kontekście GNM oznacza Sensowny (celowy) Biologiczny Specjalny Program Natury oskrzeli już w fazie zdrowienia. Inaczej nie pojawiłby się „stan zapalny oskrzeli... który spowodował zwężenie światła tego ważnego w procesie oddychania organu... biologia była tutaj, tak jak zawsze, konsekwentna. Poza tym Christina w tej fazie zdrowienia „faszerowana była różnymi medycznymi „koktailami... (6 specified drugs, Meyer's cocktail ,vitamin C, and calcium IV)

     Trudno jest dzisiaj powiedzieć, co naprawdę zabiło tą dzielną kobietę; te koktaile czy wybujały przebieg fazy zdrowienia...
Ale z pewnością nie był to HIV!"









Kolejne części możesz obejrzeć TUTAJ.


czwartek, 12 stycznia 2012

Syntetyczne witaminy


źródło:nieznane

     

        "Początki nowoczesnej medycyny są nierozerwalnie związane z czasami, gdy nastąpiło definitywne rozdzielenie kościoła od państwa. Wtedy to rozbito naczynie zwane "mądrością", a z jego zawartości zaczęły kiełkować osobne rośliny zwane gałęziami nauki. Nowoczesna medycyna od samego początku odrzuciła "medycynę ludową" jako szkodliwy, nienaukowy zabobon i znalazła sprzymierzeńca w naukowej chemii - farmakologii. Od tego czasu mariaż medycyny z chemią ma się bardzo dobrze, czego nie można powiedzieć o naszych organizmach. Wszelkie wiadomości o szkodliwości i działaniach ubocznych sterylnych i wyizolowanych związków chemicznych zwanych lekami są skutecznie blokowane przez ich producentów i ich sprzymierzeńców. Zwykły człowiek dowiaduje się czasem, że lek który miał mu pomóc okazał się trucizną, ale jest to rzadkość. Wyjątkiem są już poważne skutki uboczne leku, które niektórych pacjentów wyprawiły na inny świat. Tak było przykładowo z "Vioxx'em", gdzie nauka nie zdołała na czas przewidzieć tragicznych skutków użycia. A czy inne leki są zdrowe?

Happiness,love,positive,vibes,random,quote,color-9a875170ce14b4e29dfd071d60b2c906_h_large
źródło: vi.sualize.us
 
      Weźmy dla przykładu wszechobecną aspirynę, która oprócz chronienia przed zawałem, zdołała wybudować imperium Bayer'a i pchnąć na wyżyny sportu jedną drużynę piłkarską. Kontrowersje wokół tego specyfiku trwają już chyba od czasów słynnej "hiszpanki", gdzie używana w USA w epidemii grypy doprowadziła wielu chorych do szybszego spotkania z Bogiem. Aspiryna czyli czysty kwas acetylosalicylowy do dzisiaj jest lekiem bezskutecznie zwalczanym przez lekarzy homeopatów, jako środek wręcz trujący.

      W artykule "Epidemia grypy 1918 - homeopatia na ratunek" Guy Beckly Stearns MD, New York, pisze - "Aspiryna oraz inne produkty wytwarzane ze smoły węglowej są potępiane przez lekarzy, ponieważ powodują ogromną liczbę niepotrzebnych zgonów. Wszędobylska aspiryna jest zdecydowanie najbardziej szkodliwym lekiem ze wszystkich. Jej fałszywie dobroczynne działanie przeciwbólowe wywołuje zaledwie krótką ulgę, nic nie znaczącą z punktu widzenia medycyny. W wielu przypadkach aspiryna osłabiła serce, negatywnie wpłynęła na poziom sił witalnych pacjentów, zwiększyła poziom śmiertelności oraz znacznie spowolniła proces rekonwalescencji. We wszystkich przypadkach aspiryna maskuje objawy, co znacznie bardziej utrudnia dobór odpowiednich leków. Aspiryna najprawdopodobniej wcale nie działa lecząco na żadną chorobę i powinna być wycofana z użycia."

     Inny ze wspominających J.P. Huff MD, Olive Branch, stan Kentucky, opisuje - "Przysłano mi paczkę zawierającą 1000 tabletek aspiryny, o 994 za dużo. Wydaje mi się, że podałem zaledwie pół tuzina. Nigdzie nie mogłem tego schować. Używam bardzo niewielu leków. Prawie zawsze podaję Gelsemium i Bryonia. Prawie nigdy nie traciłem pacjenta, jeżeli przybyłem na wezwanie pierwszy, chyba że wcześniej pacjent wysłany był do apteki po aspirynę. W takiej sytuacji prawie zawsze musiałem zająć się nowym przypadkiem zapalenia płuc."

 
 
     Tego typu artykuły są z reguły zamieszczane w pismach specjalistycznych lub w lokalnej prasie by "nie siać paniki", choć bardziej prawdopodobnie dlatego, by producenci leku nie utracili swych kolosalnych zysków. Takie artykuły to prawdziwe "białe kruki". Podobnie jest z innymi lekami, w tym szeroko reklamowanymi witaminami "all in one" typu "Centrum" i podobne.
 
Co na ten temat pisze prof. Tombak:

Szkodliwe jest nie tylko przyjmowanie witamicy C ale i wszystkich syntetycznych witamin.
  • Po pierwsze - witaminy to związki, które nie są wytwarzane drogą syntezy w organizmie człowieka (oprócz grupy B i D), a powstają w roślinach drogą biosyntezy. W komórkach roślin witaminy występują w łatwo przyswajalnej dla człowieka postaci (prowitaminy), oprócz nich w roślinach występuje niezbędny zbiór soli mineralnych, które sprzyjają pełnemu przyswojeniu ich przez organizm. Właśnie dzięki temu przedawkowanie naturalnych witamin jest bardzo trudne, a syntetycznych bardzo łatwe.
  • Po drugie - sztuczne witaminy, to krystaliczna, nieorganiczna substancja, obca dla organizmu. Jest ona z trudnością, albo nie jest wcale przyswajana przez organizm. Spożywając syntetyczne witaminy przeciążamy nerki i wątrobę, naruszamy równowagę soli mineralnych w organizmie.
  • Po trzecie - jednym ze skutków ubocznych stosowania syntetycznych witamin jest zwiększenie apetytu, ponieważ organizm, aby je przyswoić, potrzebuje dodatkowej porcji soli mineralnych, węglowodanów i składników białkowych. W roślinach one są, w syntetycznych witaminach ich nie ma. Stąd prosta droga do otyłości.
  • Ponadto w naszej świadomości utrwaliło się przekonanie, że witamin nie można przedawkować i nie posiadają skutków ubocznych. Uczeni z wielu krajów zgodnie twierdzą, że przyjmowanie syntetycznej witaminy C nie tylko nie uodparnia organizmu, ale w przypadku niektórych chorób (szczególnie reumatyzmu) pogarsza jej przebieg i leczenie. Przedawkowanie syntetycznej witaminy C grozi powstawaniem skrzepów krwi, kamieni w nerkach i pęcherzu moczowym. Niszczy też witaminę B2 oraz zaburza proces wytwarzania insuliny i zwiększa zawartość cukru w moczu i krwi. Duże jej dawki zwiększają też zmęczenie mięśni i zaburzają reakcje wzrokowe i ruchowe.
     Problem syntetycznych leków jest taki sam jak problem ataku we współczesnym wojsku. Jeśli do ataku wyślemy samą piechotę, bez czołgów, artylerii, saperów i lotnictwa nie odniesiemy żadnego sukcesu. Tylko współdziałanie wszystkich elementów może zapewnić powodzenie. Taką "gołą" piechotą jest każdy syntetyczny lek".


źródło: pulsetoday.co.uk



   

................................................................


Źródła:
1. http://uleszka.uprowadzenia.cba.pl/webacja/medalt/trucie.htm


poniedziałek, 9 stycznia 2012

Ałun - najlepszy, najzdrowszy, najtańszy dezodorant

 
      Ałun jest w 100% naturalnym minerałem, co ciekawsze jest znany i stosowany już od wielu tysiecy lat! W postaci dezodorantu można go spotkać w formie nieoszlifowanej i polerowanej w różnych kształtach i zależnej od tych cech - ceny. Ałun ma odczyn kwasowy stąd jego działanie aseptyczne i ściągające.
     Jedną z najważniejszych cech zaraz po naturalności jest jego mega wydajność, różne źródła mówią, że 100 gram wystarczy nam średnio na 3-4 lata używania, z czym ja się totalnie nie zgodzę ;-). Znajomi mają swoje 100 gramowe ałuny ponad 6-8 lat,a swój dezodorant 60 gram mam już ponad 3 lata! - zużycie na zdjęciu.
    Ałun nie hamuje potliwości, nie jest typowym drogeryjnym antyperspirantem, niweluje przykry zapach potu, a nie jego wydzielanie! Czyli używając ałunu nie zmniejszymy ilosci wydzielanego potu, ale zakamuflujemy jedynie jego zapach. Pamiętajmy też, że wraz z potem organizm wydala toksyny.





  • nie zawiera szkodliwych substancji (np. parabenów, aluminium, alkoholu, barwników, zapachów)
  • jest bardzo wydajny,
  • nie zapycha ujść potowych, ale usuwa bakterie odpowiedzialne za nieprzyjemny zapach,
  • idealnie się sprawdza do stosowania na stopy przeciwko nadmiernej potliwości,
  • nie koliduje z zapachem perfum,
  • jest bezzapachowy,
  • nie niszczy ubrań (nie zauważyłam ani żółtych plam na białych ubraniach, ani białych plam na czarnych przez te kilka lat używania),
  • idealny zarówno dla mężczyzn jak i kobiet,
  • nie wywołuje alergii, nie podrażania, jest idealny dla alergików,
  • idealny do złagodzenia bólu po ukąszeniu owadów,
  • w przypadku poparzeń słonecznych łagodzi podrażnienie,
  • w przypadku skaleczeń, depilacji, golenia - łagodzi i likwiduje podrażnienia,
  • stosowany w trądziku wysusza wypryski,
  • stosowany na opryszczkę warg łatwo ją usuwa,
  • usuwa zapach czosnku, cebuli, ryb z dłoni (podczas mycia rąk kilkakrotnie przetrzeć je dezodorantem),
  • idalnie sprawdza się w podróży,
  • jest ekonomiczny: za niską cenę mamy dezodorant na kilka lat.





Po lewej stronie: ałun praktycznie nowy, po prawej mój osobisty,
stosowany od około 3-4 lat,  1 raz dziennie po pachami plus czasami latem na stopy.



czwartek, 5 stycznia 2012

Kostka węglowa do mycia twarzy (Lush,Tuli, Lawendowa Farma) z analizą składu (INCI)

      Jakiś czas temu wspominałam o kilku najważniejszych dla mnie kosmetykach [klik]. Pada dość dużo pytań jak dziś wygląda sprawa kosmetyków, co się zmieniło, jakich produktów nie używam już wcale, co polecam, co lubię.
     Wybieram przede wszystkim kosmetyki o przyjaznym dla skóry składzie, wegańskie, tanie, wydajne. Kieruję się w życiu minimalizmem i nie robię zapasów ;-), a operacje typu "denko" (zużywanie zalegających, niezużytych, albo nawet nieotwartych do końca kosmetyków) na całe szczęście mnie nie dotyczą i jestem z tego dumna!








     Do mycia twarzy (jak i zmywania makijażu) używam na dzień dzisiejszy: kostek węglowych - o których napisze dziś nieco więcej, mieszanki olejów do metody OCM (oil cleansing method), olejków myjących z Biochemii Urody, czasem past z Lush'a. W ramach toników mam 2-3 hydrolaty z kwiatów i ziół, a kremy ograniczają się do maści ochronnej z witaminą A i wegańskiego kremu tonującego o pięknym zapachu brzoskwini z Alterry, tłuszczy (np. masła shea, masła kakowego, oleju słonecznikowego, olejku karoteowego) i rzadziej kremów samodzielnie ukręconych. Maseczki robię domowe, parówki z dodatkiem olejków eterycznych również samodzielnie przygotowuję...


     Te metody są dla mnie idealne i wątpię bym znalazła coś jeszcze lepszego i bardziej naturalnego co będzie mojej skórze odpowiadać. Poniżej moje ulubione kostki do mycia twarzy.


Kostka węglowa Lush: Coalface Cleanser



źródło: www.lush.co.uk
      Kostka, jak i wszystkie inne produkty Lush jest robiona ręcznie w formie, w wielkim bloku (widoczny wyżej na zdjęciu ;-), a następnie krojona zazwyczaj na mydełka w o wadze około 100 gram.  Jest produktem wegańskim, nie testowanym na zwierzętach. Pachnie bardzo ładnie cytrusami, ale jest to zapewne zasługa perfum. Dodatkowym atutem są małe srebrne drobinki (podobno jest to jadalny składnik, dodawany do ciast, słodyczy), nie zostawiają one śladu na skórze, ale samo mydło ma elegancko wygląd.






Skład:


= składnik naturalny
= składnik syntetyczny
produkt wegański


Liquorice Root Decoction - wyciąg z korzenia lukrecji, zmiękcza skórę.
Propylene Glycol  - glikol propylenowy, pomaga utrzymać wilgotność skóry i pomaga jej wchłaniać wilgoć.
Rapeseed Oil and Coconut Oil - olej rzepakowy i tłuszcz kokosowy, mają właściowści pelęgnacyjne, kokosowy: zapobiega chorobom skóry, działa łagodząco i przeciwzapalnie.
Water - woda, nawilża skórę.
Perfume - naturalne perfumy, w przypadku mydełka Lush nadają mu piękny, cytrusowy zapach.
Sodium Stearate - stearynian sodu, składni mydeł, pozwala na łączenie wody z tłuszczami i odwrotnie.
Sodium Hydroxide - wodorotlenek sodu, jeden z podtsawowych składników mydeł.
Sodium Lauryl Sulfate - SLS czyli słynny laurylosiarczan sodu. Nie lubię tego składnika w kosmetykach, ale ze względu na dalszą pozycje w składzie wybaczam kostce jego obecność. SLS ma za zadanie tworzyć pianę, ale niestety przy okazji może wysuszać i uczulać skórę.
Powdered Charcoal - węgiel drzewny w proszku. Pochłania tłuszcz i delikatnie ściera martwy naskórek (więcej na temat węgla drzewnego możesz przeczytać tutaj).
Sandalwood Oil - olejek z drzewa sandałowego, madziałanie antyseptyczne, uspokajające, idealny przy   chorobach (wysychaniu) skóry.
Rosewood Oil - olejek z drzewa różanego, działa przeciwzapalnie i łagodząco.
Glycerine - gliceryna roślinna, odpowiedzialna za nawilżenie skóry.
Sodium Chloride - chlorek sodu, czyli po prostu sól kuchenna.
EDTAzapobiega zmianom w kolorze, konsystencji i zapachu w kosmetykach.
Tetrasodium Etidronate - podobnie jak EDTA.
Geraniol - jest składnikiem naturalnie wsytępujących w takich olejkach eterycznych jak: geranium, róża i cytryna.
Linalool -  jest składnikiem naturalnie występującym w olejkach eterycznych: mandarynka, mięta, róża, neroli, mandarynka, cytryna, limonka, lawenda, cyprys, grejpfrut, cynamon, rumianek, palmarossa i ylang ylang.
Silver Edible Lustre - jadalne, srebrne drobinki używane do dekoracji ciast, słodyczy.


Cena: około 30-35 zł za 100g.
Gdzie kupić: strona Lush [klik], Allegro, polskie sklepy internetowe, zamówienia zbiorowe na forum.


Opakowania kosmetyków Lush są ekologiczne, przyjazne środowisku.
Można je spokojnie wykorzystać do naszego kompostu ;-)

Drobinki węglowe masują i ścierają martwy naskórek.
Na zdjęciu dłoń namydlona mydełkiem Lush.

Odkrojona porcja mydełka do codziennego stosowania
 koniecznie musi mieć możliwość wyschnięcia po każdym użyciu.





Kostka węglowa Tuli: Mydło z aktywnym węglem drzewnym


źródło: mydlarnia-tuli.pl


     Niestety na dzień dzisjszy kostki od Tuli już nie posiadam. Ale zapewne po skończeniu kostki od Lush zakpię naszą polską ;-). Lubię je używać wymiennie. Kostka od Tuli nie jest przede wszystkim kopią Lush. Testowałam również mydełka Tuli i pomimo, że skład czasami bywa podobny działanie jest nieco inne. Kostka Tuli nie ma drobinek, nie pachnie tak ładnie i mocno jak Lush'owa. Jest bardziej zbita jeśli chodzi o konsystencję i nie ma tylu błyszczących drobinek. Co najważniejsze nie ma w składzie SLSa i cenowo wychodzi dużo taniej, a i wspierajmy polskie firmy (wiadomo jak ciężko prowadziś własny biznes w nazym kraju).


     I co najważniejsze: zgodnie z opisem producentki stosowana regularnie naprawdę bardzo delikatnie rozjaśnia skórę. dla niektórych osób może być to problemem, ale smarowanie twarzy olejkiem karotenowym na pewno zrównoważy koloryt cery, a i przy okazji skóra dostanie porcję odżywczych składników ;-).


Skład:


Sodium Olivate - oliwa z oliwek
Sodium Cocoate - tłuszcz kokosowy, ma właściowści pelęgnacyjne, zapobiega chorobom skóry, działa łagodząco i przeciwzapalnie.
Aqua - woda, nawilża skórę.
Sodium Palmate - tłuszcz palmowy, ma podobne właściowści co tłuszcz kokosowy.
Sodium Castorate - olej rycynowy, o właściwościach możeż poczytać tutaj.
Sodium Shea Butterate - masło shea, zmiękcza i natłuszcza skórę, działa ochronnie, zawiera alantoinę, przyspiesza procesy gojenia. Masło Shea jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym. 
Sodium Rice Branate - olej ryżowy.
Sodium Almondate - olej migdałowy, działa pielęgnująco, wygładza i zmiękcza skórę, polecany dla niemowląt i skór wrażliwych.
Sodium Cocoa Butterate - masło kakaowe, pozostawia na powierzchni skóry aksamitny film. Regeneruje, wygładza, nawilża, zapobiega nadmiernej utracie wody. Skutecznie łagodzi podrażnienia. 
Glycerin - gliceryna roślinna, odpowiedzialna za nawilżenie skóry.
Sodium Beeswax - pochodna wosku pszczelego, wpływa na twardość mydła. Jego ilość w mydle to zazwyczaj mniej niż 1%. Tutaj możesz przeczytać na temat problemu weganizmu i wosku pochodzenia zwierzęcego w mydełku Tuli.
Charcoal Powder - węgiel drzewny w proszku. Pochłania tłuszcz i delikatnie ściera martwy naskórek (więcej na temat węgla drzewnego możesz przeczytać tutaj).
Flavor - zapachy.




Cena: 10 zł za około 100gram
gdzie kupić: w sklepie Tuli [klik].








     Obie kostki są mega wydajne, myślę, że 100 gram spokojnie wystarczy na pół roku codziennego stosowania. Sama miałam zazwyczaj mniejsze kostki, lub próbki i okazały się produktem dość trwałym, przy odpowiednim przechowywaniu i powtarzam: wydajnym. Cała kostka jest ciężka do używania, dlatego swoją zawsze kroję na mniejsze kawałki. Przechowuję w pudełeczku po szamponie Lush'a, otwartym, w łazience, w pozycji, gdzie mokry kawałek będzie miał możliwość wyschnięcia. Kostki do mycia twarzy są dla mnie ogromnym ułatwieniem podczas podróży: nic się nie wyleje, kostka zabiera mało miejsca i nie jest ciężka.


    Kostki węglowe są przeznaczone dla:  dla mężczyzn i kobiet. Idealna dla cer tłustych i mieszanych, trądzikowych. Delikatnie peelinguje, naprawdę bardzo deliktanie. Można z powodzeniem stosować do mycia ciała, a szczególnie miejsc, gdzie występują wypryski: ramiona, dekolt. Pomaga w leczeniu opryszczki, łagodzi stany zapalne.




       Kostka węglowa z Lawendowej Farmy: Aktywny węgiel


źródło: www.lawendowafarma.pl


     Niestety nie miałam jeszcze okazji używać tej kostki, jeśli się to zmieni wpis uzupełnię ;-). Kostka z Lawendowej Farmy jest przede wszystkim najprostsza w swoim składzie w porównaniu z poprzednimi mydełkami węglowymi. 
     Co mnie zaskoczyło w tym mydełku? Właściwości wybielające zębów!!! ;-)


Skład:



Oliwa
Olej kokosowy - ma właściowści pelęgnacyjne, zapobiega chorobom skóry, działa łagodząco i przeciwzapalnie.
Olej słonecznikowy  -  wzmacnia, doskonale zmiękcza i wygładza skórę, działa przeciwrodnikowo, przeciwzapalnie i normalizująco.
Olej Palmowy - ma podobne właściwości co tłuszcz kokosowy.
Wodorotlenek Sodu - jeden z podstawowych składników do wyrobu mydła.
Węgiel drzewny - pochłania tłuszcz i delikatnie ściera martwy naskórek (więcej na temat węgla drzewnego możesz przeczytać tutaj).
Woda destylowana -  woda, która poprzez destylację nie ma w sobie soli mineralnych i innych przeczyszczających ja substancji.  




Cena: 8 zł za około 100gram
gdzie kupić: w sklepie Lawendowa Farma [klik].

     






....................................................


Mydło Aleppo



źródło: brunettesheart.blogspot.com



      Mydełka nie są typowymi kostkami węglowymi, ale podobno również rewelacyjnie spisują się w pielęgnacji twarzy. Klikając w ten link możesz poczytać również nieco na temat mydeł Aleppo.
      Nie miałam okazji ich używać, dlatego nie wspominam nic na ten temat. Odsyłam do szczegółowej recenzji na blogu Aliny [klik].







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwuj przez e-mail: