Szukaj na tym blogu

Translate

czwartek, 30 września 2010

kotletowy zawrót głowy

Hej..
Pytania padają o moje odżywianie się. Wygląda to niezbyt pięknie i cudownie, ponieważ mam wyrzuty sumienia, jelita nie działają za dobrze i wciąż się przejadam (a tego nie chcę akceptować;-). Posiłki są racezj zdrowe, surówka na dzień dziejszy to tylko jakieś 50%, reszta z działu zdrowe żywienie: makrobiotyka, wegetarianizm i weganizm.  Zauważyłam, że od czerwca nie piję herbat. Myślę, że z dwóch powodów: dużo szejków i w ogóle surowego jedzenia, a i woda z cytryną lub imbirem dominuje jako "rozgrzewacze". Przypomniałam sobie również fakt związany z oczyszczaniem i witariańskim i dietą Dąbrowskiej: sucha, dosłownie sypiąca się skóra. Kosmetyków typu balsamy nie używam, płyny, mydła, żele do kąpieli itp. ograniczyłam również do mydła szarego (tego do prania skarpetek ;-), sami zobaczcie, że na opakowaniu jest napisane: "do skóry wrażliwej", sporadycznie użyję oliwki dla dzieci lub oliwy z oliwek. A ostatnio zauważyłam, że na łydkach i ramionach przy nawek lekkim potarciu skóry jest ona tak sucha i nieprzyjemna w dotyku, że trzeba jakoś wspomóc nawilżanie, więc przede mną: kąpiel w wodzie z dodatkiem oliwy, a za mną peeling na sucho tradycyjną, miękką gąbką i na mokro szorstką myjką: efekt? Jak to Basia powiedziała: czuję się przezroczysta;-). Po takim "zrzuceniu" skóry nie zauważyłam takie suchości skóry - myślę, że to jest również jeden z efektów oczyszczania. Robienie peelingu na sucho (przed kapielą natarcie jakąś suchą myjką do kąpieli, gąbką, czy rekawicą powinno być standardem, zawsze od stóp w stronę serca, od dłoni w stronę serca - wspomaga oczyszcanie ciała z toksyn, ale po ostatnich doswiadczeniach przezroczystości skóry zdecydowałam się na zakup nieco łagodniejszej rękawicy, już nie z sizalu, ponieważ ta zbyt intensywnie działa;-).
Na powyższym obrazku: zakupy, przede wszystkim 10 kg bananów w różnym stopniu dojrzałości, figi (surowe), jabłka nie pokazane na obrazku i pozostałe owoce i warzywa motywują do czynienia szejków:

                                                                                                                                                                SZEJK BANANOWO-ANANASOWY                                                   banany (oczywiście i przede wszystkim;-), pół ananasa, popping, morszczyn, ostropest plamisty, granat, cytryna, woda

SZEJK ZIELONY                                                                    banany, szpinak, sałata strzępiasta, jarmuż, bazylia, seler naciowy, awokado, wodorosty arame.
I przepięknie robione ulubione kotlety z soji, które kiedyś robiłam i podawałam przepis też ;-) tutaj.  A w wresji dla rodziny wygląda to tak:


niedziela, 26 września 2010

powrót

Witajcie...
To, co się dzieje ostatnio w moim życiu przechodzi moje wszelkie wyobrażenia, nie tak dawno miałam małą przeprowadzkę, a w ostatnich dniach wyprowadzkę, i powrót w rodzinne strony. Wiele rzeczy pozostało do sfinalizowania, i wiele jeszcze przede mną. Decyzja podejmowania była dość długo, a że siły wyższe i wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły: "Ania wracaj", a ja się broniłam przed tym jeszcze te kilka miesięcy wcześniej rękoma i nogami;-), powiedziałam sobie, że byc może tak ma być. Popracowałam nad pozytywnym myśleniem i wróciłam z radością, optymizmem. Znajomi pewnie sie zdziwią, że cieszę się z powrotu na to "zadupie" i czego ja tu szukam...Kochani sama jeszcze mam parę obaw, ale się nie poddam.
Przede wszystkim trzeba popracować nad surowym stylem żywienia na nowo, bo z lenistwa przede wszystkim przez tą kilkudniową wyprowadzkę zepsułam sobie dietę, jem za dużo, przejadam się, i za mało surowego -  a źle mi  z tym.
Powoli powrócę do pisania bloga  bo jest potrzeba napisania kilku rzeczy. Pozdrawiam i dziekuję Wam za cierpliwość;-)

niedziela, 19 września 2010

dlaczego orzechy trzeba moczyć? (nasionka też)

Dlaczego moczyć?

     Niemoczone orzechy zawierają inhibitory enzymów. Zabezpieczają one orzechy przed wczesnym kiełkowaniem. Inhibitory, które dostaną się do naszego organizmu wraz z orzechami blokują nasze enzymy trawienne dodatkowo pokarm zawierający inhibitory może powodować powiększenie trzustki. Orzechy mają ciemną skórkę, to ona jest właśnie ochraniaczem wszelkich wartości odżywczych, pewnym kożuszkiem, który chroni orzech przed utratą tego co ma najcenniejsze. Orzechy włoskie jesienią jemy obierając z tych gorzkich, żółtych skórek!! Aby rozebrać suszony orzech z kożuszka, należy go moczyć. W zależności od tego, jak gruba jest ta skórka, np. migdały 6 godz., orzechy nerkowca 1 godz. Plusów jest dużo począwszy od przepłukaniu z brudu, uwolnionych enzymów, poprzez miękkość orzecha (dla tych z źle funkcjonującym uzębieniem, albo przy jego braku), możliwość łatwego pokrojenia czy zblendowania, a nawet ugniecenia widelcem na pastę. Moczone orzechy są szybciej trawione- dają więcej energii co przyspiesza regenerację i nie obciąża zbędnie organizmu. Poza tym orzechy pistacjowe moczymy również z tego powodu by wypłukać z nich sól. Nadają się wtedy również na pasztet, czy do wypieków słodkich.


     J. Słonecki pisze w książeczce Niezbędnik zdrowia: "Zadaniem łupiny osłaniającej ziarno jest nie tylko jego ochrona mechaniczna. Po wewnętrznej stronie łupiny znajduje się cienka błona chroniąca zamknięty wewnątrz cenny zarodek przed drobnoustrojami i robakami, które chętnie by się pożywiły smakowitą zawartością nasienia. Rolę tę doskonale pełni zawarta w owej błonce kukurbitacyna – substancja wykazująca silne działanie toksyczne wobec drobnoustrojów i robaków, przy czym zupełnie nieszkodliwa dla organizmu ludzkiego. Największe stężenie kukurbitacyny występuje w ziarnach świeżych, gdy łupina jest jeszcze miękka i nie chroni nasienia przed intruzami.
     Dla przeprowadzenia skutecznej kuracji świeże pestki dyni w medycynie ludowej stosowane są do usuwania z przewodu pokarmowego robaków, takich jak: tasiemiec uzbrojony i nieuzbrojony, tęgoryjec dwunastnicy, glista ludzka, owsiki, lamblie trzeba jednorazowo zjeść, w zależności od wieku, 100 – 200 świeżych pestek dyni.
    Po wyschnięciu łupiny ilość kukurbitacyny w ziarnie zanika, ale zwiększa się ponownie w okresie wypuszczania kiełka, jednak już nie w takiej ilości, jak w ziarnach świeżych. Dlatego w celu usunięcia pasożytów przewodu pokarmowego przy pomocy skiełkowanych pestek dyni należy zwiększyć ilość zjedzonych pestek o 50% i kurację przeprowadzić przez 3 dni z rzędu. ".

Co się dzieje jeśli jemy niemoczone nasiona i orzechy?

Jeśli zjemy niemoczony orzech, będzie on zdrowy, ale te wartości odżywcze wchłoniemy jedynie w 40%, moczenie uwalnia pozostałe 60% enzymów. Tak samo jest z nasionami na  mleko witariańskie (czyt. zdrowe), czy nasionami na kiełkowanie, najpierw je moczymy dobę, a potem przystępujemy do kiełkowania i z nasionami.

Ile wody, ile nasion?
Zasada jst prosta: wody dajemy dwa razy tyle ile jest nasion.

Co zrobić z wodą z moczenia orzechów, nasion?
Skoro moczenie uwalnia enzymy, wartości odżywcze,  minerały witaminy itd. to woda automatycznie nabiera tych pozytywnych cech, zamiast wylewać ją do rur podarujmy ją kwiatom, roślinom w naszym domu jako pewno rodzaju zastrzyk energii i niechemiczny nawóz.

Orzechy nerkowca przed moczeniem.









Orzechy nerkowca po ok. 4 godzinach moczenia., uwaga !! część została skonsumowana w trakcie robienia zdjęcia ;-).






...........................................................
Źródła:
2. http://www.sfd.pl/Orzechy.-t547018.html
3. http://www.eufic.org/article/pl/4/16/artid/nuts-fats-diseases-benefits-intake/ - wszystko o orzechach (m. in. dlaczego są zdrowe).
4. J. Słonecki, Niezbędnik zdrowia.
5. zdjęcie- źródło nieznane.

sobota, 18 września 2010

owocowo - warzywna dieta E. Dąbrowskiej, dzień 5 i 6

Dni ostatnie mego oczyszczania. Samopoczucie dalej na podobnym poziomie jak w ostatnich dniach, ba nawet może i więcej szczęścia ponieważ wczorajw piątym dniu włączyłam troszkę orzechów, bananów w formie szejków i tran. Dziś, pod wieczór dodam jeszcze zimnotłoczony olej z nasion wiesiołka (suplement), trochę oliwy lub pomidory suszone w oliwie i awokado..póki co dotychczasowe nowości nie sprawiły jakiejś szarpaniny cielesnej czy duchowej. Wyrzutów sumienia nie mam, bo 5 dni i tak w sumie dobre jest. I co ciekawe pojawią się planowanie: kupię parę produktów, zjem ciasteczka witariańskie, a i moze krysiową pizzę? i jeszcze "upiekę" to, i pasztet zrobię i może zjem czekolady kawałek..Narazie patrzę na to:

i staram się nie rzucić i nie pochłonąć kilku kilogramów na raz;-), dowody słabości też Wam pokażę, a co tam:


Jeszcze podam propozycje pani Dąbrowskiej na 4 i 5 dzień (pozostałe będą w osobnym poście):
DZIEŃ 5
"ŚNIADANIE: surówka z białej kapusty z jabłkiem i cytryną; pomidor z ogórkiem kiszonymi, sok z marchwi, herbata miętowa.
OBIADzupa kapuśniak; leczo jarskie; surówka z marchwi i jabłka; kompot z jabłek z goździkami.
KOLACJA: 1/2 grapefruita, surówka: papryka czerwona, cebula, jabłko, ogórek kiszony; burak gotowany; herbata z melisy".
DZIEŃ 6
"ŚNIADANIE: surówka z marchwi; buraczki na gorąco z chrzanem; pomidor z ogórkiem kiszonym; herbata miętowa.
OBIAD: barszcz ukraiński; surówka: sałata pekińska, seler naciowy, jabłko, ogórek kiszony, natka, szczypiorek, papryka; sok z marchwi; kompot jabłkowy.KOLACJA: 1/2 grapefruita; surówka: kapusta świeża, cebula, jabłko, sól; leczo jarskie z dynią; herbata owocowa".
Moje wczorajsze i dziejsze jedzonko to głównie soki warzywno-owocowe, surówki, kiszone ogórki, i leczo z warzyw, a dziś przede wszystkim słodkie szejki. 

SZEJK SŁODKI NA BAZIE BANANÓW
Banany, gruszka, popping z amarantusa*, morszczyn**, woda, kawałek ananasa.

I odsłona numer dwa, w ramach poobiednich nudów, zrobiony na bazie czerwonych gruszek
(po raz pierwszy jedzonych):
SZEJK GRUSZKOWY - wspomniane gruszki, dwie śliwki, banan, popping z amarantusa*, kilka moczonych orzechów nerkowca i włoskich.

Generalnie przydałoby się podsumowanie, ale co tu podsumowywać? Troszkę się rozczarowałam, bo chciałam Wam pokayac jak to ocyzsycanie dokadnie wygląda, a tu jak na złość nie zadzało się praktycznie nic. Niewiele Wam pokazałam, ale przynjamniej mam namacalny fakt, że zmiana stylu odżywiania ma wpływ na zdrowie, sampoczucie. Pozostaję, więc na zdrowym żywieniu (innej opcji nie było;-) i zaczynam przygodę jako wegetarinka, a i chciałabym te 80% witarianizmu. Na razie będzie miszanka wybuchowa, zeby znaleźć optimum, na pewno kasze, ryże i potrawy gotowane są mi potrzebne.

*popping z amarantusa - nic innego jak "nadmuchane nasionka" amarantusa. Coś jak dmuchany ryż, ale tysiackroć zdrowsze. Amarantus znany głównie w Polsce jako: chwast polny i ogrodowy, trudny do wyplewienia i wieczny (nasionka, lekkie jak piórko, małe ok.3 mm mogą przeleżeć 40 lat w ziemi), lub w wersji light: ozodbna roślinka ogródkowa, tzw. koguciki, albo indyki. Popping dodaję do wszystkiego: szejki, pasty, pasztety itd.
Opakowanie zakupine w Stokr. na dziale zdrowa żywność, 150 g za niecałe 6 zł.

** morszyn - ciąg dalszy facscynacji glonami i wodorostami. Tym razem coś polskiego: morszczyn pęcherzykowaty, na polskość wskazuje również cena w sklepie ekologicznym, za takie (50 g) opakowanie 3,50 zł. Sam glon pachnie, śmierdzi jak glon...;-). Jeśli wiecie jaki zapach mają tereny gdzie woda gościła przez dłuższy czas to o tym mówię. Morszczyn, wiec przechowuję w słoiku;-). Jeśli chodzi o zastosowanie to na razie tylko do szejka.

piątek, 17 września 2010

owocowo - warzywna dieta E. Dąbrowskiej, dzień 4 (wodorosty arame)

Hmm... zagubiłam sie w czasie. Wpis powinnam umieścić wczoraj, ale jakoś dzień jeden mi uciekł przez masę zajęć i niestety takie małe zagięcie czasoprzestrzeni ;-).
Samopoczucie: zmęczona byłam fizycznie, ponieważ ciagle w biegu, nadal płakałam nad orzechami, ale późnym wieczorem zjadłam kilka nerkowców, niemoczonych, no ale... Psychicznie - wspominałam, że surowe warzywa i owoce czynią cuda?;-)

Tradycyjnie pora na propozycje jadłospisu wg E. Dąbrowskiej:

"Śniadanie: sok z marchwi; pomidor ze szczypiorkiem; gotowany kalafior; surówka: czerwona kapusta, por, jabłko; sok z czarnej porzeczki, herbata wieloowocowa.
Obiad: buraczek faszerowany; surówka z białej kapusty z jabłkiem i przyprawami ziołowymi; surówka z ogórka kiszonego z cebulą; herbata owocowa, sok pomidorowy.
Kolacja: bigos jarski; marchew gotowana z koperkiem; tarte jabłka z rzodkwią; sok pomidorowy, herbata wieloowocowa".

I moje jedzonko:
Śniadanie: sok z kiszonych ogórków, kiszone ogórki, jabłko.
Obiad: surówka (czerwona kapusta, jabłko, marchew), zupa (na zdjęciu), sałatka z pomidorów, ogórka i cebuli, herbata zczarnego hibiskusa.  

ZUPKA
Blendujemy ugotowane na parze warzywa: marchewkę, bakłażana, pietruszkaę, brokuła, dynię, cebulę. Dodajemy przyprawy i posypujemy majerankiem.




Kolacja: ponownie kisozne ogórki, jabłka, sok z jabłek, marchewek, selera naciowego, dyni i imbiru z dodatkiem arame,oraz kilka nerkowców (kórych nie jemy podczas diety!!)

SOK Z WODOROSTAMI

Do soku użyłam wspomnianych warzyw: jabłek, marchewek, selera naciowego, kawałeczka dyni i plasterka imbiru. Pianka wyszła cudna, więc prezentacja odbyła się przed próbowaniem, a że dziewczę przypomniało sobie o wodorostach to dało do soku. Tu oczywiście w wersji suchej, po zmieszaniu posżły na dno i zostały zjedzone łyżeczką.


Jeśli chodzi o wodorosty... znawczynią nie jestem. Arame są jednymi z pierwszych zakupionych, i chyba drugimi, lub trzecimi z próbowanych. Uczulam przed zakupieniem na sprawę cen. Sklepy "eko" itp. narzucają czasem taką marżę, że głowa boli człowieka jak pod wpływem zauroczenia zakupu dokona, a potem z ciekawości sprawdzi ceny na różnych zakupowych stronach...Za taką paczuszkę we wspomnianym sklepie zapłąciłam 17 zł, a np. na All. taka sama paczuszka, tej samej firmy kosztowała zaledwie 6,50 zł, nie lubie ja tych "eko" sklepów, oj nie lubię.
Wracając do przedmiotu:
ARAME - wodorosty wciąż u nas, w Polsce jeszcze nie doceniane. Wspomniany gatunek ma cienutkie niteczki, które podczas gotowania, moczenia zwięszkają swoją objętość. W smaku są delikatne, łagodne, i jak pisze dystrybutor: prawie słodkie. Pyszne generalnie. Dodawać je można do wszystkiego, ale jeśli potrawy nie gotujemy należy wodorosty wcześniej namoczyć na około 5 minut.
Arame są bogaty w wapń i potas, pomagają obniżyć wysokie ciśnienie. Pochodzą z Oceanu Spokojnego. Zawierają wiele mikroelementów i witamin oraz alginian sodu, neutralizujący działanie metali ciężkich wchłaniany przez nasze organizmy.

I troszkę o samych wodorostach:
"Morskie wodorosty i glony zawierają polifenole, kwas foliowy, nienasycone kwasy tłuszczowe, prawie wszystkie mikroelementy, węglowodany, aminokwasy i wiele witamin.  Są wyjątkowo bogate w jod, a także żelazo, wapń i fluor.Stąd też ich wyjątkowe właściwości zdrowotne. Wodorosty obniżają poziom cholesterolu we krwi, działają odkwaszająco oraz moczopędnie, oczyszczają organizm z toksyn, regulują gospodarkę wodną, ułatwiając usuwanie obrzęków. Działają także przeciwzakrzepowo, stymulują odporność organizmu.  Glony wakame, hiziki i arame zawierają 10 razy więcej wapnia niż mleko; wakame i kelp mają 4 razy więcej żelaza niż wołowina, a tzw. morska sałata (sea lettuce) zawiera go aż 25 razy więcej! Glony morskie dostarczają też protein - mają ich 3 razy więcej niż soja, 5 razy więcej niż mięso i jaja, a także 10 razy więcej niż ryż.
A to nie koniec zalet tych niezwykłych roślin. Glony są też superkosmetykiem. Działają na skórę tonizująco i oczyszczająco; wspomagają jej prawidłowe ukrwienie i redukują podskórne zapasy tłuszczu - wyszczuplają i zwalczają cellulit. Ponadto odmładzają, bo wspomagają odnowę naskórka. Łagodzą też podrażnienia skóry, pomagają przy trądziku młodzieńczym, łuszczycy i egzemie, a także w leczeniu blizn. Badania amerykańskich biologów z Uniwersytetu w Berkeley dowiodły, że u osób chorych glony morskie hamują rozsiew wirusa opryszczki, a u zdrowych wyraźnie zmniejszają podatność na zakażenie".

Źródła:

czwartek, 16 września 2010

owocowo - warzywna dieta E. Dąbrowskiej, dzień 3

Witajcie, na początek cudownie kolorowe gołąbki ;-).....i parę przemyśleń i decyzja wczoraj podjęłam decyzję z kilu powodów, o których wpominałam wcześniej kończę oczyszczanie kuracją owocowo-warzywną. Mówicie mi co chcecie, ale CZUJĘ, że nie jest już mi to tak potrzebne jak za pierwszym razem kiedy podjełam się diety Dąbrowskiej (rok temu). Robię to co jest dla mnie zdrowsze, lepsze i to czego moje ciało potrzebuje. Wyjście z diety zaczynam w piątek, tak więc po 5-ciu dniach powoli zacznę jeść: banany, orzechy, owoce (banany są najważniejszym mym pragnieniem i potrzeba;-), warzywa, oleje, i inne rzeczy. Potem witarianizm, i zdrowe żywienie. Co ja uważam za zdrowe żywienie? Będę o tym pisać, będę też pisać o diecie Dąbrowskiej także Kochani nie płaczcie ;-), minus taki, że będzie bez zdjeć przykładowych potraw, i pisania o zmianach w samopoczuciu, o organiźmie i jego samooczyszczaniu się, powtarzam po raz kolejny: jeśli ktoś będzie przeprowadzał taką dietę po raz pierwszy zauważy moc objawów, o którym pisłam tutaj... obecnie ja nie miałam praktycznie żadnych przez te kilka dni (poza zawrotami głowy i bólami statwów kolanowych jednego dnia), nie zauważyłam też zmian w wypróżnianiu się jeśli chodzi o kał, gdzie kamienie kałowe powinny przynajmniej częściowo zostać usunięte, a samo wypróżnainie powinno być łatwiejsze ( problemów z tym nie mam już od poczatku tego lata). Więc jeśli "nie widać" tego brudu, którzy powinien na różne sposoby wychodzić z ciała przerywam dietę;-)... Ach i trochę potestuję, ale to tylko by Wam pokazać co się dzieje jak zjemy niezdrowe pożywienie zaraz po oczyszcaniu, po jakiej kolwiek diecie, czy stylu odżywiania.. Troszkę tęsknię za pieczywem - więc zobaczycie;-)
Teraz napiszę tylko o jedzoenku, bo samopoczucie..hmm...  w skali 1-10, to na 11;-), wiec cud miód. Poza pogodą, która jednak momentami potrafi w zły humor porawić, jest wyśmienicie.

Pani Dąbrowska na 3 dzień kuracji proponuje:
"Śniadanie: jarzyny na ciepło; surówka z papryki, ogórka kiszonego, pomidora, cebuli; utarte jabłko z chrzanem; sok z kiszonej kapusty, herbata miętowa.
Obiad: zupa kalafiorowa; leczo jarskie; kapusta kiszona z jabłkiem, szczypiorkiem; kompot z dyni z goździkami bez cukru.
Kolacja: mus jabłkowy; surówka z marchwi z jabłkiem; buraczki z chrzanem na ciepło; sok z czerwonej porzeczki, herbata z melisy".

Mój dzień:

Śniadanie: woda z imbirem, jabłka w ilosći 4 sztuk, marchewka, biały grejfrut - połowa.
Obiad: pozostałości po wczorajszych gołąbkach  plus ogórki kiszone - na zdjęciach ;-),(myślę, że trzeba wspomnieć o pewnym plusie tej diety, być może moja Basia o tym u siebie pisała, ale cóż...jeśli jesteście mocno zabiegani, nie macie czasu nie jest to przeszkodą w oczyszcaniu. Przygotować posiłek można dzień wcześniej gotując po prostu większą porcję danej potrawy. Pamiętam, że przy pierwszym oczyszczaniu kierowałam się propozycjami z ksiażki i miałam duży problem z iloscią potraw z dnia wczorajszego;-).



Kolacja: druga połowa grefjruta, szejk: marchewka, rukola, sól, jabłko. Kiszone ogórki i sok z tychże, pół papryki i płacz nad migdałami i orzechami włoskimi....Ale się przemogłam jakoś...
Dodatkowo sok owocowy: seler naciowy, ogórek, marchewki i jabłka.








Pozdrawiam Was ciepło, życzę pomysłów na szejki, niepsujących się blenderów, dostaw prądu bez przerwy, i słońca. Buziaki

wtorek, 14 września 2010

owocowo - warzywna dieta E. Dąbrowskiej, dzień 2

Dziś więcej o rzeczach pośrednio związanych z moim oczyszczaniem...a to dlaczego? A to dlatego, że:

Sampooczucie: nic się nie dzieje, nic w sensie objawów oczyszczania, albo ja ich nie dostrzegam, tzn. w porównaniu z ubiegłym rokiem i pierwszym oczyszczaniem wg diety owocowo-warzywnej wszystko przebiega tak niezauważalnie, że podjerzenia mam następujące: albo bardzo duża zmiana stylu życia  i żywienia w ciągu ostatnego roku, albo inne cudowne diety jakie były po drodze w ostatnim roku, miesiącu (m. in. tydzień 100% witarianizmu, od którego rozpoczęłam ten blog), albo nastawienie i świadomość jak to może przebiegać i brak stresu z tym związanego...nie wiem. Może Wy mi coś podpowiecie? Pytanie pewnie się pojawiłoby: czego ja oczekuję w dopiero drugim dniu? otóż 1 i 2 grudnia 2009 był średni, 3-4 okropny, a od 5 już czułam się oczyszcona z tych najcieższych rzeczy, po 9 dniach chciałam dietę wcześniej zakończyć, ale dzięki innym osobom i świadomości tych dziestu-kilku lat zanieczyszczania organizmu zmobilizowałam się do 14 dni... kłamię bo było 13, 14 dzień był już przechodzeniem na zdrowy styl życia i przede wszystkim z tego co pamiętam zjedzeniem dużych ilości słonecznika, wtedy jeszcze nie moczonego;-), no ale 1-2 dzień obfitował w mdłosci, bóle i zawroty głowy (typowo migrenowe*), "łamanie" w kościach, bóle stawów, ropę w oczach, katar, wypryski na twarzy, ramionach i plecach, przetłuszczajacą się skórę twarzy, nieświeży oddech i ogóle śmierdzące ciało...a teraz nie dzieje się nic poza gazami, i wczorajszym bólem stawów kolanowych. Nic. Nie wiem czy się cieszyć, poczekam jeszcze kilka dni i zobaczę. Sądzę, że mogłam po prostu witarianizmem się oczyścić, dniami głodówkowymi (związanymi z przeprowadzką). Jeśli około 5 dnia diety okaże się, że nadal nic drastycznego się nie dzieje być może skrócę oczyszczanie z 14 dni do powiedzmy 7, a resztę spędzę albo na szejkach albo na surowym jedzeniu ( bo orzechy i banany mnie nawiedzają na każym kroku, więc pewnie potasu i magnezu mi brak, a z tym wołaniem ciała o witaminy już wiem, że nie można przesadzać). To zależy tylko od mojego samopoczucia fizycznego i tego pragnienia orzechowo-bananowego. Nic nie przekreślam z góry, bo czuje się dobrze, i wiem, że raczej dam radę 14 dni, tylko ten potas i magnez... Niech nie wygląda to na jakieś tłumaczenie się ..hi hi..(dla tych co chceli by tu widzieć 14 dni), ale podkreślam nasze organizmy same mówią kiedy styl żywienia należy zmienić, a ja ostatnio dość dużo miałam możliwosci do oczyszczenia się, więc być może, że rzeczywiście obecnie przebiega to szybciej, łagodniej. A dalsze założeniowe 7 dni obfitowałoby jedynie w słodkie warzywa i owoce, orzechy i może trochę oliwy, albo same szejki (inspiracja z tygodnia szejkowego)...też zdrowo;-). Zobaczymy..

PYTANIE DO WAS: tym razem czysto "gówniania" sprawa, że ja w bawełnę nie owijam, a o kupie to i książeczkę z dziećmi czytam, i zwracam uwagę na skalę i rozmawiam z osobami po np. chemioterapii, i widziałam np. to i to,  i że każdy z nas wydala strawione/niestrawione jedzenie nie od dziś to wiadomo, a i po kupie nas poznacie!! Bo cóż innego lekarz z prawdziwego zdarzenia bada jeśli mamy zaburzony proces trawienia? A no to co wydalamy... ale nurtuje mnie lewatywa, generalnie myślę, że dojrzałam już do niej, informacji zebrałam i może zrobię tydzień szejkowy to najwyższa pora się wyposażyć w "sprzęt". I teraz pytanie: co ja mam kupić? i na co zwracać uwagę?....bo niestety nieznalazłam w I. informacji w miarę wiarygodnych, prócz tysiąca drwin i śmiechów. Stąd pomocy.

Dieta oczyszcajaco -warzywna. Aparat pożyczany (!!) mi padł, więc po naprawie może wstawię zdjecia, a jest co, szczególnie gołąbki. A to propozycje p. Ewy na dzień drugi:

"Śniadanie: pomidor z cebulą; surówka z białej rzodkwi, jabłka i ogórka kiszonego; surówka ze świeżej kapusty, marchwi i pora; sok z marchwi i jabłek, herbata;
Obiad: zupa jarzynowa (marchew, seler, por, pietruszka, kapusta biała, cebula, czosnek, bazylia, cząber, sól; surówka z selera z jabłkiem, z dodatkiem wody, soku z cytryny i soli; surówka z kiszonej kapusty z marchwią, jabłkiem i porem.
Kolacja: sałatka z gotowanych buraków z jabłkiem i cebulą; jabłko pieczone; sok pomidorowy, herbata miętowa".
I mój dzień ( i przy okazji, posiłki staram się jeść w nieco mniejszych porcjach, ale cześciej, więc tu tylko w "standardowe" posiłki trzy to ujmuję):
Śniadanie: gorąca woda z cytryną, klafior, gołąbki z leczo warzywnym, surowa marchewka i jabłka.
Obiad: surówka z czerwonej kapusty




surówka z czerwonej kapusty

 czerwona kapusta, marchewk, papryki; kapusta poszatkowana posolona i odstawiona na godz. by zmiękła







brokuły i kalafior podgotowane na parze z wczorajszym leczo warzywnym, duża ilosć soku (podejrzewam, że okoł 1,5 litra;-): marchew, ogórek, seler naciowy, jabłka.
Kolacja: woda z kiszonych ogórków, kiszone ogórki, koreczki do podjadania, jabłka.



KORECZKI DO PODJADANIA

pasta: resztki lecza warzywnego, kalafiora, brokuła, rukola, papryka, pomidor, czosnek, cebula, przyprawy - wszystko zblendować. Przekładać cukinią, bakłażanem, paprką, ogórkiem itp.



Problem jest z gotowanym jedzeniem, było już tak wczoraj, ale jakoś to mi uciekło. Ja po prostu nie lubię już gotowanych warzyw i owoców!! Po witarianiźmie są one zamordowane, a i ja się źle czuję je trawiąc. Żołądek boli. Także niestety muszę zmienić ilości surowych i gotowanych posiłków, będzie to duże odstępstwo od propozycji pani Dąbrowskiej, ale postaram sie zachować powiedzmy 2 ciepłe dania.

* bóle migrenowe - wciąż ja powtarzam, że dieta pojawiła sie u mnie w sumie po to by wyleczyć migrenę. A cóż to takiego? a okropny ból głowy, tępy, w jednym miejscu czaszki, rozsadzajacy i o jednym, stałym, silnym natężeniu. Zapachy - przyprawiaja o mdłości, jeśli nie wymioty (standardowe przy każdej silniejszej migrenie), światło i intensywne kolory drażnią oczy do łez, smak - nic nie smakuje, wszytsko zbiera na wymioty, jedynie woda przechodzi przez gardło. Do tego "ścinanie z nóg"... człowiek potrafi tylko leżeć, a każdy ruch wywołuje jeszcze silniejszy ból głowy. Najlepszy lek  faramceytyczny z napisen "przeciw migrenie" nie pomaga, testowałam nawet podwójną dawkę, i również niewiele pomogło. Specjalne mikstury w formie syropu robione w aptece na receptę- hm..pomaga przez pewien czas, a potem dawkę znów trzeba zwiększać. Generalnie byłam wtedy wyłączona z życia (czasem brałam urlop w pracy), cały dzień przespany (jeśli sie uda zasnąć). Zdarzało się najcześciej podczas 1-2 dnia okresu, przez pewien czas raz na 2-3 cykle, a potem już co "miesiąc", jeden raz miałam migrene dwudniową;-(. Jeśli ktoś nie ma pojecia o tym bólu proponuję przypomnieć sobie upojenie alkoholowe i połączyć to z najgorszym kacem jaki w życiu mieliście ;-), zmiksować i "strzelić" sobie 1-2 razy w miesiacu, przy czym żadna woda czy rosołek ulgi nie przynosi.



Pozdrawiam Was serdecznie, mam nadzieję, że na Waszym szejkowaniu jakieś "efekty" są ;-). Trzymajcie kciuki bym nie sięgnęła po banany i orzechy. Pozdrawiam, buziaki

poniedziałek, 13 września 2010

owocowo - warzywna dieta E. Dąbrowskiej, dzień 1

Dzień dobry/wieczór...;-) Oto i jest: pierwszy dzień diety oczyszającej, owocowo-warzywnej wg Ewy Dąbrowskiej. Zanim przejdę o opisywania doświadczeń to małe przypomnienie, żeby było łatwiej, tylko to co mogę, możemy jeść:
W czasie diety warzywno – owocowej najlepiej spożywać:

1. korzeniowe: marchew, seler, pietruszka, chrzan, burak, rzodkiew, rzepa,
2. liściaste: sałata, seler naciowy, zielona pietruszka, jarmuż, rzeżucha, koper, zioła, pokrzywa,
3. cebulowe: cebula, por, czosnek,
4. psiankowate: papryka, pomidor,
5. kapustne: kapusta biała, czerwona, włoska, pekińska, kalafior, kalarepka,
6. dyniowate: dynia, kabaczek, cukinia, ogórki,
7. owoce: jabłka, cytryny, grapefruity.

Do tego przyprawy, woda i szczerze powiedziawszy NIC WIĘCEJ. Całe 2 tygodnie tej diety spędzamy na konsumpcji jedynie tych warzyw i owoców w różnych postaciach: duszonych (bez żadnego tłuszczu), janginizowanych, pieczonych, gotowanych czy najlepszych - surowych. Po ubiegłorocznym oczyszczaniu, po obserwacji innych osób, ale i swoich witariańskich przepisach w tym roku skłaniam się bardziej ku surowemu jedzeniu. Więcej będzie też soków i mam nadzieję szejków.

Na początek propozycja dnia 1 wg E. Dąbrowskiej ( z książeczki "Ciało i ducha ratować żywieniem"), podaję ją by pokazać pewien szablon dnia, moje żywienie, zmiany wynikają z doświadczenia:

"Śniadanie: sok z marchwi; surówka: pomidor, ogórek kiszony, seler naciowy; surówka z białej kapusty z jabłkiem; gotowany burak; herbata miętowa; sok jabłkowy.

Obiad: zupa ogórkowa; duszona papryka nadziewana jarzynami; surówka z czerwonej kapusty z grapefruitem; gotowany kalafior, kompot z jabłek (z goździkami, bez cukru).

Kolacja: mus jabłkowy na ciepło; surówka z marchwi z jabłkiem; gotowana biała kapusta; sok pomidorowy, herbata z róży".

Zatem :
Samopoczucie: pomimo, że nie jest to 100% witarianizm jest super, optyzmizm i energia nie zminna od wczoraj, dużo pozytywnego myślenia i radość, że w końcu robię coś dobrego dla siebie. Ciało: pod wieczór organizm chyba zrozumiał, że niestety nie jemy słodyczy;-) bo troszkę zateskniłam za bananami jak pomyślałam o Waszym szejkowaniu, ale nic to;-). Duchem jestem z Wami i miło, że wystartowaliśmy w tym samym terminie. Stawy kolanowe baaardzo dały o sobie znać po południu, najprościej mówiąc "kręcą jak na zmianę pogody", poza tym pojawił sie ból głowy, takie lekkie zawroty. Więc sygnał już jest, że oczyszczanie jest mi potrzebne i zaczyna coś się dziać. Z tych rzeczy mniej przyjemnych (pisałam więcej o tym tu): wielomocz ( czyli dużo i często, i bynajmniej nie przez ilosć wypijanych płynów), i gazy (raczej nie pachnące i wzmożona ilosć) pod wieczór. Przy okazji tego całego przygotowania nie wspomniałam o odstawieniu suplementu: tranu z wątroby dorsza - jakby nie patrzył jest to tłuczsz, więc tymczasowo pożegnałam się z nim. Wspomaganie organizmu w oczyszczaniu nadal tak samo jak w codziennym życiu, ha ha....mądrala;-), tak samo czyli: duuużo wody na czczo i pół godz. przed posiłkami, mycie zebów pastą bez fluoru i miekką szczoteczką, plus używanie skorabczek do języka, kąpiele na sucho (tu muszę jednak coś bardziej szorstkiego kupić), a te na mokro jedynie samą wodą lub z towarzyszem jeleniem szarym, brak balsamów, kremów itp. wszytskiego co miałoby parabeny lub inne cuda zawierać, makijaż też staram sie ograniczyć by nie blokować skóry. No i zaczęłam poranne spacery w szybkim tempie i małe ćwiczonka.
Teraz parę przepisów by pokazać co ja tak naprawdę jem. Podkreślam, że jemy tyle ile chcemy, więc na początku porcje są takie same, jak w dotychczasowym sposobie żywienia (pomimo, że u mnie np. witarianizm był ostatnio dominujacym stylem, jem i tak mniej objętościowo niz np. rok temu, ale za to częściej), z czasem około 5-6 dnia nasze potrzeby maleją i myślę, że śmiało można powiedzieć, że czasem jest to pół, lub o 2/3 mniej niż dotychczas. Jemy wtedy tyle, ile tak naprawdę potrzebujemy!! Więc warto też dla samego siebie popatrzeć, ile spożywa sie nadprogramowo podczas każdego posiłku..

Śniadanie: poza wodą mineralną, po raz pierwszy imbir z gorącą wodą. Nie spodziewałam się, że jest tak pyszny: coś jak cytryna z woda na pierwszy łyk, a potem już typowy korzenny smak, i po stokroć lepszy niz ten suszony i mielony z torebki. Także inwestować warto;-)
Do tego:




kalfior gotowany na parze z janginizowaną czerwoną cebulą bez tłusczu, na samej wodzie z odobiną soli. Kalafior gotowany z: liściem laurowym, zielem angielskim, pieprzem prawdziwym, owocami jałowca i czarnuszką...

przed podaniem: poslone solą morską, plus surowa kalarepka. Jabłka, a potem jeszcze jedna kalarepa.
Obiad: janiginizowane leczo: marchewka, cukinia, bakłażan, por, czosnek, dynia plus przyprawy...
i ponownie kalafior z warzywami i sałatką z rukoli, pomidorów
i zupa witariańska: dynia, marchew, bazylia, seler naciowy, pomidor, cebula czerwona, papryka chili, bazylia plus inne przyprawy. Proces przygotowania pracochłonny bo i blender i sokowirówka były użyte, ale warto było.
Kolacja:  sok marchew, jabłka, seler naciowy, ogórek. Jabłka, kiszone ogórki. I coś dla tych wszystkich szejkowców kochanych:

Szejk z "dozwolonych" warzyw i owoców ;-): brokuły, rukola,woda mineralna, cebulka czerwona, jabłko, ogórek, seler naciowy - proces przygotowania podobny jak w przypadku zupy...                                                                                       
Dlatego powtarzam głównie Pauli i Oli: zamiast kupować mini blender, sokowirówkę, robot kuchenny, młynek, tysiac innych rzeczy, a potem jeszcze cudowną wyciskarkę: kupcie sobie robot kuchenny, a potem inwestujcie w wyciskarkę. Robot z dużym pojemnikiem, myśle, ze ponad 1 litr na pewno i z dużą mocą, by te marchewki i jabłka też zmiksowały się na gładką masę.     
          
Jadłam dziś tyle ile przygotowałam - czyli ponad normę, bo czuję się przejedzona. Czy można sie tym najeść? Tak nawet jeśli nie ma orzechów, bananów i awkado;-), trzeba po prostu duzo doprawiać, mieszać warzywa by znaleźć smak odpowiedni.
Czytajcie, pytajcie, odwiedzajcie blog Basi ponieważ we dwie chcemy Wam wszystkim pokazać co i jak z tą dietą, informacji w samym Internecie jest niestety wciąż mało, jeśli nie cząstkowe, dlatego będzie tak szcegółowo i dokładnie.
Pozdrawiam ciepło i serdecznie, jedzcie surowe owoce i warzywa, czytajcie etykiety, i pamiętajcie, że do oczyszczania trzeba dojrzeć duchowo i jeśli chcecie to zrobić najpierw się przygotujcie... i kochajmy siebie i innych. Buziaki

niedziela, 12 września 2010

czy szczepionki są szkodliwe?

Miało na tym blogu nie być tematów, które interesują mnie, a są "zakazane" i "niedozwolone", związane z NWO i tym wszystkim co publiczne media ukrywają przed nami, miało nie być nic o matrixie, ale nie potrafię przejść obojetnie. Dlatego dziś z innej beczki.
Przede wszystkim dla rodziców, osób, które chcą się zaszczepić, których słowo SZCZEPIENIE w najbliższym czasie będzie dotyczyło, dotyczy, albo tych, którzy kiedyś sie zaszczepili. Wiadomości jest bardzo, bardzo dużo, dlatego będą linki. Niestety z całej kolekcji "ulubionych" jak zwykle kilka linków jest nieaktywnych, pytanie dlaczego posty są usuwane, strony blokowane... Obejrzyjcie i poczytajcie, ja tego komentować już nie chcę... I przepraszam za mieszanie w głowach ;-), ale na bogów nas to zabija, nie wzmacnia. I powtarzając za Rzuberem: Jeśli weźmiesz niebieską tabletkę - wszystko zostaje jak było. Ten sam świat pełen złudzeń. Jeśli weźmiesz czerwoną tabletkę - nie ma już odwrotu - poznasz alternatywę dla świata z gazet i telewizji podążając wgłąb nory królika niczym Alicja w Krainie Czarów..... proponuję czerwoną ;-) i zapraszam do przejrzenia tych linków i też do samego Rzubera...
  1.  Przesłuchanie w sprawie szczepionek. Nowy Jork 13.10.2009. Gary Null jest wiodącym ekspertem w dziedzinie zdrowia, prawnikiem medycznym, dziennikarzem śledczym, dokumentalistą filmowym w dziedzinie medycyny. Pyta czy szcepionki są bezpieczne i efektywne, o dowody na to. Film trwa niecłąe 30 minut.
  2. http://www.bioslone.pl/forum/index.php?topic=10451.0  - niemedyczne forum zdrowa, ludzie piszą tu o prawnych aspektach i formularzach jakie mozna przedstawić lekarzowi szczepiącemu. Oraz parę słów o zastraszaniu karami finansowymi.
  3. najnowsze rewelacje, pomysł na kary finansowe
  4. Jaki jest skład szczepionek? - dla osób z mocnymi nerwami
  5. zanieczyszzenie szepionek
  6. http://prawdaxlxpl.wordpress.com/2009/10/24/jaki-jest-sklad-szczepionek/ - filmik 10 minutowy, z programu tv.
  7. ciekawostka dla surojadów: Autyzm i szczepionki - jak może pomóc surowa żywność (wywiad audio)
  8. Grypa, Jane B. i co nasze media robią
  9. http://wolnemedia.net/tag/szczepionki/ - moc o szczepionkach
  10. http://tv.wolnemedia.net/?p=840 - filmik broń masowej zagłady
I jeszcze moc z cudnej grypy666:
  1. Szwecja: Polowa dzieci zachorowala po szczepieniu — Meksyk: zgony na „swinska grype” wiosna br. po szczepieniach probnych
  2. http://grypa666.wordpress.com/2010/01/15/zgina-3-miliardy-ludzi/ i Chcesz żyć? NIE JEDZ! 
  3. J. Bugermeister, kobieta odważna, dziennikarka śledcza, która oskarżyła WHO (Ci sami co mówią nam np. o szkodliwości witaminy B17), i jeszcze tu.
  4. Szczepionki bardziej szkodliwe niż sama grypa
  5. epidemia grypy na Ukrainie z 2009
  6. Rozmowa z prof M. D. Majewską z Zakładu Farmakologii i Fizjologii Układu Nerwowego Instytutu Psychiatrii w Warszawie,  która otwarcie mówi na temat szkodliwości szczepień i zawartej w nich rtęci, oraz porusza kwestię korupcji przemysłu farmaceutycznego i "krótki" komentarz na temat szkodliwości szczepień.
  7. Tamiflu, grypa, AIDS  - wywiad
  8. statystyki  - liczba zgonów po szczepionkach.

sobota, 11 września 2010

pedagogu idź się lecz

Słuchajcie ja nie wiem co jest grane: chodzę i się śmieję sama do siebie, do ludzi też - komentarze były, przytaczać nie będę;-). Musiałam się tym podzielić, ponieważ jak pomyślę, że tydzień temu byłam w totalnej rozsypce, a dziś jest taka rewelacja, to chyba coś trzeba podejrzewać? Nie wiem, leczyć się? Energia i radość mnie rozpiera...oszalałam i wiecie co? to wszystko przez te warzywa i owoce, Waszą pozytywną energię, porady....  i Drogi R. i wierz mi - nie jestem w żadnej sekcie ;-)!!Ja nie wiem czy to tak już będzie do końca tej głodówki (a stratuję przecież w poniedziałek, i nie planowałam na dziś tego entuzjazmu), ale chyba będę miała mały problem, bo taki banan na twarzy jest czasem podejrzany....Niesamowite;-), i chyba za Ewcią powtórzę: jedzcie surowe warzywa i owoce!! I jeszcze nie uwierzycie, ale zrobiłam takie zakupy, że też muszę o tym wspomnieć. Pojechałam, ale powrót na piechotkę co by sie rozgrzać po: cytrynę, imbir, jabłka. A kupiłam to (to jest może 1/3 całości;-):

Dynia, marchewki, banany (nie mogłam sie powstrzymać, ale tylko 2 sztuki), papaja, ogórki, mango, granaty, marakuja, imbir, cytryny, jabłka, pietruszka...Czad normalnie, ale co najlepsze to wszystko (prócz marchewek i imbiru, jest tam taki malutki kawałeczek obok bananów - malutki na pierwszy raz), w przecenie, zapłaciłam niecałe 15 zł !! Szok, radość i niesamowita wdzięczność za taki dzień dziecka z moimi problemami finansowymi...cuda. Co prawda jedno mango było nadpsute, ale i tak opłacało się wziąć opakowanie dla tego jednego dobrego. Czy to nie dar od losu? I powiedzicie jak tu nie uśmiechać się do życia? Ja wiem, że bananów, papaji, mango i granatów już od poniedziałku nie mogę, ale są 2 niecałe dni jeszcze, zresztą te słodkawe i "niedozwolone" owoce już powędrowały do szejka:

POMARAŃCZOWY SZEJK  z okazji dnia dziecka

mango
banan
papaja
granat
jabłko
jarmuż
marakuja
pietruszka








Jestem nienormalna ;-), a leczyć się będę juz od poniedziałku, więc nie bójta się. Trzymajcie kciuki za ten dobry humor i przy okazji ślę Wszystkim po słoiku dobrej, pozytwnej enegrii i mega dobrego humoru. I poważnie mówię: jedzcie surowe warzywa i owoce! Buziaki

wychłodzenie organizmu podczas diety

źródło: nieznane
      Co mogę powiedzieć na temat wychłodzenia organizmu? Rok temu, w grudniu podczas 2-tygodniowej diety oczyszczającej było mi potwornie zimno. Od zawsze jest mi zimno, dłonie chłodne, stopy również, do tego stopnia, że latem śpię czasem w skarpetkach. Ale tamte, 30-stopniowe mrozy dały mi w kość. Nie miałam za bardzo pojęcia co robić, piłam dużo herbat, ciepłe potrawy przeważały. Po oczyszczaniu problem pozostał.      
      Ciekawe doświadczenie miałam na tygodniu witariańskim, nawet nie wiem czy wspominałam o tym, w końcowych dniach miałam baardzo pozytywne doświadczenia, na zewnątrz temperatura przekraczała 31 stopni C., w pokoju miałam 35 przez cały dzień, ale było mi ciepło, nie gorąco, ale ciepło;-), efekt wychłodzenia był, ale nie myślałam za bardzo o tym. I zgodzę się z tym, że myśląc o danej rzeczy ją przyciągamy, wiecie energia i t sprawy. Jak myślisz dużo na temat tego, że będzie Ci zimno - "wykraczesz" sobie...
       Po wspaniałej dyskusji u Ewci pomyślałam, że warto porządnie poszperać w notatkach i książkach i troszkę w Internecie na temat tego wychłodzenia. Na blog do Ewci odsyłam przede wszystkim, bo tam bardzo dużo osób mówi o swoich doświadczeniach z zimnem i co najważniejsze: moc porad. Dla mnie jest to bardzo cenne ponieważ boję się surowego stylu życia zimą, i mam małe obawy co do tej diety oczyszczającej. Ale ciii....nastawić się trzeba pozytywnie! Dwa słowa jak sobie radziłam i będę radzić z zimnem...




SPOSOBY NA OGRZANIE ORGANIZMU

1. Woda z cytryną

     Hmm...nie koniecznie podgrzewana, może być zagotowana i ostudzona lekko, ale zawsze na zasadzie zalania cytrynki tą wodą. Broń boże podgrzewać z cytryną.

2. Woda z imbirem

     Zaparzyć tak, jak herbatę. Jeśli masz imbir w korzeniu, oebtnij kawałek, obierz i zalej. Jeśli w proszku, użyj większą ilość, zalej wodą.

3Chodzenie boso

    Latem - rano, tuż po wschodzie słońca wychodzimy pobiegać boso po trawie, około 10 minut, zimna rosa nie tylko nas zahartuje, ale i oczyści organizm. Po kilkudniowym spacerowaniu (starałam się przez tydzień chodzić rano i wieczorem) z oczu płynęła ropa. Można tak spacerować do pierwszych przymrozków, tylko pytanie jak tu wyjść boso, skoro nie mam trawy?;-).
     Alternatywą jest hartowanie naprzemiennymi prysznicami (zimnym i gorącym, kończymy zimnym) o którym wspominał Marcin na blogu Ewci, lub brodzenie w zimnej wodzie w wannie. Ważne by nie stać w miejscu, a spacerować.

4Przechowywanie żywności w lodówce

    Sylwek wspominał również wspomniał o ważnej rzeczy - lodówka. Jeśli jesteśmy na surowych warzywach i owocach, głodówce, oczyszczaniu wyjmijmy dużo wcześniej owoce i warzywa, niech się zagrzeją w kuchni, w tej wyższej temperaturze niż panuje w lodówce.
    I jedzmy orzechy, słonecznik, i inne wysokopotasowe warzywa i owoce: banany, awokado, ziemniaki, pomidory. I jeszcze czosnek, por i cebula są rozgrzewające.  Ja dodaję również imbir go do surowych zup, szejków, dosłownie gdzie się da...
    I jeszcze coś Sylwkowego: rzeczywiście sie zgodzę, że wytłumaczenie innym, że pomimo zimnych rąk jest na ciepło jest nie lada wzywaniem. W moim przypadku, gdzie szczupła jestem niemiłosiernie i cytuję "nie jadam normalnie" dużo osób twierdzi, że to przez styl żywienia jest mi zimno.I gdybym jadła "normalnie" to wszystko byłoby ok...

5. "Kod lata" i "kod zimy"

    Warzywa i owoce mają tzw. "kod lata" lub "kod zimy", nie wiem gdzie to wyczytałam. W zależności od pory, klimatu w jakim się rodzą zapamiętują odpowiednio pogodę i te z "kodem lata" mają za zadanie ochłodzić organizm podczas upałów, a te z "kodem zimy" nadać naszym ciałom ciepło.
     Po czym rozpoznać jedne i drugie? jedz te z naszego klimatu, lub z klimatu, w którym mieszkasz. Jeśli mieszkasz w Polsce to teraz, jesienią jedz dużo marchewek, jabłek, buraczków, kalafiora, czyli sezonowych warzyw i owoców, a zimą - te które w naszych, polskich warunkach możemy przechowywać zimą. Unikaj: cytrusów, bananów itp. takich które przyjechały z ciepłych krajów. Latem - odwrotnie.

6. Hartowanie organizmu
    
     Hartować, hartować i jeszcze raz hartować organizm: chodzić boso po mieszkaniu, lżej się ubierać - oczywiscie wszystko w rozsądnych granicach by nie zrobić sobie krzywdy i się nie przeziębić. A , że jest katar? to dobrze, bo wydalamy dzięki niemu toksyny...
     I tyle informacji, posiadanych, sprawdzonych, przeczytanych. Mam nadzieję, że dzięki Waszej pomocy łatwiej przejdę tą głodówkę i może będę kiedyś zimą na surowych warzywach i owocach bez żadnego lęku i strachu o zimno.

7. Pozytywne myślenie

    Koniecznie myśl pozytywnie. Nigdy na zasadzie: "nie jest mi zimno", ale w pozytywnym znaczeniu "jest mi ciepło", "zachwilę poczuję się lepiej", "czuję miłe ciepło w palcach dłoni, które rozchodzi się po ciele". Powieś w widocznym zdjeciu zdjęcia z wakacji, obrazki ze słońcem, myśl o ognisku. Zapal świeczki.Otaczaj sie żółtymi, pomarańczowymi i czerwonymi - CIEPŁYMI barwami.

8. Ubieraj się ciepło.

    Jeden bardzo gruby, moherkowy sweterek niewiele pomoże. Lepiej niczym cebula - założyć kilka warstw, nawet cienkich.

9. Ruszaj się.

    Ruch, ćwiczenia rozgrzewają ciało. A i przy okazji można dbać o piękną sylwetkę, wyrzeźbić mięśnie.



piątek, 10 września 2010

Tydzień Picia Szejków

Przygotowania do diety oczyszcającej pełną parą, ale jeszcze małe pożegnaniowe elementy się pojawiają: zjadłam dziś batona, tego od pokrzepienia i myślałam, że za przeproszeniem umrę.. ja już tak dawno jadłam takie słodycze, że wyjątkowo popiłam go duuuużą ilością wody... teraz się męczę, bo mam okropny ból głowyale mam za swoje;-). Poza tym szejki ze słodkich owoców i warzyw i kotlety makrobiotyczne, od jutra koniec z tymi pożegnaniami i już teoretycznie jem przez cały dzień to co na diecie, z jednym powiedzmy obiadowym wyjątkiem. Dodatkowo dzięki zakupionemu niedawno prawdziwemu garnkowi do gotowania na parze (nie kupujcie NIGDY tych elektrycznych, bo i drogo wychodzi, jest plastikowe, części myć wszystkich nie można, i przygotowywać wszystkiego też nie, bo grzałkę można uszkodzić): warzywa gotowane na parze goszczą od paru dni, dużo dań typowo witariańskich, ale niestety orzechom na razie powiedziałam: do zobaczenia. Przygotowania duchowe też trwają... Właściwie przyznam szczerze, że do tego oczyszcania rok temu przygotowywałam się praktycznie pół roku, teraz ze względu na w miarę zdrowy tryb życia nie mam potrzeby aż tak długiego startu, wyrzeczeń jest niewiele: słodkie owoce i warzywa - czyli około 80% dotychczasowego jedzenia, orzechy i wszelkie makrobiotyczne kasze, ryże, ziarna itd., i to pieczywo, z którym walczę jak się da. Aha i gdyby ktoś potrzebował więcej informajci na temat przygotowania do diety - piszcie.
A to kilka szejków, przypomniałam sobie dzieki postowi Ewci, że nie pokazałam tych zaległych, i dzisiejszy pożegnaniowy:


SZEJK Z MARAKUJĄ

Marakuja - poznana dzięki pseudo-sokom dla dzieci, ale chciałam spróbować tej prawdziwej: kupione 3 sztuki, w promocyjnej cenie. Wygląd nieco dziwny, ale wybrałam miąższ łyżeczką, reszta powędrowała do kosza, bo nie wiem czy tą skórkę też sie je;-). Dodatkowo: banan, jarmuż, i mango (zielone, ale miękkie, więc zaryzkowałam i okazało sie dojrzałe;-). Całość zmiksowana, wody nie dodawałam.



KOKOSOWY MIKS
Tu pojawiła się kombinacja owocowo-warzywna:
kokos, mleczko kokosowe, banan, pietruszka, jabłko, pół gruszki, ogórek (dodany przez pomyłkę, ale wyszło pyszne).

Z MELONA CANTALOUPE
Ryzyzk - fizyk, bo nie jadam melonów, pomysł na jego zakupienie po przeczytaniu posta u Sokomaniaka. Więc: melon i łyżeczka miodu, zblendowane i wypite z przymusem.... bo mi nie smakował, a wielka szkoda, bo wygląda ślicznie, może gdyby cytrynę dodać? Hm...nie powinno się mieszać melonowatych z innymi warzywami czy owocami, więc albo miłości nie będzie, albo trzeba jakiś czas poczekać.





I jeszcze dwa słowa o tych szejkach...Na Forum Witalmani od 13.09. 2010 (w poniedziałek) rozpoczyna się
Tydzień Picia Szejków. Osoby chętne na to wspaniałe przedsięwziecie będą przez tydzień piły szejki owocowe, warzywne, owocowo-warzywne. Owoce, warzywa mieszamy dowolnie, najlepiej te które lubimy, idealnie będzie gdy dodamy coś zielonego (jarmuż, sałatkę, szpinak, pietruszkę, koperek) i blendujemy lub miksujemy. Jeśli konsysnetcja nie odpowiada nam za bardzo możemy dodać wodę.
 
I na zachętę cudo od nasze wspaniałej Ewci:

Zachęcam wszystkich, jeśli z różnych względów nie mozecie być na samychszejkach pijcie 1 dziennie, i tak zrobicie dużo dobrego dla swojego ciała. Ja od poniedziałku będę na diecie oczyszczajaco - warzywnej i niestety nie bedę miała zbyt dużego pola do popisu jeśli chodzi o korzystanie z owoc i warzyw, ale obiecuję, że z tych "dozwolonych" coś wymyślę. Buziaki

środa, 8 września 2010

balsam dla duszy część 2 i treści ludzkiej świadomości...

            Czasami w życiu przychodzą momenty, kiedy nie mamy siły na nic. Problemy się nawarstwiają, tworzymy dodatkowe, nie dbamy o siebie czy to pod wzgledem fizycznym czy psychicznym, zapominamy o tym co najważniejesze. Mamy "doła", pierwsze objawy depresji, tracimy oddech, monotonia pojawią się rano po przebudzeniu, zmęczenie nie odstępuje na krok, izolujemy się i poddajemy. Gdyby nie fakt, że boimy się tego bezdechu, gdy juz nie mamy tlenu to się ratujemy łapiemy w płuca tyle ile sie da, na chwilę zapominamy o bólu i ...żyjemy dalej. Rozwijamy w każdej sekundzie naszego życia, próbujemy nadążyć za światem, bo nie ma czasu na oglądanie sie za siebie. Zmieniamy bo nie wypada, bo inni coś powiedzą, wstydzimy się sami przed sobą, wymyślamy nowe sposoby na naprawienie siebie. Zmieniamy. Przystosowujemy. Tworzymy kopie, inne dodatkowe maski, nowe wersje samych siebie i chcemy być pewni, że nowszy model na pewien czas się sprawdzi, że będzie to ulepszenie poprzedniej wersji. A jeśli jest strach? Myślę, że jest to dobry znak, jeśli się boisz oznacza to, że wciąż masz coś do stracenia. COŚ co jest warte naprawy duszy, coś co jest sensem życia,coś, dla czego/kogo warto żyć. Jakieś plany na przyszłość, niekoniecznie te "standardowe" (skończyć szkołę, znaleźć pracę, posadzić drzewo, spłodzić syna, być przjaciółką), coś co zatrzyma proces umierania cząstek ciała i duszy...Czy my patrzymy na błahe rzeczy? na ludzi, którzy nas otaczają, na miłość, piekno i dobroć? Czy dajemy z siebie tyle dobra, ciepła i serdeczności, że wychodzimy na tak potężny minus, że w pewnym momencie załamujemy sie psychicznie? Życie nam daje po dupie, ale choć raz mu oddać trzeba, spróbować przynajmniej. Zaryzykować... też ciekawe słowo: ryzyko. Wkładasz moc odwagi zbieranej przez pewnien czas, ryzykujesz czymś wielkim, utratą czegoś innego, bólem jeszcze gorszym niż dotąd, bólem, chcesz dać sobie szansę, by w momencie śmierci, nie żałować kolejnej nie zrobionej rzeczy..Ryzykować, tylko po co?

           Mam oczy więc mogę widzieć piękno i barwy, mam ręce więc mogę samodzielnie pisać, jeść i pracować, mam stopy zatem mogę czuć ziemię pod nogami kiedy idę latem na bosaka, mam serce bym mogła kochać i przyjmować dar szczęścia towarzystwa drugiej osoby, mam zmysły, mam duszę która pozwala cieszyć się i rozwiązywać zagadki, w końcu mam głowę po to by dochodzić do takich wniosków... mam nadzieję nawet w najgorszych sytuacjach życiowych…podobno nadzieja jest matką głupich, ale w końcu wszyscy w nią wierzą… Nie myślę o tym czego nie mam, ale o tym co mi pozostało i z tego co mam wybieram najcenniejsze co posiadam i myślę ile musiałabym zrobić gdybym tego nie miała....

"Zapytałam dziecko niosące świeczkę:
- Skąd pochodzi to światło?
Chłopczyk natychmiast ją zdmuchnął.
- Powiedz mi, dokąd teraz odeszło - odparł. - Wtedy ja powiem ci, skąd pochodzi".

Jonathan Carroll


Ps. Kochani nie wiem co ja mam z tymi świecami;-), co balsam dla duszy to świece się pojawiają;-). Droga jest symbolem oczywistym (tu moje najulubieńsze zdjęcie, nie mojego autorstwa niestety), lubię drogi, przestrzeń, tą nadzieję, cel...ale że świece? ma ktoś pomysł? Pozdrawiam serdecznie i odwagi do podejmowania ryzyka!

pasztetowo

Jestem...nareszcie. Tęskniłam i bałam się, że z braku dostępu do sieci będę musiała przełożyć dietę oczyszczajacą na późniejszy termin, a chcę robić to z Wami na bieżąco...zrobię reklamę i zaproszę do Basi, która jest w trakcie tej samej diety;-), wiec ją też możecie podglądać.
Dziękuję za Wasze ciepłe słowa, pomoc i całą pozytywną energię. Czuję się już o wiele lepiej, dojadam zapasy i w poniedzałek zaczynam dietę Ewy Dąbrowskej;-), jestem zadowolona, podekscytowana i pełna ochoty, chociaż zmęczona problemami... Będę pisać wiecej, ale dajcie mi troszkę czasu. Na początek powrotu surowy przepis z tego mojego wyjadania zapasów:

oliwkowy pasztet
składniki "na oko": czarne oliwki, sól morska, pieprz, majeranek, bazylia i inne przyprawy, suszone pomidory moczone w oliwie, moczone: orzechy nerkowca, słonecznik, pestki dyni
wszystko zblendować

czwartek, 2 września 2010

bo szewc butów chodzi..


                                                                     
Witajcie.........      

      Znikam na pewien czas, nie będzie z powodu braku Internetu...nie wiem niestety ile. Muszę też poukładać parę rzeczy w swoim życiu, a i problemów mam moc, począwszy od przeprowadzki, która z dnia na dzień wynikła, problemy finansowe, ze zdrowiem tym psychicznym, i pogoda: 10 stopni C, wiatr i nieprzerwany od kilku dni deszcz (z chemitraliasów niestety). Więcej tego wszystkiego też mogę znaleźć, ale po co? Jak to zwykle bywa, gdy trzeba być ekspertem, specjalistą dla siebie samego to aż się chce powiedzieć: szewc bez butów chodzi... Trzymajcie kciuki za moje naprawy duszy, bo wiadomo do diety sie przygotować trzeba, a i nowy etap w życiu też należy pozytywnie rozpocząć.
     Przy okazji chcę podziękować kilku wspaniałym osobom, za bardzo dużą pomoc w przeprowadzce, troskę i pomoc tą duchową, za obecność i wspieranie: Beatce, Łukaszowi, Madlenn, Radkowi, Basice, Agnieszce, Ewci i Wam za obecność tutaj. DZIĘKUJĘ i moc ciepłych buziaków ślę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwuj przez e-mail: